test2

test22018-01-02T10:48:01+01:00

Cześć! Jestem Michał. Jestem przedsiębiorcą i profesorem ekonomii ?. Prowadzę Berrolię – firmę, która produkuje w Polsce luksusowe uchwyty do telefonów. Oprócz tego razem z moją żoną prowadzę babytogo.co, gdzie sprzedajemy stylowe akcesoria dla rodziców.

Doprowadzenie obecnej firmy do pełnej dochodowości zajęło dwa lata. Poprzedniej – rok. W przypadku kilku wcześniejszych pomysłów – nie udało mi się to nigdy. Dlatego wiem, z jakim ryzykiem to jest związane. I jak to ryzyko zmniejszać, by ostatecznie osiągnąć sukces.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, jak:

  • założyć działalność i jak wymyślić swój pomysł na biznes
  • połączyć pracę na etacie z prowadzeniem firmy
  • najlepiej wykorzystać Twoje atuty do osiągnięcia sukcesu rynkowego

– to ten blog jest dla Ciebie. (Więcej o mnie..)

Pomysł na biznes 2020. Dłuuuuga lista inspiracji

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes|

Pomysł na biznes nie musi być najbardziej wyrafinowaną, najbardziej odjechaną rzeczą, o jakiej pomyślisz. To może być też coś prostego, co będziesz robić po prostu trochę lepiej niż inni. A z czasem nawet prosty pomysł może urosnąć do dużych rozmiarów. 

W rozmowie studentka powiedziała mi, że chciałaby założyć coś swojego, ale nie ma pomysłu i pieniędzy. Postanowiłem złożyć listę pomysłów na biznes, który może prowadzić prawie każdy. Wszystkie mają te same zalety:

  • praktycznie nie wymagają kapitału na start,
  • opierają się na umiejętnościach, które ma bardzo wiele osób (może Ty też?),
  • są realne – w każdym przypadku znam przynajmniej jedną osobę, która taki biznes prowadzi,
  • możesz je zacząć po godzinach, jako dodatek do pracy czy studiów.

Ta ostatnia cecha jest kluczowa. Jeżeli jeszcze nigdy nie prowadziłeś firmy, zdecydowanie namawiam Cię do tego, żeby nie zaczynać od rzucania obecnej pracy. Takie historie co prawda dobrze sprzedają się na prezentacjach różnych pseudo-kołczów od przedsiębiorczości: „Rzuciłem pracę, nakręciłem trzy filmiki na YouTube i już zarabiam miliony.”

Ale realne życie tak nie działa. Na pierwszej firmie będziesz się uczyć podstaw i popełniać błędy. Lepiej mieć wtedy komfort, że zawsze na koniec miesiąca spłynie regularna pensja 🙂 A jak biznes zacznie się rozwijać, dopiero wtedy pomyśl o odejściu z etatu.

Jak się dowiedzieć, który jest dla Ciebie najbardziej odpowiedni? Najlepiej przy każdym z tych pomysłów zrobić taki Biznesowy Rachunek Sumienia.

W skrócie, w każdym biznesie potrzebna jest:

  • dobra znajomość docelowej grupy klientów i jej potrzeb,
  • posiadanie wyjątkowego produktu (usługa też jest produktem),
  • dostęp do dobrego kanału dystrybucji.

Niekoniecznie musisz od razu mieć wszystkie trzy elementy. W praktyce to się prawie nie zdarza. Ale jeżeli masz chociaż jeden – to jest z pewnością podstawa, żeby zacząć planować. Jeżeli masz dwa – masz bardzo duże szanse na sukces.

Jednak jeżeli nie masz żadnego z tych trzech elementów, to może być ciężko. Nie mówię, że się nie uda. Ale rozkręcenie takiego biznesu będzie Cię kosztowało mnóstwo wysiłku, czasu i pieniędzy. I pewnie popełnisz po drodze mnóstwo błędów.

Dlatego raczej namawiam Cię do rozpoczęcia tam, gdzie dysponujesz już jakimiś atutami przynajmniej w jednym z tych obszarów.

A teraz już nie przeszkadzam. Przed tobą – lista inspiracji, w oparciu o którą stworzysz swój własny pomysł na biznes. A może po prostu wybierzesz gotowca prosto z tej listy.

