Kiedy muszę być VATowcem? Kiedy warto wejść w VAT, a kiedy nie?

Kiedy zakładałem spółkę z o.o., żeby sprzedawać uchwyty do telefonu, byłem przekonany, że muszę być VATowcem. Przekonywała mnie do tego księgowa. Twierdziła, że „to oczywiste, że się opłaca”. Zarejestrowałem się w VAT – i to była bardzo głupia decyzja.

Dzisiaj wyjaśniam, na czym polega ten cały VAT. Mówię, kiedy warto w nim być, a kiedy nie. A kiedy po prostu nie masz wyjścia.

Jak działa VAT?

Zacznę od tego, jak działa VAT.

Powiedzmy, że sprzedajesz krzesło za 500 złotych. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany jako podatnik VAT, to wystawiasz fakturę na 500 zł (ale nie „Fakturę VAT”, tylko dokument, który ma w tytule samo słowo „Faktura”).

Od tych 500 złotych będziesz musiał zapłacić tylko podatek dochodowy. VAT Cię wtedy nie obowiązuje.

Jeżeli jednak zadeklarowałeś się jako VATowiec, wtedy zobowiązujesz się, że z tych 500 złotych część odprowadzisz do urzędu skarbowego. To jest tzw. „VAT należny”. Jak go obliczyć? To jest 23% od kwoty netto, czyli kwoty bez VATu.

Wiem, że brzmi dziwnie, ale liczy się łatwo. Trzeba podzielić 500 złotych przez 123% – i to będzie wartość netto, czyli bez VAT. W moim przykładzie kwota netto wyniesie 406,50 zł. To jest Twój przychód. Różnica, czyli 93,50 zł, jest właśnie kwotą VAT.

Jeżeli nie poniosłeś żadnych kosztów, na które masz faktury, wtedy te 93,50 zł odprowadzasz do urzędu skarbowego. Wtedy dla Ciebie zostaje tylko 406,50.

Inaczej jest, jeżeli wcześniej kupiłeś materiały do zrobienia tego krzesła. I, co ważne, masz na te zakupy fakturę VAT wystawioną na Twoją firmę. Kosztowały na przykład 200 zł netto + 46 zł VAT, czyli razem zapłaciłeś 246 zł w gotówce. Wtedy możesz VAT, który przed chwilą wyszedł z obliczeń, pomniejszyć o te 46 złotych VATu z faktury. Wtedy do urzędu skarbowego odprowadzasz tylko różnicę – 47,50 złotego.

Od jakiej kwoty więc płacisz podatek?

VAT płacisz tak naprawdę od różnicy między Twoimi przychodami (netto, czyli bez VAT), a tymi kosztami, na które masz faktury. Możesz to sprawdzić na kalkulatorze. W przykładzie z krzesłem kwota podatku to 23% różnicy między 406,50 (przychody netto ze sprzedania krzesła) a 200 (koszty netto materiałów).

Kiedy musisz być VATowcem?

Kiedy zakładasz firmę, masz wybór. Możesz nie płacić VAT – i wtedy nie musisz nic robić. Możesz też uznać, że bardziej Ci się opłaca być VATowcem – i wtedy składasz w urzędzie skarbowym deklarację VAT-R. Od tego momentu będziesz musiał co miesiąc składać w urzędzie miesięczne rozliczenie VAT – czyli VAT-7.

