Podziel.się

Miło się patrzy na duże, prosperujące firmy. Takie, gdzie wszystkie ważne wybory już się dokonały a właściciel tylko zgarnia kasę grabiami. Jednak nowa firma to ciągłe życie w niepewności. Co do kluczowych spraw. Tym razem pokazuję to na swoim przykładzie.

Ten blog to też startup. Jeden z kilku w moim życiu.

Nie piszę go do poduszki. Piszę po to, żeby odpowiadać na realne problemy. Problemy ludzi, którzy własnie zakadają pierwszą firmę. I takich, którzy siedzą za biurkiem w pracy i myślą, że fajnie by było pracować na swoim.

I od pierwszego dnia pisania, nie wiem, czy robię to dobrze. Coś tam mi wychodzi, ale dużo rzeczy nie działa. Nie działa tak, jak bym chciał.

Mój przykład

Postanowiłem pokazać Ci na własnym przykładzie, jak duży poziom niepewności mi towarzyszy. To, co dla Ciebie może wyglądać na w miarę ogarnięty blog, dla mnie jest dla mnie wielką górą pytań, na które jeszcze nie znam odpowiedzi.

Ale poznam.

Chcę Ci pokazać zestaw pytań, które dzisiaj stanowią dla mnie wielką niewiadomą. Tak będzie uczciwiej.

Jeżeli się zastanawiasz, czy tylko Ty swojej firmie nie wiesz tak wielu podstawowych rzeczy i masz problem z decyzjami, to uspokoję Cię. Jest nas przynajmniej dwóch (lub dwoje).

Pytania

Spisałem sobie listę pytań, na które dzisiaj nie znam odpowiedzi. Jeżeli prowadzisz bloga, może odnajdziesz wśród nich swoje wątpliwości.

A jeżeli robisz coś innego, mam nadzieję że odnajdziesz przynajmniej znajomy poziom niepewności 🙂

A teraz – moja lista hipotez na początek kwietnia 2019. Właśnie minął rok i kwartał od założenia Zarabiania…

  1. Pierwsza hipoteza jest taka, że piszę słabo, nudno i nic z tego nie będzie. Jeżeli tak jest, to w praktyce mogę zamykać kramik. Sposób pisania wynika z osobowości, a tej nie zmienię. Podobnie jak, na przykład, nigdy nie nauczę się grać w piłkę nożną 😁😁
  2. Piszę za rzadko i blog nie pójdzie w górę bez 2-3 wpisów na tydzień. Ten akurat wniosek wynika z ostatniej lektury książki Bloger i social media. Tylko że nie wiem, czy jestem w stanie dać z siebie więcej niż jeden wpis tygodniowo. Praca na uczelni i Berrolia też mają swoje wymagania czasowe.
  3. Wpisy są za długie. Na tym etapie rozwoju bloga powinny być krótsze. Tu akurat powalczę, chociaż z ankiety wynika, że Wam to raczej nie przeszkadza. Problem z ankietą jest jednak taki, że wypełniły ją raczej osoby, które lubią tego bloga, niż takie, do których dopiero chciałbym dotrzeć.
  4. Piszę za mało emocjonalnie. No, cóż. Taki jestem. Może się to komuś spodoba? Chociaż sukcesy Faktu i Pudelka wskazują, że jednak internet opiera się na emocjach.
  5. Robię coś nie tak z social mediami. Nie wiem, może powinno być więcej gołych bab, kotów, zmyślonych cytatów z Einsteina albo czegoś jeszcze.
  6. Jest w miarę ok i tak musi po prostu być na tym etapie. Promowanie nowego bloga i nowego nazwiska to kilka lat ciężkiej pracy i nic się tu nie przyspieszy. Trzeba robić swoje i tyle.

Dlaczego uważam, że coś robię nie tak?

Krótko. Statystyki.

Marzec był trzecim z rzędu miesiącem, w którym moja strona przekroczyła 5000 UU, czyli unikalnych użytkowników. Mógłbym się cieszyć. Ale kupiłem jakiś czas temu książkę Michała Szafrańskiego Zaufanie czyli waluta przyszłości. Michał pisze tam o rozwoju swojego bloga.

Krótki rzut oka na statystyki pokazał, że dojście do tego etapu zajęło mu… hm.. 3 miesiące.

Więc z jednej strony cieszę się z tego co robię i prowadzenie bloga daje mi mnóstwo satysfakcji. Daje mi też inne korzyści, ale o tym kiedy indziej.

Ale z drugiej strony – zastanawiam się, czy, jak to się mówi, nie wchodzę właśnie na drabinę, którą oparłem o niewłaściwą ścianę.

Ale tak wygląda chyba życie każdego startupu 🙂

 

Jak oceniasz ten artykuł?
Po co to czytać??Nadal słabyPrzeciętnyDosyć dobrySuper!
(2 ocen, średnia: 5,00)

Loading...

Źródła zdjęć: Unsplash.com, Pexels.com, Pixabay.com

Podziel.się