Biżuteria

Robienie kolczyków, broszek i wisiorków z prostych, dostępnych materiałów to pomysł, który nigdy się nie kończy. Widać, ile się tego sprzedaje na Etsy, Allegro, Pakamerze, czy wreszcie na straganach w każdym turystycznym miejscu.

Warto pamiętać, że konkurencja jest duża i dlatego trudno będzie na tym zrobić wielki biznes z dnia na dzień. Kluczem do sukcesu są kanały sprzedaży. Na początku największy sens ma zacząć od znajomych, bo to Twoi naturalni odbiorcy. Jednak jeżeli pójdzie wśród nich fama, że robisz fajne rzeczy, to z czasem może stać się Twoim zupełnie poważnym źródłem dodatkowego dochodu. I znam przypadek dziewczyny, u której hobbystyczne robienie kolczyków dla znajomych w ciągu kilku lat przemieniło się w jej główne źródło zarabiania.

Auto detailing

Nie każdy umie ładnie „zrobić” auto. A na pewno nie każdy ma na to czas. Ja na przykład nie mam do tego też cierpliwości i umiejętności manualnych. A każdy, nawet stary samochód dostaje nowego życia po dokładnym wyczyszczeniu i precyzyjnym nałożeniu powłoki ceramicznej. Jeżeli dodasz do tego odkurzacz piorący do czyszczenia tapicerki, to masz gotowy pakiet usług.

Czy ktoś tego potrzebuje? Nie wiem. Ale wiem, że jak ostatnio próbowałem zamówić takie czyszczenie, to najbliższy dostępny termin na Bałutach był za trzy tygodnie 😉

Taki auto detailing bardzo dobrze się fotografuje i ładnie sprzedaje w mediach społecznościowych. Jeżeli zrobisz naprawdę dobrze kilka samochodów, to o Twoją reklamę zadbają już Twoi klienci. Będą zdjęcia swoich ukochanych aut udostępniać, aż miło!

Mały pomysł na biznes – paznokcie hybrydowe

Możesz pomyśleć – co to za wielka filozofia? Co to za pomysł na biznes? Przecież pomalować paznokcie i zrobić makijaż potrafi każda kobieta. Okazuje się… że nie. Na pewno nie każda potrafi zrobić paznokcie hybrydowe. To wymaga odpowiedniego sprzętu i wprawy. Poza tym nie każdy ma umiejętności manualne i nie każdy ma czas. Części kobiet zwyczajnie łatwiej jest zapłacić i mieć święty spokój.

Czy na to jest zapotrzebowanie? Oczywiście. Potwierdzeniem są kolejki nawet w małych i mało znanych gabinetach. Trzeba się do nich umawiać z 1-2 tygodniowym wyprzedzeniem. Znam dziewczynę, która po dwóch latach robienia paznokci po godzinach założyła gabinet – i ma taki popyt, że od razu musiała zatrudnić pracownika.

Ile to kosztuje? Podstawowy, pełny zestaw kupisz na Allegro już za 300 zł. I to w zasadzie tyle. Najczęściej zaczyna się taką działalność, robiąc ją w domu klientek, więc na początek nie trzeba inwestować w lokal.

Prace remontowe

Próbowałeś znaleźć człowieka lub ekipę do remontu? Dobre brygady mają terminy zajęte na co najmniej rok naprzód. Właśnie dlatego to jest doskonały pomysł na biznes, dla którego nawet nie potrzebujesz robić badania rynku. Ta potrzeba po prostu cały czas istnieje.

Więc jeżeli umiesz położyć gładź, kafelki i osadzić drzwi, to wiele nie potrzebujesz. Wystarczy kilku zadowolonych klientów i kolejnych będziesz mieć już z polecenia.

Wiesz, jaki problem ma większość ekip budowlanych, nawet tych dobrych? Dwa podstawowe to nie dotrzymywanie terminów i nieumiejętność rozmawiania z klientami. Przysłowiowy „pan Kazio” często w ogóle nie umie posługiwać się językiem, jakim operują jego klienci. Zwłaszcza klienci po studiach. Większość ekip nie ma nawet profilu na Facebooku. Inaczej mówiąc – w budowlance sprzedaż i obsługa klienta leży i kwiczy. Jeżeli potrafisz tu osiągnąć przewagę, to jest bardzo dobry punkt wyjścia.