Są jednak sytuacje, kiedy nie masz wyboru i musisz zadeklarować się jako płatnik VAT. Tak się dzieje, kiedy:

  • Twoje roczne przychody (czyli wartość sprzedaży, bez odejmowania kosztów) przekroczą 200.000 zł. Jeżeli zaczynasz działalność w trakcie roku kalendarzowego, to tę kwotę liczy się proporcjonalnie do części roku. Jeżeli zarejestrowałeś działalność np. w połowie roku, 1 lipca, to nie możesz przekroczyć połowy tego limitu, czyli 100.000 zł. Jeżeli tę kwotę przekroczysz, musisz się zarejestrować i zacząć płacić podatek.
  • Sprzedajesz różne rzeczy wymienione w Art. 113 ust. 13 ustawy o VAT. Chodzi głównie o artykuły jubilerskie i metale szlachetne, różne rzeczy opodatkowane akcyzą, budynki i nowe samochody. A praktyce te ostatnie pozycje są tak drogie, że i tak przekroczysz limit 200.000. Więc ten zapis to trochę formalność 🙂
  • Świadczysz usługi doradcze (uwaga! wiele osób nie zwraca uwagi na ten wyjątek i potem są zaskoczeni), prawnicze lub jubilerskie.

W praktyce zachęcam Cię do czytania ustawy o VAT. Wiele rzeczy jest tam napisanych wprost. Nie daj sobie wmówić, że ustawy rozumieją tylko prawnicy. Tak nie jest.
Sam, jeżeli mam wątpliwości, robię po kolei trzy rzeczy:
– Czytam, co jest w ustawie.
– Sprawdzam w internecie. Jeżeli w trzech pierwszy źródłach w Google piszą to samo, uznaję, że to jest prawda.
– Dzwonię na Krajową Informację Podatkową i pytam.
Dopiero jeżeli te trzy źródła nie wyjaśnią mojej wątpliwości, daję zarobić prawnikowi albo doradcy podatkowemu 🙂

Kiedy nie płacisz VAT

Ale bywa też odwrotnie. Istnieją też takie rodzaje działalności, które z samej swojej natury nie podlegają opodatkowaniu. Jest to długa lista, wymieniona w artykule 43 ustęp 1 Ustawy o VAT. Wiele z nich jest pewną abstrakcją, jak na przykład dostawa ludzkich organów 😀 (nie żartuję, mówi o tym ust. 1 pkt 5 tego artykułu).

Jest jednak kilka typów działalności, które jak najbardziej mogą być w polu Twojego zainteresowania. Są to, między innymi:

  • dostawa produktów rolnych przez rolników – art. 43 ust. 1, pkt 1,
  • sprzedaż domów i mieszkań na rynku wtórnym – pkt 10,
  • opieka medyczna – pkt 18, 18a i 19,
  • opieka nad osobami starszymi lub niepełnosprawnymi – pkt 23,
  • opieka nad dziećmi do lat 3, czyli w praktyce żłobki i kluby malucha – pkt 24,
  • korepetycje – pkt 27,
  • uczenie języków obcych – pkt 28.

Pełną listę znajdziesz w art. 43 Ustawy o VAT. Ponownie, zachęcam Cię do jej przeczytania – pasjonująca lektura 😉

Kiedy warto być VATowcem, nawet jeżeli nie musisz?

Może to się wydawać dziwne, ale czasem lepiej być VATowcem. Jak to możliwe, że lepiej jest płacić podatek, niż go nie płacić?

Dzieje się tak w kilku przypadkach.

Kiedy Twoi klienci płacą VAT

Bardzo często Twoi klienci to firmy, które są płatnikami VAT. Tacy klienci mogą z kolej pomniejszyć swój VAT o kwotę podatku z faktury, którą Ty im wystawisz. Dla takich klientów jest obojętne, czy:

  • zapłacą 500 zł za Twoje krzesło, kiedy jesteś VATowcem (czyli kwota na fakturze to 500 zł brutto, w tym 406,50 wartości netto i 93,50 podatku VAT)
  • zapłacą 406,50 zł i dostaną od Ciebie zwykły rachunek (bez VAT).

Uwaga – te dwie sytuacje są dla Twojego klienta ekonomicznie takie same. I to pomimo tego, że w drugim przypadku płaci Ci mniej pieniędzy. Jak to możliwe?

Otóż w pierwszym przypadku Twój klient odzyska różnicę 93,50, płacąc mniej własnego VATu w urzędzie skarbowym. O ile mniej? Ano, dokładnie o 93,50.

