Kampania crowdfundingowa produktu. Rozpoczynam case study

2018-07-10T13:44:11+00:00
Czy słyszałeś o ogromnych sukcesach, jakie odniosły na Kickstarterze takie produkty jak smartwatch Pebble czy lodówka Coolest Cooler? Te zupełnie nieznane na początku produkty w kampaniach crowdfundingowych potrafiły zebrać po kilkanaście milionów dolarów. Chciałbyś powtórzyć ich sukces i zawojować świat swoim produktem?

Zakładam, że słyszałeś już o platformach crowdfundingowych takich jak Kickstarter, Indiegogo czy Wspieram.to. Jeżeli nie, to w największym skrócie:

  • Platformy crowdfundigowe służą do przeprowadzania zbiórek pieniędzy na różne cele.
  • Na każdej z platform znajdziesz tysiące projektów, z których niektóre zakończyły się ogromnym sukcesem, a inne nie – czyli nie zebrały zakładanej puli środków. W tym ostatnim przypadku najczęściej pieniądze wracają do darczyńców.
  • W zamian za wpłatę organizatorzy kampanii dają różne nagrody – od wymienienia Twojego nazwiska na liście darczyńców do wysłania Ci gotowego produktu z serii próbnej.

Chociaż pierwotna idea było inna, crowdfunding okazał się przy okazji doskonałym sposobem na wypuszczenie na rynek nowych produktów. Okazał się przy okazji świetną maszyną marketingową. Wiele kampanii eksploatuje znaną opowieść „z garażu do milionera”. Twórcy kampanii często faktycznie startują praktycznie z niczym, osiągając czasem zawrotne sukcesy.

Twórcy jednego z pierwszych projektów z tej kategorii – The Glif, założyli, że zbiorą 10.000 dolarów na wydrukowanie w technice 3D uchwytu do iPhone’a. W innowacyjny sposób łączył on funkcje podpórki do oglądania filmów z rolą statywu fotograficznego.

„Sprzedali” w ten sposób prawie sześć tysięcy uchwytów, ostatecznie zgarniając kwotę 137.000 USD. Ich sukces zachęcił innych twórców (w tym mnie) do zorganizowania dosłownie setek kampanii, których celem było wypuszczenie na rynek innowacyjnych gadżetów.

Dlaczego crowdfunding sprawdza się w tworzeniu produktów?

Powodów jest kilka.

  • Prowadząc kampanię nie zobowiązujesz się do dostarczenia niczego. Obiecujesz co prawda nagrody, ale wspierający powinni mieć świadomość ryzyka.
  • Jeżeli zdobędziesz za mało zamówień, żeby z sukcesem zamknąć kampanię, pieniądze wracają do darczyńców a projekt jest anulowany. W ten sposób chronisz się przed sytuacją, w której musisz ponieść duże koszty początkowe (np. formy wtryskowej) do wyprodukowania zaledwie kilku sztuk.
  • Kickstarter i inne platformy wyrobiły już sobie znane marki, więc Twoja (na razie nieznana nikomu) firma może się marketingowo ogrzać w ich blasku.
  • W crowdfundingu nikogo nie razi to, że Twoja firma jest na razie w przysłowiowym garażu. Nie musisz się puszyć i pisać „my w naszej firmie” i udawać, że to coś więcej niż „ja i mój chomik”.

Od czego zacząć?

Jeżeli nie zetknąłeś się jeszcze z crowdfundingiem, polecam poświęcić kilka godzin na przejrzenie wcześniejszych projektów na trzech głównych platformach:

Da Ci to wyczucie:

  • jakiego rodzaju produkty ludzie wypuszczają na rynek przez crowdfunding
  • jaki jest wymagany poziom techniczny materiałów, zdjęć, filmów itp. – tak żeby Twoja kampania trzymała wymagany standard
  • jakie kampanie się udały
  • jakie się nie udały.

Polecam też poświęcenie czasu na to, żeby prześledzić dalsze losy udanych kampanii. Część z nich doprowadziła do powstania firm, które funkcjonują z powodzeniem do dzisiaj. Na przykład autorzy wspomnianego Glifa założyli firmę, która z powodzeniem sprzedaje kolejne generacje gadżetów – Studio Neat.

Takich przykładów jest wiele. Może Ty stoisz przed taką drogą?

Case study

Żeby ułatwić Ci zadanie, postanowiłem, że wykorzystam właśnie kampanię crowdfundingową do wypuszczenia naszego nowego uchwytu, tym razem do telefonów z Androidem: Berrolia No. 3.

Film do kampanii jest niezbędny. Samo Indiegogo pokazuje, że kampanie z  filmem mają prawie 20 razy większe szanse na sukces niż kampanie, które bazują tylko na tekście i zdjęciach.