A jeżeli jesteś kobietą? To co z tego. Zupełnie nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, że to praca tylko dla mężczyzn. Wiele rzeczy wcale nie wymaga wielkiej siły fizycznej. Za to przy pracach wykończeniowych, za które stawki są najwyższe, potrzebna jest przede wszystkim uwaga i dokładność. Jeżeli do tego masz poczucie stylu, potrafisz dobierać kolory i doradzić to i owo, to możesz mieć dużą przewagę nad typowo „męskimi” ekipami.

Znajomy, który zarządza nieruchomościami na wynajem powiedział mi ostatnio: „W tym biznesie klucz do sukcesu to sprawdzona ekipa remontowa.” Czy trzeba lepszej rekomendacji, że taka działalność jest bardzo potrzebna na rynku? 😉

Fotografia ślubna i komunijna

Ludzie są próżni i uwielbiają być fotografowani 🙂 Często wystarczą do tego dość elementarne umiejętności. Nie wierzysz? Obejrzyj portfolio na stronach różnych lokalnych fotografów. Nie zrobisz takich zdjęć? Ok, na pewno nie od razu dorównasz tym najlepszym. Jednak zanim pogrążysz się w kompleksach pamiętaj, że:

  • każdy fotograf do portfolio wstawia tylko najlepsze zdjęcia. Na każde doskonałe, które znajdziesz na jego stronie, przypada dziesięć innych, zupełnie przeciętnych.
  • większość Twoich klientów to nie są artyści. Zupełnie wystarczy im, żeby zdjęcie było dobrze oświetlone a kolory – wystarczająco nasycone 😉

Myślisz może, że na rynku nie ma miejsca dla kolejnych fotografów? Spokojnie. Pomyśl, ile osób bierze ślub – lub przystępuje do pierwszej komunii w każdy wiosenny weekend. Nie ma w Twoim mieście tylu fotografów, żeby to wszystko obsłużyć. Znajdzie się miejsce i dla Ciebie, zwłaszcza, jeżeli potraktujesz to jako pracę dodatkową. A jeżeli nadal nie masz przekonania do swoich umiejętności, to

  • zapisz się na kurs fotografii ślubnej,
  • zrób kilka sesji za darmo, jako drugi fotograf. Sprawdzisz się w akcji, a przy okazji zdobędziesz pierwsze zdjęcia do portfolio. (Wtedy koniecznie pamiętaj o uzyskaniu na piśmie odpowiednich zgód od osób fotografowanych.)

Urządzanie mieszkań

Wiele osób potrzebuje pomocy przy urządzeniu mieszkania. Wiele osób (w tym ja) nie ma do tego zupełnie talentu. Jeszcze więcej osób nie ma na to czasu.

Jak myślisz, skąd się wziął ogromny sukces Ikei? Przede wszystkim właśnie stąd, że pozwala poświęcić minimum czasu na urządzenie mieszkania. Pozwala się nad tym nie zastanawiać, tylko podczas jednej wizyty odhaczyć całe zadanie. Tak właśnie podchodzi do tematu znaczna część Twoich przyszłych klientów.

Na czym polega taka usługa? Może być robiona na kilka sposobów. Może (ale nie musi) obejmować takie elementy, jak:

  • zaprojektowanie z przygotowaniem wizualizacji w programie do projektowania 3D,
  • zrobienie listy zakupów niezbędnych elementów, wraz z gotowymi linkami do odpowiednich sklepów,
  • dokonanie wszystkich zakupów i zorganizowanie ich dostarczenia (banalne, jeżeli korzystasz ze sklepów internetowych),
  • wspólna wizyta w sklepach z meblami i wyposażeniem wnętrz, żeby osobiście wybrać najbardziej pasujące rzeczy.

Dziewczyna, o której pisałem we wstępie, osiągnęła w tym biznesie spory sukces. Już od wielu lat żyje wyłącznie z tego i, z tego co wiem, żyje całkiem dobrze. Wyspecjalizowała się w dostarczaniu tylko dwóch pierwszych punktów z tej listy. Jej projekty to nie jest jakieś arcydzieło architektury. Trzymają pewien poziom, chociaż nie są szczególnie oryginalne. Jednak większości klientów to całkowicie wystarcza.