Jednocześnie, kiedy jesteś VATowcem, masz prawo do odliczenia VATu od swoich faktur kosztowych, a to jest realna oszczędność. Wrócę do przykładu z krzesłem. Jeżeli jesteś podatkiem VAT, to do urzędu nie zapłacisz pełnej kwoty 93,50. Zapłacisz tylko 47,50. W efekcie bycie podatnikiem VAT przyniesie Ci dodatkowe 46 zł na czysto 🙂

Kiedy planujesz duże przychody w przyszłości

Wyobraź sobie, że zakładasz startup, który podbije świat. Jego przychody za rok będą tak wysokie, że na pewno przekroczysz limit 200.000 zł i zostaniesz płatnikiem VAT.

Wtedy warto już dzisiaj złożyć VAT-R i zostać podatnikiem. Tylko wtedy bowiem będziesz mieć możliwość odliczenia VAT z tych kosztów, które dzisiaj ponosisz. Jeżeli tego nie zrobisz, to wszystkie koszty poniesiesz w kwocie brutto. A jeżeli będziesz podatnikiem, to w kwocie netto.

To jednak jest 23% różnicy 🙂

A kiedy nie warto być VATowcem?

Nie warto rejestrować się jako podatnik VAT w zasadzie tylko w jednej sytuacji. Tylko że ta sytuacja dotyczy wielu (jak nie większości) firm, które dopiero startują.

Jeżeli prowadzisz niewielką działalność, w której Twoim klientami są osoby prywatne (nie firmy), to nie warto rejestrować się jako VATowiec.

Kropka.

W tej chwili trzy na cztery księgowe powiedzą Ci: ale jak to, przecież wtedy nie możesz sobie odliczać VAT od zakupów?? I udzielą Ci mnóstwo dobrych porad, o ile to VAT jest korzystniejszy.

Nie wierz w to. To jest jakiś odruch Pawłowa, który dostają księgowe, jak za długo patrzą w słupki 😉

Odliczenie VATu od zakupów jest, owszem, miłe. Ale to jest tylko odzyskanie tego, co wcześniej dałeś sobie zabrać w postaci VAT od Twojej sprzedaży. I do tego nigdy nie odzyskasz całości. Dokładnie mówiąc, jest jeden przypadek, kiedy możesz odzyskać całość.

Wtedy, kiedy Twoja firma będzie przynosiła głębokie straty.

No, a przecież nie o to nam chodzi, prawda? 😉

 

Jak oceniasz ten artykuł?
Po co to czytać??Nadal słabyPrzeciętnyDosyć dobrySuper! (5 ocen, średnia: 4,60)
Loading...

Kiedy muszę być VATowcem? Kiedy warto wejść w VAT, a kiedy nie?2018-11-13T10:57:13+00:00

Jak stworzyłem swoją firmę. Część 3: Światełko w tunelu

Opowiedziałem już w poprzednich częściach, skąd się wziął pomysł na najlepszy na świecie uchwyt do telefonu 😉 – i co mi na początku poszło nie tak. Dzisiaj opowiadam, jak powstał projekt.

Jak już być może wiesz z poprzednich części (tutaj i tutaj), moja firma Berrolia wzięła się z pomysłu, że samochodowy uchwyt do telefonu może być dziełem sztuki. Świat jest pełen badziewnych uchwytów plastiku, które wprost nie licują z pięknymi wnętrzami dzisiejszych samochodów. Chciałem to zmienić.

Przeprowadzone w 2014 roku badanie rynku (raport możesz pobrać tutaj) pokazało mi, że:

  • pomysł zrobienia uchwytu z materiałów premium spodobał się klientom,
  • mój pierwszy zamiar, żeby uchwyt montować w otworze na płyty CD nie spotkał się, delikatnie mówiąc, ze zrozumieniem 🙂

Trzeba było wymyślić coś innego.

