Podziel.się

Mam za sobą kilka prób stworzenia firmy przez kopiowanie czyjegoś modelu biznesowego. W tym artykule pokazuję, czy warto i na co trzeba uważać, jeżeli decydujesz się naśladować biznes kogoś innego.

Jeżeli czytasz ten artykuł, pewnie gdzieś ci po głowie pomysł na własną firmę. Może jest to pomysł na produkt, albo jakąś fajną usługę, która pozwoli stworzyć startup i w niedługim czasie zarabiać naprawdę dobre pieniądze. Teraz pytanie: skąd wziął się ten pomysł? Czy podpatrzyłeś jakąś dużą firmę i pomyślałeś: chcę być taki jak oni?

Jeżeli tak, to witaj w klubie. Ja też w ten sposób stworzyłem kilka startupów. Wiele innych osób, które znam, też tak zaczynało.

Cud uczenia się przez naśladowanie

Naśladowanie lepszych to podstawa uczenia się. W wieku dwóch lat naśladujemy rodziców, ucząc się mówić. W wieku kilkunastu – naśladujemy kogoś ze starszej klasy, ucząc się, jak podrywać. Całe nasze życie naśladujemy innych, żeby się rozwijać.

Ten sposób na ogół działa. W końcu umiemy wszyscy mówić. Wiemy też mniej więcej, jak się zachowywać, żeby uwodzić. Na studiach i w pracy uczymy się skutecznie, jakie zachowania zyskują nam szacunek, awans i pieniądze. Ogólnie biorąc, uczenie się od innych jest zaskakująco dobrą strategią…

Dlaczego tej samej metody nie zastosować do tworzenia pomysłu na biznes?

Tamta firma jest taka duża…

Spójrz na kilka przykładów firm i marek, które można naśladować. Będę za chwilę do nich wracał.

Patrzysz na Brand24. Ta firma jest ikoną polskich startupów. Michał Sadowski występuje na konferencjach, pokazuje jak robił swoją firmę i jak osiągnął sukces.

Widzisz na półkach soki Fortuna. Nie ma w nich nic nadzwyczajnego, w końcu soki jak soki. Jednak mają dla siebie znaczną część rynku [] i tak to jakoś robią, że ludzie kupują akurat ich soki. A przecież wiesz, że może mógłbyś robić je lepiej – bardziej ekologicznie, lepiej marketingowo.

Michał Szafrański osiągnął kolosalny sukces jako bloger. Zarobił kilka milionów, pisząc o dość oczywistych rzeczach, w tym bardzo wiele o sobie i swojej drodze do milionów. Od dwóch lat zajmuje się już praktycznie tylko tym ostatnim.

Też tego próbowałem

Podobnie, pięć lat temu tworzyłem Berrolię. Skąd miałem inspirację? Z dwóch głównych źródeł.

  • Widziałem takie firmy jak Belkin, Element Case czy Nomad, które robią fajne gadżety do telefonów. Wystawiają się na każdych targach, a ich produkty możesz znaleźć w iSpotach i Media Markecie.
  • Na Kickstarterze jest sporo startupów, które robią gadżety w niemal domowych warunkach.

Pomyślałem – skoro oni mogą, to dlaczego nie ja?

Okazało się, że to nie całkiem działa.

Co jest nie tak z naśladowaniem?

Pomyśl o dziecku, które próbuje naśladować dorosłych.

Dopóki ogranicza się to do słów i budowania zdań, wszystko jest w porządku. Jednak jeżeli zechce naśladować rozmowy o polityce? Albo wygłaszać opinie o piciu kawy? Wszyscy znamy takich „małych dorosłych”. One też próbują naśladować, ale kopiują zachowania nieodpowiednie dla ich etapu życia.

W Brand24, który od początku śledzę, rozwój produktu szedł w parze z osobistym brandingiem Michała Sadowskiego. Michał występuje i promuje markę, a marka ma dzięki temu pieniądze na rozwój. Jednak jeżeli zaczniesz rozwój swojej firmy od występów na konferencjach, to nie zadziała. Na konferencjach nie stworzysz bazy pierwszych klientów dla brandu, którego nikt nie zna. Do tego są inne metody, odpowiednie dla świeżo powstałej firmy.

Fortuna sponsoruje różne wydarzenia i jest widoczna. Jednak to jest zaledwie element ogromnego mechanizmu handlowców, marketingowców i znanej marki. Jeżeli zasponsorujesz lokalną drużynę sportową, wydasz tylko pieniądze i prawdopodobnie nie zdobędziesz ani jednego klienta.

