Jak (nie) zwiększyłem sprzedaży na stronie internetowej. Historia pewnego ulepszenia

Często możesz usłyszeć, jakie ogromne znaczenie ma wygląd strony internetowej. Malinowski zmienił kolor przycisku z niebieskiego na czerwony i sprzedaż wzrosła o 50%. Nowak wrzucił na stronę zdjęcie gołej baby i przez weekend został milionerem. Ile w tym prawdy? Postanowiłem przekonać się na własnej skórze.

Ok, no może nie jestem tak całkiem początkujący. Testy różnych elementów strony sprzedażowej Berrolii robiłem prawie od początku jej istnienia.

Ich efekty były, no cóż. Różne.

Było kilka zmian, które faktycznie podniosły sprzedaż o 40-60%. Większość z nich nie dawała nic. Musiałem się naprawdę mocno starać, żeby na 5 testowanych zmian jedna przyniosła zauważalne wyniki.

Jeżeli nie do końca wiesz, jak się za taki test zabrać, w dzisiejszym wpisie pokażę Ci krok po kroku, jak to zrobić. I jakie wyniki przyniósł u mnie test, który trwał całe wakacje. (więcej…)

Jak (nie) zwiększyłem sprzedaży na stronie internetowej. Historia pewnego ulepszenia2018-09-21T09:33:01+00:00

Business canvas – instrukcja obsługi

Jedne swoje firmy tworzyłem z planem, inne spontanicznie. Ale nic dobrego nie wynikało z przegadanych biznesplanów na kilkadziesiąt stron. Na własny użytek znacznie bardziej przydawało mi się coś innego – Business Canvas.

Firma, która przynosi pieniądze swojemu właścicielowi, jest przeważnie oparta na prostym pomyśle.

  • Agencja reklamowa tworzy reklamy dokładnie zdefiniowanej grupie klientów.
  • Piekarnia piecze chleb i żyje z tego, że dostaje za niego więcej, niż wynoszą koszty produkcji.
  • Gabinet kosmetyczny robi… no, coś tam robi. Nie byłem, ale zakładam, że to pewnie jest coś ważnego.

Każdy skuteczny pomysł biznesowy można szybko opisać na pojedynczej kartce A4. Może to wyglądać na przykład tak: (więcej…)

Business canvas – instrukcja obsługi2018-09-14T08:04:12+00:00

Karta Revolut – czy warto? Moja opinia po wakacjach za granicą

Od dawna miałem wrażenie, że z moimi pieniędzmi dzieje się coś dziwnego, kiedy tylko wyjadę za granicę. Gdy po powrocie oglądałem wyciągi bankowe, nie mogłem się nadziwić kreatywności banków. Temu, jak ładnie potrafią wytłumaczyć zabieranie mi coraz to nowych kwot przy okazji każdej płatności kartą czy wypłaty z bankomatu. Dlatego postanowiłem w tym roku dać szansę bezpłatnej karcie Revolut.

Co to jest Revolut? Najkrócej, to firma z gatunku „fintech” z siedzibą w Londynie, która oferuje coś w rodzaju wirtualnego konta walutowego. Do tego konta dostałem zwykłą kartę płatniczą.

Mają też szereg innych produktów, takich jak ubezpieczenia czy mikropożyczki. Jednak nie mam z nimi żadnego doświadczenia, więc nie będę się wymądrzał.

Co to jest karta Revolut i ile kosztuje?

Karta Revolut to normalna fizyczna karta płatnicza Mastercard. Obsługuje oczywiście płatności zbliżeniowe. Otrzymujesz ją po założenia konta.

Możesz się trochę zdziwić, że na stronie revolut.com nie ma możliwości założenia rachunku. Wynika to z ich filozofii bezpieczeństwa. Dostęp do środków masz wyłącznie przez aplikację na telefon, dostępną w App Store i Google Play.

W standardzie trzeba zapłacić 24,99 zł za przysłanie karty. Jednak na różnych stronach ciągle dostępne są promocje, w ramach których można ją otrzymać za darmo. Wystarczy że wpiszesz w Google „karta revolut za darmo” i na pewno znajdziesz odpowiedni link.