Jednocześnie dzięki temu, że postawiła na standardowe projekty, ma dwie cechy, które ją wyróżniają:

  • jest w stanie utrzymać bardzo niskie ceny (ostatnio to było około 1200 zł za 50-metrowe mieszkanie),
  • od obejrzenia mieszkania do dostarczenia projektu mija nie więcej niż tydzień.

Oczywiście z tego powodu raczej nie trafiają do niej klienci, którzy mieliby bardziej wyrafinowane potrzeby. No, ale tych jest zawsze mniejszość 🙂

Drugie życie mebli

Jeżeli obok zmysłu plastycznego masz też umiejętności manualne, to ten pomysł może być dla Ciebie. Niektórzy jako dodatek do mieszkania z Ikei chcieliby mieć jeszcze mebel „z duszą”. To najczęściej jest przywrócony do życia fotel albo stolik z lat 60-tych. Jeżeli umiesz przeprowadzić taką renowację (a to nie jest bardzo skomplikowane), możesz takie meble sprzedawać.

Twoje działanie nie musi ograniczać się do prostej renowacji. Może to być np. przerobienie na stół starego, zniszczonego blatu z warsztatu stolarskiego. Albo starych, dębowych desek podłogowych z rozbieranego młyna. Ograniczeniem jest tylko Twoja inwencja.

Oczywiście wyzwaniem jest nie tylko zrobić, ale i sprzedać. Poza oczywistymi kanałami, takimi jak Allegro czy Etsy, spróbuj nawiązać współpracę z projektantami wnętrz. Również z tymi początkującymi. Dla takiego projektanta Twój mebel może być tym „smaczkiem” który pozwoli mu sprzedać projekt klientowi. A jeżeli zaproponujesz mu jeszcze prowizję, może z tego wyjść współpraca opłacalna dla obu stron.

Home staging

Nie jest łatwo sprzedać mieszkanie. A na pewno nie jest łatwo, kiedy zdjęcia w ogłoszeniu pokazują mieszkanie typu „po babci” – z rozlatującą się komodą i śmieciami walającymi się po kątach.

I tu właśnie wchodzi home stager.

  • Robi tanim kosztem porządek, żeby mieszkanie przestało na zdjęciach wyglądać jak melina.
  • Kładzie na łóżku kocyk, na stole stawia dzbanek z kwiatkiem, a w oknie wiesza nowe zasłony za parę złotych. To są oczywiście najprostsze przykłady, bo lista trików stosowanych przez zawodowych home stagerów jest znacznie dłuższa.
  • Temu wszystkiemu robi zdjęcia, koniecznie z dobrym oświetleniem, nasyconymi kolorami i delikatnym retuszem tam, gdzie czegoś nie udało się tanim kosztem poprawić.

Takie mieszkania potrafią się sprzedać znacznie drożej, a i liczba oglądających mocno się zwiększa. Dokonanie takiego „tuningu” pozwala szybciej i drożej sprzedać mieszkanie. Dlatego świadomy sprzedający wie, że wydatek na home staging się zwraca.

Na dojrzałych rynkach nieruchomości home staging jest standardem, ale i do nas powoli dociera. Bardzo powoli. I to jest właśnie szansa dla Ciebie, bo nadal niewiele osób się tym profesjonalnie zajmuje.

Jak zacząć i skąd na początek wziąć klientów?

  • Potrzebujesz pierwszej realizacji, żeby mieć się czym pochwalić w portfolio. Może ktoś ze znajomych właśnie sprzedaje zapuszczone mieszkanie? Zaproponuj zrobienie takiego home stagingu za darmo albo za symboliczną opłatą. I w portfolio umieść zdjęcia „przed” i „po”.
  • Najlepiej nawiązać stałą współpracę z agencją nieruchomości. Na początku zaproponuj system prowizyjny – pieniądze otrzymasz wtedy, kiedy mieszkanie się sprzeda. To powinno znacznie ułatwić pierwsze rozmowy. A jeżeli agencja nie ma jeszcze swojego home stagera, to może być Twoją usługą zainteresowana. Nic ich to nie kosztuje (bo na końcu i tak płaci sprzedający mieszkanie), a pozwala znacznie szybciej sprzedać nieruchomość.