Podstawowe pytanie: jak montować uchwyt na telefon?

Skoro nie otwór na płyty CD, to co w zamian? Jak montować uchwyt? Chciałem tym razem już nie eksperymentować, i zamiast tego pójść w jakieś standardowe rozwiązanie. Tak, żeby dla każdego było oczywiste, jak to działa.

Do wyboru były:

  • przyssawka na szybę,
  • uchwyt wkładany do miejsca na kubek z kawą,
  • przyklejanie czegoś do deski rozdzielczej,
  • montaż do kratek nawiewu.

Z doświadczenia wiedziałem, że przyssawki nieustannie odpadają i psują się od promieni słonecznych. Potwierdziły to komentarze pod Kickstarterową kampanią Nika Conomosa, który jako pierwszy zrobił uchwyt klasy premium. Wielu klientów narzekało na jakość i odpadanie przyssawek. A przecież użył najlepszych dostępnych na rynku materiałów.

Z pozostałych pomysłów – uchwyt na kubek z kawą nie jest w każdym samochodzie, a przyklejanie czegokolwiek do deski rozdzielczej, która często jest obita skórą, nadal wydaje mi się na granicy świętokradztwa 🙂

Dlatego zdecydowałem się na montaż mojego uchwytu do kratek nawiewu.

Pierwszy działający prototyp

Dość szybko wyobraziłem sobie, jak powinien wyglądać podstawowy kształt. Wiedziałem, że:

  • musi mieć z tyłu mocowanie do kratki,
  • na dole powinien być uchwyt na kabelek ładujący,
  • powinien być „smukły”, żeby pewnie trzymał telefon w pionie.

Od razu wiedziałem też, że będzie to uchwyt do iPhone’a. Z moich wcześniejszych doświadczeń przy robieniu aplikacji wiedziałem, że właściciele iPhone’ów są najlepszymi klientami. Są przyzwyczajeni do płacenia większych pieniędzy za różne rzeczy – a o to przecież chodzi :).

Ten wybór sprawdza się zresztą do tej pory. Pomimo tego, że wprowadziliśmy do oferty uchwyty do telefonów z Androidem, wersje do iPhone’ów ciągle stanowią 80% sprzedaży.

Z prac nad poprzednim prototypem wyniosłem dość dobrą znajomość programu Autodesk Inventor. Dlatego w ciągu jednego popołudnia zdołałem stworzyć pierwszy prototyp i wysłać go do wydrukowania na drukarce 3D. Wyglądał tak:

Okazał się super użyteczny. Używałem go bez przerwy chyba z pół roku. Chciałem zobaczyć, jak jego podstawowe założenia sprawdzają się w codziennym używaniu. Okazało się, że nie trzeba było praktycznie nic poprawiać.

Po wcześniejszych niepowodzeniach, to było wreszcie to!

I to jest coś, na co Ty też powinieneś się psychicznie przygotować. Prowadzenie swojej firmy to, z moich doświadczeń, ciągłe wzloty i upadki. Przeczekanie upadków wymaga niemałej odporności, ale wzloty to wynagradzają. Oj, jak wynagradzają 🙂

A co z materiałami i wyglądem?

Już wiedziałem, że Berrolia działa. Wiedziałem też, że musi być zrobiona z materiałów premium. W grę wchodziła:

  • naturalna skóra,
  • stal nierdzewna,
  • aluminium,
  • i ewentualnie egzotyczne drewno.

Ale nie umiałem sam wymyślić, jak to wszystko poskładać w całość. Chciałem, żeby Berrolia wyglądała jak milion dolarów. A nie wiedziałem, jak to zrobić.

Zacząłem szukać kogoś, kto mi w tym pomoże. Może to dzisiaj wygląda śmiesznie, ale ja w ogóle nie wiedziałem, jakiego rodzaju ludzie się tym zajmują. Wiem, że strażak gasi pożary. Ale kto zajmuje się tym, żeby produkt ładnie wyglądał?