Film do mojej kampanii wygląda tak:

Żebyś z tego case study wyjął jak najwięcej dla siebie, przyjąłem kilka założeń:

  • Całą kampanię realizuję jednoosobowo. Za wieloma kampaniami które odniosły sukces stoją sztaby marketingowców. W tej kampanii chcę Ci pokazać, co możesz osiągnąć w pojedynkę.
  • Dla wyjaśnienia: nie jestem z wykształcenia grafikiem, ani tym bardziej filmowcem. Wszystko co widzisz w kampanii to wynik praktyki, jakiej nabyłem przez ostatni trzy lata robiąc samodzielnie stronę Berrolii. Więc Ty też możesz.
  • Nie inwestuję w płatny marketing. Jest wiele kampanii, które osiągnęły pozorny sukces, bo zebrały np. 50 tysięcy dolarów. Nikt nie chwali się, że 100 tysięcy wydali na płatne reklamy, marketing i PR. Zadaniem tej kampanii jest dać Ci obraz tego, co można wycisnąć z kampanii crowdfundingowej bez wspomagania jej dopalaczami.
  • Realizuję kampanię przy minimalnym nakładzie sił. W międzyczasie pracuję na uczelni, prowadzę bloga i firmę. Kampanii mogę więc poświęcić tylko skrawki czasu. Powiesz – szaleństwo, tak to się nie uda. Może i nie, ale w takiej samej sytuacji będzie wielu świeżych przedsiębiorców, którzy nie mogą poświęcić rodziny i pracy na rzecz projektu, którego losy są niepewne.
  • Skrupulatnie liczę czas poświęcony na przygotowanie i przeprowadzenie kampanii. Dotąd zajęła mi 28,5 godziny, z czego prawie 70% zajęło nagranie i montaż filmu.

Będę raportował na bieżąco, jak idzie kampania i ile czasu mnie kosztuje.

Samą zbiórkę możesz obejrzeć pod tym linkiem.

3 komentarze

  1. Plastic Tofu 08/07/2018 at 03:21 - Reply

    Ma Pan b ciekawy blog i sledzę Pana poczynania jako przedsiębiorcy z dużym zainteresowaniem. Wpadłem na ten blog poprzez Rozmowy o startupach na FB.
    Ma Pan b dobry produkt i niestety fatalny marketing. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to:
    „Prowadząc kampanię nie zobowiązujesz się do dostarczenia niczego. Obiecujesz co prawda nagrody, ale wspierający powinni mieć świadomość ryzyka.”
    Ktokolwiek rusza w świat dzisiejszego biznesu z takim podejściem, skazany jest na porażkę. W USA można oddać wszystko do sklepu, bez żadnych pytań. Przedsiębiorca, jest na służbie klienta i chociaż wspierając kampanie na kikstarterze gdzieś tam wiadomo, że coś się może nie udać to wciąż odpowiedzialność spoczywa na dostarczycielu usługi, lub produktu. Może to nie przypadek, że Kickstarter nie działa w niektórych krajach.

    Druga rzecz to prezentacja. Wybaczy Pan, ale filmik reklamowy to totalna porażka. Od prezentera (tak wiem, że to Pan i próbował ciąć koszta) który byłby idealnym sprzedawcą na ubezpieczeń na życie (to nie przypadek, że pewni aktorzy grają takie same charaktery) poprzez Pana strój i scenerię. do samego tekstu i jego podanie. Może to, że będąc zanurzonym w anglosaskiej kulturze i konsumując media w oryginale widać pewne niedociągnięcia.

    Plusem jest, że zdobył Pan doświadczenie i teraz można na nim budować lepiej i szybciej. Czyli większy nakład pracy, skrawki czasu na rynku USA nie będą prowadzić do niczego dobrego. Pomoc fachowców. Może barter (jest Pan profesorem, ma Pan na pewno wiele do zaoferowania może jakaś wymiana) może freelancer, ale profesionalizm być musi. Proszę pamiętać, że za parę groszy lub nawet darmo ludzie są w stanie oglądać filmy watre miliony dolarów, gdzie każda sekunda jest dopieszczona przez sztab ludzi. Poza tym mimo iż wszyscy walczą z dyskryminacją to jednak swoi lubią swoich i reklama powinna być dostarczona przez np. rodowitego brytyjczyka i dałaby dodatkowo pewną klasę Pana produktom, które same w sobie są wyraźnie z wyższej półki.
    Robi Pan wiele rzeczy, wierzę że poprzez nie Pana życie jest pełniejsze i ekscytujące, ale biznes jest jak zazdrosna kochanka, jęśli zacznie pan poświęcać czas innej (pasji) zostawi Pana i odejdzie z kimś kto odda jej serce.

    • Michał Mackiewicz 08/07/2018 at 14:31 - Reply

      Dziękuję bardzo za komentarz. I za ocenę, chociażby miażdżącą 🙂

      Co do kampanii, to mam świadomość, że film nie jest profesjonalny. Pełna profesjonalna kampania kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. I nawet przy takim wydatku szanse powodzenia to jakieś 20, może 30%. I właśnie dlatego nie zdecydowałem się na taki wariant.

      O zamawianiu filmów i podobnych rzeczy u profesjonalistów jeszcze napiszę. Jednak w największym skrócie – tam również nie ma gwarancji, że otrzyma się coś na wysokim poziomie.

      Co do pełnego zaangażowania w biznes – bardzo podoba mi się przykład o zazdrosnej kochance. Kochanki też potrafią odejść, nawet jeżeli się da 100% czasu i sprzeda dom i samochód 🙂 Dlatego na blogu mocno polecam inny wariant – zaangażowanie w firmę na 30-40% i kontynuowanie innych rzeczy, które przynoszą pewne źródło utrzymania.

      Pozdrawiam serdecznie
      Michał

  2. Asia Zeler 07/09/2018 at 16:45 - Reply

    Zapowiada się ciekawie, czekam na wieści z frontu 😉

Napisz swój komentarz