Do kiedy będzie trwał kryzys? Do kiedy utrzyma się koronawirus i jego wpływ na gospodarkę? Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla przyjęcia właściwej strategii biznesowej. Pytanie – czy próbować przetrwać krótką burzę, czy lepiej przygotować się na długotrwały sztorm?

Jesteśmy w zupełnie innej rzeczywistości niż jeszcze dwa miesiące temu. Biznesy, które wydawały się nie do ruszenia, teraz stoją nad przepaścią. To jest właśnie szansa dla ciebie, o ile umiesz ją dostrzec i wykorzystać.

Kryzys jest głęboki i nie ma co do tego wątpliwości. Ale czy okaże się trwały? Bo od odpowiedzi na to pytanie zależy przyjęcie strategii.

  • Jeżeli koronawirus jest krótkotrwałym zjawiskiem, powiedzmy na 2-3 miesiące, to lepiej nic nie robić i przeczekać. Po co psuć biznesy, które działają.
  • Ale jeżeli epidemia ma potrwać rok lub dłużej, to nie da się tego tak po prostu przeczekać. Przynajmniej większość firm na to sobie nie może pozwolić. I taka strategia w ogóle nie ma sensu, bo strat, jakich firma narobi przez rok, nie odrobi się nigdy.

Jak widzisz, kluczowe jest pytanie: ile potrwa koronawirus? Wróżbitą nie jestem, ale umiem liczyć. (Wspominałem kiedyś, że z wykształcenia jestem statystykiem?)

Ile potrwa ten kryzys? Do wakacji?

Jest sporo opinii, że epidemia koronawirusa potrwa do wakacji, a potem zacznie się uspokajać. Dlaczego akurat „do wakacji”? Bo do tego czasu pochorują się ci, co mają chorować i potem infekcji będzie mniej.

Inaczej mówiąc, chodzi o „odporność populacyjną”. Polega ona na tym, że osoba chorująca nie ma już kogo zarażać, bo większość osób dookoła już jest odporna na koronawirusa. Bo już chorowali. Lekarze mówią, że taka odporność powstaje, kiedy chorobę przeszło już od 70 do 90% społeczeństwa. Czyli u nas – jakieś 30 milionów Polaków.

Żeby przy tym nie przeciążyć służby zdrowia, rząd stara się prowadzić politykę „spłaszczania krzywej zachorowań”. Wygląda mniej więcej tak:

Chodzi o to, żeby opóźniać zachorowania tak, żeby nie zatkał się system ochrony zdrowia. Żeby w danym momencie liczba chorych, którzy potrzebują intensywnej opieki medycznej, nie przekroczyła pojemności szpitali.

Ilu tych chorych będzie? Z różnych krajów płyną informacje, że 5% chorych (co 20 osoba) potrzebuje właśnie intensywnej terapii. Ile to będzie u nas?

30 milionów x 5% = 1,5 miliona ludzi

Chcesz przeczytać, jak u mnie faktycznie wyglądało budowanie firmy?  Zapraszam do nowego cyklu artykułów

Sporo, prawda? Już widać, czego się boją rządy. Żaden system nie wytrzyma półtora miliona ludzi potrzebujących intensywnej terapii. Nie ma takiej możliwości.

Więc ile wytrzyma?

  • Przed epidemią było 4.500 łóżek na OIOM-ach.
  • Każdy chory leży w szpitalu około 2 tygodni. To znaczy, że rocznie da się na jednym łóżku na OIOM-ie hospitalizować 26 osób (bo rok ma 52 tygodnie).
  • Załóżmy optymistycznie, że uda się liczbę łóżek zwiększyć do 10 tysięcy.
  • Przy tej liczbie łóżek rocznie OIOMy „obsłużą” więc maksymalnie 260.000 osób, bo

26 x 10.000 = 260.000 osób

I to przy założeniu, że ludzie nagle przestaną mieć zawały, udary i inne wskazania do intensywnej terapii.

Ile więc musiałaby trwać epidemia, żebyśmy osiągnęli odporność populacyjną? Wystarczy proste dzielenie. Trzeba podzielić 1,5 mln chorych przez 260.000.