Pomógł mi przypadek. Był to czas wielkiego sukcesu kostki do gry Dice+. W jakimś artykule przeczytałem, że jej wygląd jest dziełem studia Mindsailors z Poznania, które zajmuje się projektowaniem produktów. I po nitce do kłębka dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak product designer czyli taki plastyk-projektant, którego zawodem jest planowanie wyglądu i funkcjonalności produktów. Dziedzina którą taki ktoś uprawia nazywa się industrial design.

Szukam projektanta

Od razu moje poszukiwania poszły w dwóch kierunkach. Zacząłem szukać studia projektowego w Polsce, a najlepiej w Łodzi. Wyobrażałem sobie, że współpraca z takim studiem będzie najlepsza, jeżeli będziemy mogli się często spotykać i, krok po kroku, dochodzić do rozwiązania.

Drugi kierunek moich poszukiwań to studia projektowe za granicą, które mają doświadczenie w podobnych produktach. Znalazłem stronę Design Directory, na której była lista takich firm.

Z kilkudziesięciu prób nawiązania kontaktu wyszło, że firmy z doświadczeniem mają dość wysokie stawki. Dolna granica w przypadku firm europejskich to 12.000 euro. W przypadku firm w Polsce to było około 30.000 zł. Nie chciałem inwestować takich kwot. Oczywiście gdyby miał jaką-taką pewność, że projekt wypali, może bym zaryzykował.

Jednak przy różnych okazjach współpracowałem już z artystami – grafikami, copywriterami, projektantami. I niestety wiem, że nawet w renomowanych firmach bardzo łatwo można trafić na takich pół-artystów, których wyniki pracy są żałosne.

Znasz to uczucie, kiedy firma wynajęta za spore pieniądze przedstawia efekty swojej pracy i… nawet nie wiadomo, jak to skomentować. Efekt jest kompletnie, ale to kompletnie do niczego. I nawet nie widzisz punktu zaczepienia do tego, żeby im dać uwagi. Bo to, co dostałeś, jest jakby z innej bajki.

I to wcale nie są rzadkie sytuacje. Bałem się tego.

Zdawałem sobie też sprawę, że produkt nie będzie łatwy do wymyślenia.

Dlaczego? Powiedz projektantowi, żeby narysował nowoczesny tramwaj. Albo sokowirówkę. Każdy poradzi sobie z tym bez problemu. To są przedmioty duże, z wieloma elementami i wystarczy dodać kilka wygiętych linii i coś błyszczącego, żeby projekt wyglądał jak Ferrari.

Jednak zaprojektowanie małego, prostego przedmiotu z kilku elementów jest, wbrew pozorom, znacznie trudniejsze. I łatwiej o projekt, który nie będzie się nadawał.

Były sobie dwa projekty. I dwaj projektanci

Dlatego przyjąłem inną strategię. Ta strategia potem doskonale sprawdziła mi się przy innych okazjach. I Tobie też ją polecam.

Każdy projekt, taki jak tworzenie produktu, ma kilka kluczowych etapów. Takich, w których jeżeli coś pójdzie nie tak, co cały projekt idzie do kosza. Takim właśnie etapem było w Berrolii projektowanie wyglądu. Jeżeli wygląd by nie wyszedł, to cały projekt traci sens.

Do każdego takiego kluczowego etapu szukam dwóch podwykonawców. Nie zawsze najdroższych, ale w końcu często duża kwota na umowie nie idzie w parze z jakością. Jednak zaczynam z nimi pracę równolegle.

Dlaczego?

Bo nie mogę sobie pozwolić na to, żeby ten etap się wysypał. Wyobraź sobie sytuację, w której po roku pracy okazuje się, że się z projektantem nie dogaduję i to co on przedstawia ani trochę nie idzie w dobrym kierunku. Wtedy nie starczyłoby mi już zapału na drugie podejście.