Ja swoją otrzymałem w marcu 2018 dzięki jednej z tych promocji. I faktycznie – była za darmo. Musiałem tylko doładować konto za minimum 20 zł.

Konto Revolut działa na zasadzie prepaid. Na początku trzeba podpiąć kartę płatniczą Twojego banku i zrobić pierwsze doładowanie. I już możesz płacić swoją nową kartą.

Revolut za granicą – moje doświadczenia z wakacji 2018

Wycieczka kamperem do Słowacji i na Węgry była ostatnim wakacyjnym wyjazdem w tym roku. Wyjazd w pięć osób potrafi sporo kosztować, więc to był dobry poligon doświadczalny do testowania Revoluta.

Pamiętałem z wcześniejszych wyjazdów moje generalnie złe doświadczenia z korzystania z kart za granicą. Przy płaceniu standardowymi kartami mBanku i Deutsche Banku (tych dwóch kont głównie używam) zawsze okazywało się, że wydawałem więcej niż chciałem.

Płacenie kartą jest wygodne, jednak bank przelicza transakcje po dość dzikim kursie. Na przykład dzisiaj (4 września 2018) kurs kupna euro według tabeli mBanku wynosi 4,42. Na Walutomacie to samo euro kosztuje dzisiaj 4,30. Do tego bank dolicza sobie 2% do każdej płatności w euro i 3% w innych walutach.

Z tego powodu płacenie za granicą zwykłą polską kartą to nie jest dobry interes.

Dlatego wszędzie, gdzie się dało, płaciłem kartą Revolut. Poniżej w tabeli zrobiłem zestawienie kwot. Część była w euro (bo Słowacji udało się wejść do strefy euro, gdy był na to czas), część w forintach.

 

Jak widać, wydaliśmy 416 euro i 100 102 forinty. Łącznie obciążyło to mój rachunek Revolut kwotą 3118 zł.

Obok policzyłem, ile bym wydał, gdybym płacił kartą mBanku. Przyjąłem kurs ze strony banku i założyłem, zgodnie z tabelą, opłatę 2% dla euro i 3% w przypadku forintów.

Jak widać, płacąc polską kartą zapłaciłbym 3270 zł.

To jest ponad 150 zł różnicy!

W codziennym życiu nie jestem zwolennikiem liczenia każdego grosza i oszczędzania pojedynczych złotówek. Najczęściej czas i wysiłek poświęcony na takie oszczędności kosztuje mnie znacznie więcej.

Jednak w przypadku karty Revolut wysiłek był praktycznie zerowy. Ograniczył się do

  • założenia i doładowania konta,
  • odebrania karty,
  • przełożenia karty do portfela 😉

Uważam, że nieźle jak na 150 zł.

Czy Revolut ma jakieś wady?

Ma. Taka wada ujawniła się na Węgrzech. Okazało się, że tamtejsze bankomaty w ogóle nie widzą karty. Tzn. po włożeniu wyświetlał się komunikat że karta jest nieczytelna i żeby włożyć ją jeszcze raz. Z kartą oczywiście technicznie wszystko było w porządku, jednak węgierski system bankowy z jakiegoś powodu jej nie rozpoznawał.

Dlatego warto jednak było mieć w zapasie „zwykłą” kartę. Chociaż wypłaty przy jej pomocy kosztowały słono. Zestawienie tych wypłat i wynikających stąd kursów przeliczeniowych przedstawiłem w tabeli poniżej.

Z zastosowanych przez banki przeliczników wyszło, że w przypadku wypłaty ze „zwykłej” karty traci się około 5% w porównaniu z płatnością Revolutem.

Trzeba pamiętać, że płatności kartą są w tych dwóch krajach znacznie mniej popularne niż w Polsce. Jest wiele sklepików, winnic i innych miejsc, gdzie rozkładają ręce i mówią łamanym angielskim cash only. Dlatego zawsze musieliśmy mieć ze sobą trochę euro i forintów.

