Jak sprawdzić, czy ktoś czyta Twoje artykuły? Więcej niż Google Analytics

2018-10-15T21:51:31+00:00
Jeżeli masz swoją stronę internetową, to na pewno słyszałeś już o Google Analytics. Być może nawet już go używasz. Jednak Google Analytics nie daje bardzo ważnej informacji. Nie mówi, czy ludzie faktycznie czytają Twoje teksty. Mówi tylko i liczbie wejść, ale o czytaniu już nie. Wiesz, czy może Twoi czytelnicy widzą wstęp i zaraz wychodzą? Czytają do końca? Do połowy? Jak to sprawdzić? Zdradzam nieoczywistą metodę.

Piszę raczej długie teksty. Jeżeli mam Ci wyjaśnić, dlaczego coś działa (lub nie), nie potrafię tego zrobić w 100 słowach. Moje artykuły na tym blogu mają zawsze ponad 1000 słów, czasem udaje mi się dobić do 2000.

Dlatego mój blog jest idealnym kandydatem do tak zwanego TL;DR.

Czyli – Too Long; Didn’t Read. Za długie – nie przeczytałem.

Jak mam dowiedzieć się, czy ludzie faktycznie czytają moje artykuły? Czy czytają tylko pierwsze dwa akapity i wychodzą?

Mam na swojej stronie zainstalowaną wtyczkę Google Analytics. Pozwoliła mi ona na śledzenie różnych informacji o tym, kim są czytelnicy bloga, ilu ich jest i na które strony wchodzą najczęściej. Jednak nie ma tam informacji o tym, jaki % artykułu jest przez nich czytany. Tylko wstęp? Czytają do końca? Do połowy?

Można się tego dowiedzieć, ale trzeba się trochę napracować. Dzisiaj pokażę Ci, jak.

Krok 1 (opcjonalny): Skonfiguruj Google Analytics

Tutaj jest szczegółowa instrukcja, jak zacząć używać Google Analytics – jeżeli jeszcze go nie masz.

Zakładam, że masz stronę na WordPressie. Wtedy potrzebna jest jeszcze wtyczka, która pododaje do Twojej strony kody Google Analytics. Ja akurat używam Google Analytics Dashboard for WP, ale takich wtyczek jest bardzo wiele. Większość z nich działa bardzo dobrze.

Krok 2: Zainstaluj wtyczkę

Teraz trzeba zainstalować i aktywować darmową wtyczkę WP Scroll Depth.

To ona właśnie zrobi całą magię, czyli zacznie wysyłać do Google informacje o tym, że gość Twojej strony właśnie przeczytał odpowiednią część artykułu. Domyślnie wysyła informacje o tym, że przeczytał kolejno 25, 50, 75 i 100% strony.

Strona ustawień wtyczki wygląda tak:

Najlepiej zostaw wszystko tak, jak jest. Chyba, że naprawdę wiesz, co robisz 😉

Krok 3: Poczekaj, aż zbiorą się dane

Teraz najłatwiejsza część zadania. Poczekaj, aż Google zdąży zebrać odpowiednią ilość danych. W zależności od tego, jak duży masz ruch na stronie, może to zająć od kilku dni do nawet miesiąca.

Pamiętaj, że tu też obowiązują prawa statystyki. Wnioski wyciągnięte w oparciu o tysiąc odwiedzin mają znacznie większą wartość niż wnioski wyciągnięte na 10 użytkownikach. Dlatego lepiej poczekać trochę dłużej, jeżeli chcesz, żeby wnioski na coś Ci się faktycznie przydały.

Krok 4: Wyciągamy dane z Google Analytics

Teraz czeka Cię najtrudniejsza część pracy. Dane już są w Google Analytics, ale trzeba je jeszcze zobaczyć i zrozumieć. A to wcale nie jest proste. Google w każdym razie tego nie ułatwia.

Dla ułatwienia pokazałem to na przykładzie bloga, który właśnie czytasz.

Wejdź w Zachowanie > Zdarzenia > Najczęstsze zdarzenia.

W tabelce zobaczysz etykietę Scroll depth.

Kliknij w nią i wybierz Percentage. Zobaczysz teraz taką tabelkę:

W polu Wymiar dodatkowy wybierz Strona. Teraz tabelka ma już wszystkie dane, jakich potrzebujesz. Jest dla każdej podstrony informacja o tym, il użytkowników wyświetliło odpowiednio 25. 50, 75 i 100% strony.