A przy dwóch projektantach jest duża szansa, że przynajmniej jeden z nich zaproponuje coś, co będzie punktem zaczepienia. I wtedy można mu dać wskazówki i poprowadzić dalej.

Jest jeszcze drugi powód. Współpraca może nie wyjść z różnych powodów. Ktoś zachoruje, dostanie inny, duży kontrakt, czy wyjedzie za granicę. I wtedy po pół roku rozmów i wstępnych prac zostajesz z niczym. A takie rzeczy się całkiem często zdarzają.

Praca z dwoma podwykonawcami skutecznie przed czymś takim zabezpiecza. Często tuż przed podpisaniem umowy coś nie wychodzi – i wtedy zawsze zostaje ta druga opcja.

Kogo w końcu wybrałem?

Dlatego wybrałem na początek dwóch designerów.

  • Freelancera z Holandii, który już miał na koncie trochę projektów. Zwróciły moją uwagę zwłaszcza projekty drobnych gadżetów premium, wśród których był również bardzo udany zegarek.
  • Małe studio projektowe z Łodzi. Nie mieli co prawda doświadczenia w podobnych produktach, ale dobrze się z nimi rozmawiało, rozumieli projekt, no i – byli blisko.

Ostatecznie współpraca z obydwoma przebiegała dobrze. Obydwa projekty wprowadziliśmy do produkcji. Jeden z nich sprawdził się doskonale, drugi trochę gorzej. Ten pierwszy to Berrolia No. 1 i jego wersja dla Androida – No. 3. Ten drugi to Berrolia No. 2, którą możesz znaleźć tutaj.

O tym, jak powstawały te finalne projekty i jak wyglądała ich produkcja, opowiem w kolejnym odcinku – już niedługo. 🙂

 

Jak oceniasz ten artykuł?
Po co to czytać??Nadal słabyPrzeciętnyDosyć dobrySuper! (1 ocen, średnia: 5,00)
Loading...

Jak stworzyłem swoją firmę. Część 3: Światełko w tunelu2018-11-07T11:35:22+00:00

Działałność nierejestrowana. Załóż firmę na próbę i unikaj formalności

Nie każda forma działalności gospodarczej to od razu obowiązek rejestracji i płacenia ZUSu. Od niewielkich dochodów zapłacisz tylko 18% podatku i unikniesz formalności. Działalność nierejestrowana (nierejestrowa) jest doskonałym sposobem na sprawdzenie, czy Twój pomysł na biznes ma sens.

Największym możliwym problemem Twojej firmy jest brak klientów. Nie formalności, nie podatki, nie wysokie koszty. Tym, co zabija większość biznesów jest prosty problem: nikt nie potrzebuje tego, co one oferują.

Najlepszym sposobem na sprawdzenie, czy Twój pomysł na biznes ma sens, jest – spróbować sprzedawać. Czyli stworzyć produkt w jego minimalnej wersji (tak zwany Minimum Viable Product – więcej pisałem o nim tutaj) i wystawić na sprzedaż. Nie wystarczy popytać znajomych, czy produkt im się podoba. Mogą mówić, że się podoba, a i tak nie kupić.

Najlepszą metodą przetestowania Twojego pomysłu na fizyczny produkt jest:

  • stworzyć kilka sztuk
  • zrobić baaaardzo fajne zdjęcia (ten punkt jest kluczowy)
  • wystawić na Facebooku, Instagramie czy zrobić prosty sklep internetowy
  • zainwestować kilka złociszy w reklamy, żeby trochę osób zobaczyło Twój produkt. (więcej…)
Działałność nierejestrowana. Załóż firmę na próbę i unikaj formalności2018-11-05T15:01:31+00:00

Pięć Sił Portera. Sprawdź atrakcyjność Twojego rynku w pięciu krokach

Zarządzanie pełne jest modeli teoretycznych, które się do niczego nie przydają. Ale jest kilka, które dają radę. Na pewno należy do nich model 5 sił Portera. Pozwala każdemu wykonać skok i spojrzeć z góry na branżę. Czy jest obiecująca? Czy za dwa lata nie okaże się, że co prawda dużo sprzedajesz, ale nie dajesz rady wypracować zysku? Właśnie dlatego warto poświęcić godzinę na wykonanie analizy 5 sił Portera.