Revolut i Bitcoin

Poza oszczędnościami Revolut dał mi jeszcze jedną korzyść. Chwilę przed wakacjami wprowadził darmowy portfel do przechowywania Bitcoinów. Jakoś wcześniej nie mogłem się zabrać za temat inwestowania w kryptowaluty, a teraz co jakiś czas przelewam niewielkie kwoty na to konto.

Po to, żeby nie pluć sobie w brodę, jak już kurs Bitcoina wzrośnie stukrotnie 😉 Tak, jest taka możliwość. Pisałem o tym tutaj i tutaj.

Czy Revolut jest dla Ciebie? Jeżeli co jakiś czas jeździsz za granicę, to tak. Chyba, że masz już kartę wielowalutową z banku, to wtedy być może nie warto. Jak zwykle, namawiam Cię do kierowania się własnym rozsądkiem przy podejmowaniu takiej decyzji. I nie słuchania doradców, nawet, jeżeli są profesorami ekonomii 😛

PS. Artykuł nie jest sponsorowany. Po prostu miałem dobre doświadczenia z produktem, to postanowiłem się nimi podzielić. W końcu oszczędzanie to też sposób na zarabianie 🙂

Karta Revolut – czy warto? Moja opinia po wakacjach za granicą2018-09-05T10:23:01+00:00

Jak wycenić swoją usługę. Case study z darmowym budżetem do pobrania

Jeżeli odpowiednio wycenisz swoje usługi, więcej zarobisz. Odpowiednio – czyli nie za nisko, bo dołożysz do interesu, i nie za wysoko – bo uciekną klienci. Żeby to zrobić, musisz dokładnie znać swoje wszystkie koszty. Jak te koszty liczyć, żeby niczego nie przeoczyć?

Prowadząc firmę, łatwo możesz wpaść w pułapkę obniżania cen. W końcu każdemu zależy na tym, żeby mieć klientów.

Sam się na tym łapię w Berrolii. Łatwo myślę – tu obniżę o 10% a tam o 20% i na pewno sprzedam jeszcze kilka sztuk. Kiedyś tak robiłem i wydawało mi się, że to dobra droga. Bo nic tak nie cieszy jak kolejna sprzedaż.

Tylko, że potem dziwiłem się, dlaczego firma zarabia tak mało.

Bo nie myślałem o tym, jakie są moje pełne koszty. Nie doszacowywałem różnych pozycji swoich wydatków firmowych, i w efekcie kasa się nie zgadzała.

Z poprzedniego artykułu dowiedziałeś się już być może, że wycena własnej oferty zawsze musi zawierać się między dwoma poziomami:

  • „podłogą cenową” czyli Twoimi pełnymi kosztami
  • „sufitem cenowym”, czyli maksymalną wartością, jaką w Twojej pracy widzi klient.

W tym artykule dowiesz się, jak te pełne koszty policzyć.

Pełne koszty usługi

Łatwo powiedzieć – wylicz pełne koszty. Ale jak to zrobić?

Najgorsze, od czego możesz zacząć, to pomyśleć sobie: Chciałbym zarobić 3000 zł – i wystawić fakturę na 3000 zł. Możesz się zdziwić, jak mało zostanie Ci po zapłaceniu kosztów. O ile w ogóle coś zostanie.

O jakich kosztach najłatwiej zapomnieć?

  • ZUS i podatki
  • Koszt pozyskania klienta
  • Koszt serwisu i obsługi posprzedażowej
  • Koszt reklamacji

Zwłaszcza koszt pozyskania klienta łatwo pominąć. No bo jak to – klient ma płacić za własny koszt pozyskania? Ano musi. Bo inaczej nie wyjdziesz na swoje. Ale do pełnej wyceny trzeba wziąć pod uwagę jeszcze inne koszty.

Jak wycenić usługę?

Do zrobienia wyceny możesz użyć Excela, ale dobra będzie również kartka i ołówek.

Można zacząć od pytania ile powinienem zarobić, i potem stopniowo, dodając różne koszty, dojść do łącznego kosztu. Jednak ta metoda wymaga dużej biegłości obliczeniowej i łatwo się w niej pogubić.

Lepiej zrobić symulację.