Michał Szafrański mówi ostatnio głównie o sobie – i to się sprzedaje. Książka o tym, jak tworzył bloga, sprzedała się dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Jednak jeżeli ty, na swoim mało znanym blogu, zaczniesz opowiadać o sobie i swoich przeżyciach z dzieciństwa, uwierz mi – nikogo to nie będzie interesowało. Bo Michał ma rozpoznawalną markę osobistą i ogromną rzeszę wielbicieli. W jego sytuacji opowiadanie o sobie jest logicznym elementem, który doskonale pasuje do całej układanki. Jednak bez tych pozostałych elementów nadmiar pisania o sobie jest tylko żałosny.

Jeszcze jeden przykład

Na pewnym etapie rozwoju mojej poprzedniej firmy doszliśmy do wniosku, że wchodzimy w badania rynku. Założeniem było wypromowanie marki, która byłaby porównywalna do znanych firm badawczych. (Prawdę mówiąc, wielkościowo byliśmy nawet więksi od znacznej części z nich.)

Więc co zaczęliśmy robić?

Zgadłeś! Naśladować. Zainwestowaliśmy w kampanię PR-ową, której celem było zdobycie widoczności w mediach ogólnopolskich. Była całkiem skuteczna. Dobre kilkanaście razy przebiliśmy się do głównych gazet i do głównych kanałów telewizyjnych. I co?

I nic. Nie wyniknął z tego ani jeden kontrakt.

Bo nie mieliśmy dobrych sprzedawców, dobrej oferty i doświadczenia w branży. Mieliśmy jeden doskonały kawałek układanki, który do niczego nie pasował! Próbowaliśmy udawać firmę badawczą, którą w istocie nie byliśmy.

Tak się właśnie kończy, kiedy dziecko próbuje naśladować dorosłych.

Co z tym zrobić?

Przede wszystkim nauczyłem się, żeby nie naśladować firm, które są na zupełnie innym etapie rozwoju. Coś, co pasuje do Fortuny, nie pasuje do PijSoczek. Działania skuteczne w Belkinie, w Berrolii będą tylko marnowaniem pieniędzy.

Co więc zrobić? Może to brzmi dziwnie, ale odpowiedzią jest szczerość. Nie udawaj dużej firm, jeżeli nią nie jesteś. Wielu klientów ceni sobie w małej firmie osobisty kontakt. Jeżeli kontaktujesz się z Berrolią, na pewno odpowiedzi udzielę Ci ja albo Ania. Zaskakująco wielu osobom odpowiada to znacznie bardziej, niż kontakt z bezosobowym call center dużej firmy.

Jako mała firma nie naśladuj zagrywek PR-owych dużych brandów. Nie pisz „my w siedzibie firmy”, jeżeli oznacza to ciebie i twojego kota przy stole w kuchni. (Ten akurat przykład zaczerpnąłem od Joanny Glogazy).

Za to jeżeli prowadzisz małą firmę, możesz robić marketing, o jakim nie śniło się dużym korporacjom. Możesz nawiązać osobisty kontakt niemal z każdym kupującym. Możesz też robić coś, na co nikt w dużej firmie nie ma ochoty i czasu. Chodzi o pokazywanie w mediach społecznościowych całej „maszynowni” twojej firmy. Pokazuj, jak powstaje produkt, co nie wyszło i jakie masz wyzwania. To buduje taki emocjonalny kapitał twojej marki i wiąże z nią ludzi, z których niektórzy zostaną twoimi klientami.

To w końcu nie kopiować?

Czy to znaczy, że duże marki nie mają nam nic co zaoferowania? Mają. Doskonałym sposobem na rozpoczęcie własnej działalności jest ulepszenie istniejącego produktu.

Jeżeli weźmiesz istniejący, osadzony na rynku sok owocowy, masz za sobą 90% badania rynku. Jest on żywym dowodem na to, że soki owocowe są potrzebne, możesz zobaczyć kto je kupuje i w jakich opakowaniach.

Teraz tylko zacznij rozmawiać z ludźmi, żeby się dowiedzieć, czego im jeszcze w tym produkcie brakuje. Ekologii? Zdrowia? Sposobu dostarczenia? Jeżeli dostatecznie dużo osób potwierdzi, że mają jakiś problem z istniejącym produktem, a ty masz pomysł na rozwiązanie – to może być twój pomysł na biznes!

 

Jak oceniasz ten artykuł?
Po co to czytać??Nadal słabyPrzeciętnyDosyć dobrySuper! Podobał Ci się?

Loading...

Źródła zdjęć: Unsplash.com, Pexels.com, Pixabay.com

Podziel.się