Wybranie branży jest zawsze decyzją strategiczną. Chcesz otworzyć restaurację? Założyć sklep internetowy? Salon kosmetyczny? Właśnie wybrałeś branżę, nawet jeżeli tak tego nie nazywasz.

Jak sobie poradzisz? (więcej…)

Pięć Sił Portera. Sprawdź atrakcyjność Twojego rynku w pięciu krokach2018-10-29T09:42:35+00:00

Badania pokazują, że założenie firmy to często objaw choroby..

Miło myśleć, że założenie firmy to Twoja osobista decyzja. Jednak badania pokazują, że firmy znacznie częściej zakładają osoby chore na pewną bardzo powszechną, prawie bezobjawową chorobę.

Toksoplazmoza nie jest szczególnie dokuczliwa. Jej objawy są często niedostrzegalne, a nawet w najostrzejszych przypadkach nie różnią się od grypy. Jest bardzo niebezpieczna jedynie dla kobiet w ciąży, ale poza tym jednym przypadkiem w zasadzie nie ma się czym przejmować.

Na świecie nosicielami pasożyta Toxoplasma Gondii jest około 2 miliardów ludzi – i większość z nich nawet o tym nie wie.

Jednak ostatnie badanie przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazało, że nosiciele prawie dwa razy częściej zakładają własne firmy, niż osoby zdrowe. Jak to możliwe? (więcej…)

Badania pokazują, że założenie firmy to często objaw choroby..2018-10-29T10:18:37+00:00

Jak sprawdzić, czy ktoś czyta Twoje artykuły?

Jeżeli masz swoją stronę internetową, to na pewno słyszałeś już o Google Analytics. Być może nawet już go używasz. Jednak Google Analytics nie daje bardzo ważnej informacji. Nie mówi, czy ludzie faktycznie czytają Twoje teksty. Mówi tylko i liczbie wejść, ale o czytaniu już nie. Wiesz, czy może Twoi czytelnicy widzą wstęp i zaraz wychodzą? Czytają do końca? Do połowy? Jak to sprawdzić? Zdradzam nieoczywistą metodę.

Piszę raczej długie teksty. Jeżeli mam Ci wyjaśnić, dlaczego coś działa (lub nie), nie potrafię tego zrobić w 100 słowach. Moje artykuły na tym blogu mają zawsze ponad 1000 słów, czasem udaje mi się dobić do 2000.

Dlatego mój blog jest idealnym kandydatem do tak zwanego TL;DR.

Czyli – Too Long; Didn’t Read. Za długie – nie przeczytałem.

Jak mam dowiedzieć się, czy ludzie faktycznie czytają moje artykuły? Czy czytają tylko pierwsze dwa akapity i wychodzą? (więcej…)

Jak sprawdzić, czy ktoś czyta Twoje artykuły?2018-10-29T10:25:38+00:00

Jak (nie) zwiększyłem sprzedaży na stronie internetowej. Historia pewnego ulepszenia

Często możesz usłyszeć, jakie ogromne znaczenie ma wygląd strony internetowej. Malinowski zmienił kolor przycisku z niebieskiego na czerwony i sprzedaż wzrosła o 50%. Nowak wrzucił na stronę zdjęcie gołej baby i przez weekend został milionerem. Ile w tym prawdy? Postanowiłem przekonać się na własnej skórze.

Ok, no może nie jestem tak całkiem początkujący. Testy różnych elementów strony sprzedażowej Berrolii robiłem prawie od początku jej istnienia.

Ich efekty były, no cóż. Różne.