Jeżeli jesteś mniej matematyczny, słowo symulacja być może nie brzmi najlepiej. W skrócie, chodzi o to, żeby na początku przyjąć przykładową wycenę – to będą Twoje przychody. A potem od tych przychodów kolejno odejmować wszystkie koszty i wydatki. I zobaczyć, ile Ci zostanie.

Jeżeli zostanie za mało – to znaczy, że za nisko wyceniłeś. Wtedy trzeba wrócić do początku, wycenić wyżej i znowu zobaczyć, czy odpowiednio możesz zarobić. I jeszcze raz. To jest właśnie nasza symulacja.

Koszt zrobienia strony internetowej

Spróbujmy wycenić pełny koszt usługi dla twórcy stron internetowych. Tacy twórcy często działają sami, w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Wyliczenia dla innych form przedstawię kiedy indziej, w kolejnych artykułach na blogu.

Tutaj możesz pobrać darmowy arkusz Excela, w którym zrobiłem pełną symulację budżetu takiej firmy. Możesz ją dowolnie modyfikować i wpisywać wartości, które wydają Ci się wiarygodne.

Możesz również wykorzystać ten arkusz do symulacji innego, podobnego biznesu – copywritingu, tłumaczeń czy projektowania graficznego. Arkusz dobrze się nadaje do wyceniania dużych zleceń, które wykonujesz samodzielnie.

Zanim jednak zabierzesz się do modyfikacji, chciałbym Ci powiedzieć, jak taka symulacja działa i od czego zależy końcowy wynik.

Poziom przychodów Twojej firmy

Tworzenie stron internetowych jest inaczej sprzedawaniem swojego czasu za pieniądze. Twoje przychody ograniczone są wtedy przez trzy wielkości:

  • na jaką kwotę wyceniasz pojedynczą stronę
  • ile stron jesteś w stanie zrobić w miesiącu
  • ile miesięcy w roku chcesz pracować.

W wersji arkusza, którą pobrałeś, przyjąłem takie założenia:

  • Praca przez 11 miesięcy w roku. Prowadzenie własnej działalności ma tę cechę, że nie jesteś ograniczony przez ustawowy urlop. Ja na przykład przyjąłem już dawno temu, że chcę pracować około 9 miesięcy w roku. I mniej więcej tej wielkości udaje mi się trzymać. Jednak wiem, że mam pod tym względem rozbuchane potrzeby, zaś większości ludzi wystarcza około miesiąc wolnego.
  • Miesięcznie jesteś w stanie postawić od zera do końca średnio 2 strony internetowe.
  • Za każdą stronę wystawiasz fakturę na 6000 zł brutto. To jest na razie kwota z sufitu, ale bliska stawkom rynkowym. Nie przywiązuj się do niej w tej chwili. W symulacji chodzi o to, żeby tę kwotę później zmieniać i patrzeć, jak zmieniają się Twoje dochody. To pozwoli na uzyskanie wyceny, która da Ci wystarczający poziom dochodów.

Koszty pozyskania klientów

Koszt pozyskania klienta najłatwiej przeoczyć w wycenie.

Przyjmijmy, że pozyskujesz klientów za pomocą Google AdWords. Inaczej mówiąc, płacisz firmie Google za kierowanie do Ciebie klientów, którzy być może zamówią u Ciebie zrobienie strony.

Działa to tak, że za każdą osobę, która kliknie w Twoją reklamę, ponosisz pewien koszt. Nie da się tego kosztu przewidzieć że 100% pewnością, jednak zależy on głównie od tego, czy masz dużą konkurencję.

W tabeli możesz obejrzeć orientacyjne koszty jednego kliknięcia. Są to koszty obliczone dla różnych haseł, które ludzie mogą wpisywać do wyszukiwarki, kiedy potrzebują strony internetowej.

Jak widzisz, koszty te mieszczą się w przedziale między 1 a kilkanaście złotych. Jednak najbardziej prawdopodobny zakres to od 2 do 6 złotych.

Nie jest to wcale szczególnie dużo. Istnieją branże, w których koszt kliknięcia (bo tak to się nazywa) jest znacznie wyższy i sięga nawet 80 zł. Jak się łatwo możesz domyślić, to są branże, w których najwięcej można zarobić na jednym kliencie.