Jednak nie wszyscy z nich to prawdziwi czytelnicy. Niektórzy tylko przewinęli stronę do dołu bez czytania. Można ich wykluczyć z analizy na kilka sposobów. Ja wyłączyłem tych, którzy spędzili na stronie mniej niż minutę.

Żeby to zrobić, na górze strony kliknij Dodaj segment, następnie Nowy segment > Zachowanie. W polu Czas trwania sesji wybierz znak i wpisz wartość w sekundach. W moim przypadku wpisałem 60 sekund.

Widać, że usunęło to z analizy ponad połowę osób. Jednak jeżeli ktoś spędził na stronie mniej niż minutę, to i tak nie miał szans przeczytać całego artykułu, więc taka strata mnie nie boli.

Teraz trzeba tylko nazwać nowy segment i kliknąć Zapisz.

Dane już prawie są, jednak Google pokazuje domyślnie tylko 10 pierwszych wierszy. Żeby zobaczyć wszystkie, trzeba na dole strony wybrać większą liczbę (np. 500).

Krok 5: Analiza w Arkuszach Google

Dane surowe już są, ale nie znalazłem sposobu, żeby je wygodnie oglądać bezpośrednio w Google Analytics.

Dużo łatwiej jest je analizować w darmowych Arkuszach Google. W tym celu trzeba wybrać na górze strony Eksportuj > Arkusze Google.

Dane otworzą Ci się w osobnej zakładce. Trzeba jeszcze usunąć to, co nie będzie nam potrzebne: tabelkę z podsumowaniem na samej górze arkusza i rozkład odwiedzin według dni na samym dole. Te wiersze kasujemy.

Teraz zaznaczamy cały zakres danych i z górnego menu wybieramy Dane > Tabela przestawna.

W tabeli przestawnej, która utworzy się w kolejnym arkuszu, wybieramy kolejno:

  • Kolumny: Etykieta zdarzenia
  • Wiersze: Strona
  • Wartości: Całkowita liczba zdarzeń

U siebie dodatkowo ustawiłem jeszcze filtr, żeby nie były brane pod uwagę zdarzenia z liczbą wyświetleń 5 i mniejszą.

I teraz możemy dodać najważniejszą kolumnę.

Potrzebujemy wskaźnika, który powie, jaka część osób, które zaczęły czytanie, dobrnęła do końca. Ten wskaźnik powstaje przez podzielenie liczby osób, które przeczytały co najmniej 75% artykułu przez liczbę osób, które przeczytały pierwsze 25%.

Dlaczego 75% a nie 100%? U mnie na dole strony znajduje się sporo rzeczy, których ludzie normalnie nie czytają: formularz zapisu do newslettera, pasek copyright i inne tego typu rzeczy. Dlatego uznałem, że jeżeli ktoś przeczytał 75% strony, to w praktyce mogę uznać, że przeczytał cały artykuł.

Do tej kolumny dodałem formatowanie warunkowe (w górnym menu Formatuj > Formatowanie warunkowe > Skala kolorów), żeby graficznie było widać już na pierwszy rzut oka, które strony są czytane do końca.

Ostateczny efekt wyszedł taki:

Najważniejsze wyniki są w kolorowej kolumnie po prawej. Mówią one, jaki % osób, spośród tych, które zaczęły czytać, dotarł prawie do końca artykułu.

Czerwone i pomarańczowe kolory oznaczają te artykuły, które zdecydowana większość czytelników przeczytała do końca.

A zielone pola to moje porażki 🙁

Czy coś mnie zaskoczyło? Tak. Bardzo słaby wynik uzyskały te artykuły, które jednocześnie są najbardziej atrakcyjne dla nowych czytelników. Takich, którzy pierwszy raz widzą mojego bloga. Artykuł o tym, jak produktywnie zaplanować dzień, cieszy się dużą liczbą kliknięć. Jednocześnie bardzo mała część czytelników dociera do końca. No cóż, może pisanie o produktywności i rozwoju osobistym nie jest moją mocną stroną.

Obiecuję w przyszłości skupić się tylko na konkretach 🙂

Napisz swój komentarz