Było kilka zmian, które faktycznie podniosły sprzedaż o 40-60%. Większość z nich nie dawała nic. Musiałem się naprawdę mocno starać, żeby na 5 testowanych zmian jedna przyniosła zauważalne wyniki.

Jeżeli nie do końca wiesz, jak się za taki test zabrać, w dzisiejszym wpisie pokażę Ci krok po kroku, jak to zrobić. I jakie wyniki przyniósł u mnie test, który trwał całe wakacje. (więcej…)

Jak (nie) zwiększyłem sprzedaży na stronie internetowej. Historia pewnego ulepszenia2018-10-29T11:41:48+00:00

Business canvas – instrukcja obsługi

Jedne swoje firmy tworzyłem z planem, inne spontanicznie. Ale nic dobrego nie wynikało z przegadanych biznesplanów na kilkadziesiąt stron. Na własny użytek znacznie bardziej przydawało mi się coś innego – Business Canvas.

Firma, która przynosi pieniądze swojemu właścicielowi, jest przeważnie oparta na prostym pomyśle.

  • Agencja reklamowa tworzy reklamy dokładnie zdefiniowanej grupie klientów.
  • Piekarnia piecze chleb i żyje z tego, że dostaje za niego więcej, niż wynoszą koszty produkcji.
  • Gabinet kosmetyczny robi… no, coś tam robi. Nie byłem, ale zakładam, że to pewnie jest coś ważnego.

Każdy skuteczny pomysł biznesowy można szybko opisać na pojedynczej kartce A4. Może to wyglądać na przykład tak: (więcej…)

Business canvas – instrukcja obsługi2018-10-29T11:42:39+00:00

Karta Revolut – czy warto? Moja opinia po wakacjach za granicą

Od dawna miałem wrażenie, że z moimi pieniędzmi dzieje się coś dziwnego, kiedy tylko wyjadę za granicę. Gdy po powrocie oglądałem wyciągi bankowe, nie mogłem się nadziwić kreatywności banków. Temu, jak ładnie potrafią wytłumaczyć zabieranie mi coraz to nowych kwot przy okazji każdej płatności kartą czy wypłaty z bankomatu. Dlatego postanowiłem w tym roku dać szansę bezpłatnej karcie Revolut.

Co to jest Revolut? Najkrócej, to firma z gatunku „fintech” z siedzibą w Londynie, która oferuje coś w rodzaju wirtualnego konta walutowego. Do tego konta dostałem zwykłą kartę płatniczą.

Mają też szereg innych produktów, takich jak ubezpieczenia czy mikropożyczki. Jednak nie mam z nimi żadnego doświadczenia, więc nie będę się wymądrzał. (więcej…)

Karta Revolut – czy warto? Moja opinia po wakacjach za granicą2018-10-29T11:44:12+00:00

Jak wycenić swoją usługę. Case study z darmowym budżetem do pobrania

Jeżeli odpowiednio wycenisz swoje usługi, więcej zarobisz. Odpowiednio – czyli nie za nisko, bo dołożysz do interesu, i nie za wysoko – bo uciekną klienci. Żeby to zrobić, musisz dokładnie znać swoje wszystkie koszty. Jak te koszty liczyć, żeby niczego nie przeoczyć?

Prowadząc firmę, łatwo możesz wpaść w pułapkę obniżania cen. W końcu każdemu zależy na tym, żeby mieć klientów.

Sam się na tym łapię w Berrolii. Łatwo myślę – tu obniżę o 10% a tam o 20% i na pewno sprzedam jeszcze kilka sztuk. Kiedyś tak robiłem i wydawało mi się, że to dobra droga. Bo nic tak nie cieszy jak kolejna sprzedaż.

Tylko, że potem dziwiłem się, dlaczego firma zarabia tak mało. (więcej…)

Jak wycenić swoją usługę. Case study z darmowym budżetem do pobrania2018-10-29T11:44:58+00:00