Źródło: Adequate https://www.adequate.pl/search-2/25-najdrozszych-slow-google-adwords-w-polsce

Dla potrzeb symulacji przyjąłem 4 zł, czyli środek naszego przedziału. Tyle musisz zapłacić za każdą osobę, która obejrzy Twoją stronę i ewentualnie zainteresuje się ofertą.

Problem w tym, że nie każda złoży zamówienie.

  • Część osób kliknie w reklamę z ciekawości.
  • Niektórzy nawet faktycznie szukają podwykonawcy, ale coś im się odwidzi i zrezygnują.
  • Do jeszcze innych nie przemówi Twoja oferta.

W efekcie Twoimi klientami zostaną nieliczni. Ilu ich jest? Nie da się tego powiedzieć z góry. Jednak na przykład w handlu internetowym na każde 1000 osób które odwiedzą sklep faktycznie zamowienie składa od 5 do 30 osób.

Oznacza to, że współczynnik konwersji wynosi od 0,5% do 3%. U mnie na przykład, na stronie Berrolii, ten współczynnik konwersji waha się, w zależności od pory roku, między 0,8 a 1,2%.

Ile można przyjąć dla stron internetowych? Tu założyłem 0,5%. Dlaczego tak mało? Ten współczynnik jest zazwyczaj niższy dla droższych produktów. A tutaj mówimy o zleceniach wartych kilka tysięcy złotych.

Jeżeli za każde kliknięcie trzeba zapłacić 4 zł, a faktycznym klientem staje się jedna osoba na 200, to można łatwo policzyć, ile musimy średnio zapłacić właścicielom Google za każdego pozyskanego klienta. 4 * 200 to po prostu 800 zł.

Oczywiście, nie zawsze pozyskanie klienta jest tak drogie. Niektórych klientów zdobędziesz całkiem za darmo, bo ktoś im Ciebie poleci. Na takich klientach zarabiasz znacznie więcej niż zwykle, bo nie płacisz kosztów reklamy.

W Berrolii bardzo bardzo cieszymy się z każdego takiego klienta. Nie dosyć, że jego pozyskanie nic nie kosztuje, to zazwyczaj są to osoby które kupiły już kiedyś u nas uchwyt i wracają po więcej. To jest bardzo wyjątkowe potwierdzenie, że robimy dobrą robotę. Aż robi mi się wtedy ciepło na serduszku 🙂

W naszej symulacji przyjąłem, że na każde 2 zlecenia zdobyte z reklam Google przypada jeden klient, który przychodzi sam. Za jego pozyskanie nikomu nie musisz płacić.

Koszty stałe i podatki

Żeby mieć pełny obraz tego, ile pieniędzy możesz mieć na koncie, warto pamiętać o pozostałych kosztach. Chociaż są czasem niezauważalne, one też decydują o ostatecznym wyniku.

Prowadząc działalność taką, jak tworzenie stron www musisz zapłacić raz w roku za:

  • domenę internetową (lub kilka domen)
  • hosting, na którym trzymasz swoje strony i strony klientów
  • narzędzia, za które płacisz w systemie subskrypcji, takie jak Photoshop (ponad 100 euro rocznie) czy Office 365
    * szablony do WordPressa i wtyczki premium.

Często są to opłaty po kilkadziesiąt euro, więc potrafią w skali roku zsumować się do całkiem pokaźnych kwot. W arkuszu przyjąłem 5000 zł rocznie, ale warto, żebyś w tej sprawie zrobił bardzo dokładny rachunek sumienia i zsumował wszystko, co jest Ci niezbędne do działalności.

Poza tym co miesiąc trzeba opłacić biuro księgowe. Jeżeli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, z reguły koszt ten zamknie się w 100 zł netto. Często księgowa doliczy sobie do tego dodatkową opłatę za sporządzenie sprawozdania rocznego.

Oprócz tych wydatków dochodzą jeszcze składki na ZUS i podatki – dochodowy (czyli PIT) oraz VAT. Te pozycje liczą się w arkuszu automatycznie.