Wynik? Niecałe 6 lat. Tyle z pewnością nie przeczekamy.

To w końcu – do kiedy koronawirus będzie z nami?

Więc widzisz. O żadnym „do wakacji” nie może być mowy. Niestety. A w żaden inny sposób wirus nie wyginie. Ani nigdzie sobie nie pójdzie.

Do kiedy więc będzie z nami koronawirus? Jak skończy epidemia epidemia? Na jeden z dwóch sposobów.

  • Wynaleziona zostanie szczepionka.
  • Powstaną jakieś inne leki, które zmniejszą zagrożenie życia w przypadku infekcji.

Tak czy inaczej, mówimy o roku. Nie o dwóch czy trzech miesiącach.

Przeczekanie epidemii. Możliwe?

Strategia zwykłego przeczekania koronawirusa jest dobra, jeżeli kryzys trwa 2-3 miesiące. Wtedy lepiej nic nie ruszaj. Po co zmieniać biznes, który działa.

Szukasz pomysłu na biznes? Zabierz się za to od właściwej strony!

Ale zupełnie inna sprawa, kiedy kryzys utrzymuje się dłużej – pół roku albo rok. Wtedy jest duża szansa, że skończysz jako życiowy bankrut. Bo czynsz, bo pracownicy, bo inne koszty stałe. I po epidemii, kiedy będzie moment, żeby wejść na wygłodniały rynek, ty nie będziesz miał z czym.

Dlatego strategia przeczekania nie jest dobrym wyborem w przypadku kryzysu, który będzie trwał tak długo. Pamiętaj, że on będzie wynikał nie tylko bezpośrednio z epidemii koronawirusa. Jeszcze bardziej zauważalne będzie to, że część społeczeństwa kompletnie nie będzie miała pieniędzy. Praktycznie na nic, poza jedzeniem. To jeszcze pogłębi skutki epidemii.

Co zamiast przeczekania?

Jeżeli już nie masz zamówień, albo zaraz ich nie będzie, lepiej nie czekaj.

Najbardziej oczywistą rzeczą jest pozbycie się kosztów stałych. Czyli czynszów, leasingów i pracowników. Wiem, że przy każdej takiej operacji aż boli serce. Bo każdy z tych elementów został wypracowany, sprawdzony i dobrze wpisuje się w działanie firmy.

Ale co wolisz – utrzymać firmę, czy utrzymać siebie?

Możesz też od razu zamknąć firmę. Boli? Tak, wiem. Wiem, bo przechodziłem proces przyspieszonego zamykania firmy, która zatrudniała kilkadziesiąt osób. Ale tylko dzięki temu udało się uratować finansowe efekty dziesięcioletniej pracy. Gdybyśmy próbowali sztucznie podtrzymywać życie firmy, poszłyby na to oszczędności, a efektem byłaby tylko dłuższa agonia.

Poza tym pomyśl:

Czy tracisz najważniejszy element firmy?

Nie. Bo najważniejszym elementem firmy nie jest budynek, leasing czy kontakty handlowe. Najważniejszy jesteś Ty. To, co wiesz. Twoja znajomość branży i potrzeb klientów.

Jak tylko kryzys się skończy, odbudujesz wszystko. Lepsze. Bez błędów młodości. Bez zaszłości i pracowników, którzy nie do końca się sprawdzali, ale z którymi żal się było rozstawać.

A zaraz po kryzysie gospodarka wybuchnie. Ludzie będą wytęsknieni wszystkiego. Rzeczy. Spotkań. Rozrywki.

W tym stanie wygrają ci, którzy pod koniec epidemii będą mieli dwie rzeczy:

  • wiedzę
  • trochę pieniędzy na start.

Tej pierwszej nie stracisz. Tego drugiego nie daj sobie odebrać przez próby ratowania firmy, która chwilowo nie ma zamówień.

I taka uwaga na koniec. To jest moja opinia, oparta na takim oglądzie sytuacji, jaki ja mam. Mogę się mylić, nie mam monopolu na nieomylność. Dlatego jakiekolwiek decyzje podejmuj po sprawdzeniu wielu, różnych źródeł.