Jeżeli płacisz obniżony ZUS, skoryguj odpowiednio kwotę w arkuszu. Jednak takie korygowanie kryje w sobie pułapkę. Może się tak zdarzyć, że na tej podstawie wyznaczysz ceny swoich usług i przyzwyczaisz do nich klientów – i siebie. Wtedy może Ci być trudno podnieść ceny, gdy już będziesz musiał zapłacić pełny ZUS.

To w końcu jak wyznaczyć cenę usługi?

Ok, mamy już pełny rachunek finansowy Twojej firmy. Jak stąd przejść do wyznaczania ceny, jaką wpiszesz na fakturze dla klienta?

Spójrz na pomarańczowy wiersz zatytułowany Kasowo zostaje Ci. Czy uważasz, że taka kwota jest odpowiednia do Twojej pracy? Czy wynagradza Ci wysiłek i ryzyko, jakie ponosisz prowadząc firmę?

Warto, żebyś spojrzał na tę kwotę też od innej strony – ile mógłbyś zarobić na etacie przy podobnym wysiłku i zaangażowaniu? I czasie spędzonym w biurze?

Jeżeli kwoty w tym pomarańczowym wierszu są dla Ciebie za niskie, to znaczy, że za nisko wyceniłeś swoją usługę. Spróbuj ją zwiększyć i zobacz, przy jakim poziomie te kwoty staną się dla Ciebie satysfakcjonujące.

Może się oczywiście okazać, że odpowiednie dochody osiągniesz dopiero, licząc sobie na przykład 20.000 zł za stronę. To może znaczyć jedną z dwóch rzeczy.

  • Może to znaczyć, że to nie jest biznes dla Ciebie. Może tak być, że przy zwykłych warunkach rynkowych nie zarobisz odpowiednio dużo robiąc strony www. Wtedy poszukaj innej branży – albo przeproś się z myślą o pracy na etacie.
  • Być może jesteś w stanie zaoferować klientom taką wartość, za którą zapłacą 20.000 zł i jeszcze podziękują. W końcu tutaj liczymy tylko „podłogę cenową”. O ile jesteś w stanie przekonać klientów do Twojej oferty za 20.000, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby właśnie tak wyceniać swoją pracę.

O jednym warto pamiętać. Bawiąc się arkuszem możesz mieć pokusę, żeby „naciągnąć” niektóre parametry. Założyć niższe koszty stałe, zwiększyć liczbę zleceń. Nie rób tego. Jedyną osobą, którą w ten sposób oszukasz, będziesz Ty sam. Jak już przyjąłeś realistyczne wartości, zostań przy nich.

Jeżeli na koniec rachunek się nie zgodzi, to znak, że może ten biznes nie jest dla Ciebie. To też jest pozytywny wynik. Lepiej poszukać czegoś innego, niż wejść w działalność, która na dłuższą metę nie da Ci finansowej satysfakcji.

Udanych poszukiwań! 🙂

Jak wycenić swoją usługę. Case study z darmowym budżetem do pobrania2018-08-15T21:59:26+00:00

Jak wycenić swoją pracę? Najmniejsza i największa stawka, jakiej możesz zażądać od klienta

Wycenianie własnej pracy nie przychodzi łatwo. Na początku często w ogóle trudno wpaść na to, jak się do tego zabrać. Na ratunek przychodzi ekonomia ustalania cen.

Czy miałeś kiedyś wątpliwość, jak wycenić to, co robisz? Obojętnie, czy to są produkty fizyczne, strony internetowe czy szkolenia, zrobienie właściwej wyceny jest trudne. Wyceniając za nisko, czujesz się jak frajer. Celując za wysoko, ryzykujesz utratę dobrych klientów.

Na ratunek przychodzi wtedy ekonomia. Zamiast dziesiątek różnych sposobów wyceniania podpowiada zaledwie kilka – ale za to właściwych. (więcej…)

Jak wycenić swoją pracę? Najmniejsza i największa stawka, jakiej możesz zażądać od klienta2018-09-02T19:44:33+00:00

Moja pierwsza przygoda z crowdfundingiem. Katastrofa czy …?

Crowdfunding jest modny. Platformy takie jak Polak Potrafi czy Kickstarter lansowane są jako sposób na sięgnięcie po miliony przez nikomu nieznane firmy, wzorem takich projektów jak Pebble czy Coolest Cooler. Poczytaj, jak mi wyszła realizacja takich marzeń.

Był czerwiec 2016. Obudziłem się z przeczuciem, że coś jest nie tak. Poprzedniego dnia byliśmy u znajomego na grillu i – fakt – wypiłem dwa piwa. Trochę mi się kręciło w głowie, ale kładłem to na karb senności i alkoholu.

Gorzej, że kręciło mi się głowie dalej w poniedziałek rano. Spróbowałem wstać z łóżka, ale od razu tak zakręciło mi się w głowie, że musiałem zrezygnować.

Byłem przerażony. Pierwsza myśl – guz mózgu. (więcej…)

Moja pierwsza przygoda z crowdfundingiem. Katastrofa czy …?2018-07-10T13:43:11+00:00

Kiedy warto plotkować? I kiedy to może pomóc Twojemu biznesowi?

Zostałem nauczony, że plotkowanie jest złe. Rodzice mówili mi, że świadczy o niskim poziomie i braku kultury.

Dlatego z czasem przestałem plotkować. Skoro miało to stawiać mnie w tak niekorzystnym świetle, to przecież nie będę tego robił. Rozmowy – zarówno towarzyskie, jak i pracowe – stały się takie trochę bardziej suche, ale nic to – myślałem – najważniejsze, to nie plotkować.

Potrzeba było dopiero badań naukowych, żeby mi pokazać, że nie powinienem tak krzywdząco podchodzić do tej jednej z najstarszych społecznych czynności. Że sprawdza się ona nie tylko prywatnie, ale i w budowaniu relacji z klientami. (więcej…)

Kiedy warto plotkować? I kiedy to może pomóc Twojemu biznesowi?2018-06-29T10:53:52+00:00

3 grube błędy na starcie firmy

Na podstawie doświadczeń swoich i doświadczeń przedsiębiorców, którym doradzałem, zrobiłem listę 3 błędów, które popełniane są najczęściej przy wypuszczaniu na rynek własnego produktu.

Te błędy wiele kosztowały ludzi, którzy przed Tobą zakładali firmę i próbowali wypuścić na rynek własny produkt. Nie popełniaj tych samych. (więcej…)

3 grube błędy na starcie firmy2018-07-10T13:43:25+00:00

Jak zaplanować dzień, żeby osiągnąć więcej w tym samym czasie?

Jeżeli jesteś jak większość ludzi, popełniasz jeden błąd w planowaniu zajęć w ciągu dnia. Popełniałem go też – do niedawna. Teraz zastanawiam się, jak to możliwe, że wcześniej nie wpadłem na tak oczywistą rzecz.

Wchodzę do do pracy. Zaczynam dzień od kilku rytuałów – kawa, gazeta, ulubiony portal. Jak dotąd nic złego – przecież taka rozgrzewka jeszcze nikomu nic złego nie zrobiła. Jeszcze rzut oka na Instagram, i można zabierać się do pracy. (więcej…)

Jak zaplanować dzień, żeby osiągnąć więcej w tym samym czasie?2018-06-14T11:06:20+00:00

Gdzie lepiej sprzedawać swój produkt. Zacząć od Polski, czy od razu za granicę?

Sprzedaż mojego wynalazku, jakim są uchwyty Berrolia, jest pasmem zarówno trafionych, jak i złych decyzji. Jedną z najważniejszych, jakie musiałem podjąć, było sprzedawanie od razu za granicę. Czy to był dobry wybór?

Praktycznie każdy wynalazca zadaje sobie pytanie: czy lepiej spróbować sprzedawać swój produkt za granicą, bo tam są bogatsi klienci, czy w Polsce, bo lepiej zna rynek? Opiszę dzisiaj moje doświadczenia, napiszę o tym, jaką podjąłem decyzję i o tym, czy jej żałuję. (więcej…)

Gdzie lepiej sprzedawać swój produkt. Zacząć od Polski, czy od razu za granicę?2018-07-10T13:43:55+00:00