Zarządzanie nieruchomościami na wynajem – pomysł na biznes w większej skali

Wynajmujesz komuś kawalerkę odziedziczoną po babci? Chociaż możesz sobie z tego nie zdawać sprawy, to jest umiejętność, którą możesz bardzo dobrze sprzedawać. Taka działalność wymaga bardzo unikalnego połączenia wolnego czasu i umiejętności. Trzeba mieć „wychodzone” ścieżki w urzędach, u dostawców mediów, mieć sprawdzonych „panów Kaziów od napraw”. I jeszcze wiedzieć z praktyki, na jakie lokale jest popyt na rynku i na co zwracają uwagę wynajmujący.

Ja na przykład, po kilku próbach samodzielnego działania, zdecydowałem się zlecić zewnętrznej firmie zarządzanie nieruchomościami, które wynajmuję. I dobrze na tym wychodzę. Ta zewnętrzna firma to nie jest jakiś potentat. Po prostu dwóch gości, którzy mieli doświadczenie w wynajmowaniu własnych mieszkań, postanowiło jakiś czas temu odejść z korporacji. Ich głównym pomysłem jest zarządzanie wynajmem w zamian za prowizję. Mają na to czas i umiejętności, których ja nie miałem. W efekcie obie strony wychodzą na plus. Ja – bo mam lokatorów i święty spokój. Oni – bo zarabiają.

Wiele osób, które na przykład odziedziczyły mieszkanie i chcą je wynajmować, nie umie tego robić. Wynajmują lokatorom mieszkania za grosze, często za przysłowiowy czynsz, nie zdając sobie sprawy z ich potencjału. Tymczasem profesjonalnie przygotowane i zarządzanie mieszkanie potrafi, jako inwestycja, znacznie przebić lokaty. Jeżeli „czujesz” temat wynajmu – zastanów się, czy może jesteś w stanie na tym zarabiać.

Uczenie języków obcych

Potrzeba uczenia się jest w ludziach zawsze. Nawet w czasie wojny ludzie oddawali ostatni grosz, żeby zapewnić dzieciom wykształcenie. Mówi się, że są dwa obszary, na których ludzie nigdy nie oszczędzają: na zwierzętach i na dzieciach. Ucząc dzieci języków masz dostęp do otwartych portfeli ich rodziców.

Oczywiście można ograniczyć się tylko do dawania korepetycji – ale to jeszcze nie jest żaden biznes.

Jednak przekazywanie wiedzy jest towarem, którzy można dobrze opakować i sprzedawać z dobrym zyskiem. Pomysłem na biznes nie jest w tym wypadku samo uczenie, tylko to, jak dobrze je opakujesz. Możliwe przykłady to:

  • Uczenie, jak się uczyć. Tę sztukę do perfekcji opanował Bartek Popiel z https://liczysiewynik.pl
  • Szkoła języków obcych. Wydawałoby się, że już jest ich zatrzęsienie, ale szczególnie w małych miejscowościach nadal jest wiele przestrzeni. Moja magistrantka, będąc jeszcze na studiach, założyła dopiero co w Koluszkach szkołę języków obcych dla dzieci – i idzie jej zupełnie dobrze.
  • Uczenie języka polskiego Ukraińców, których w Polsce lawinowo przybywa.

Kluczowe nie jest samo uczenie innych, ale opakowanie uczenia w produkt biznesowy nakierowany na dobrą niszę.

Uczenie starszych ludzi obsługi komputera i telefonu

Ta nisza może wyglądać banalnie, ale osób po 65 roku życia jest w Polsce ponad 7 milionów. Z tego zdecydowaną większość stanowią kobiety, które znacznie bardziej niż mężczyźni chcą się uczyć. Ci ludzie często bardzo chcą obsługiwać komputery i smartfony. I równie często ich dzieci i wnuki nie mają czasu i cierpliwości, żeby im wszystko wytłumaczyć.

Właśnie dlatego wszelkiego rodzaju kursy obsługi różnych urządzeń cieszą się niesłabnącą popularnością. I niekoniecznie muszą być finansowane przez samych zainteresowanych – często pieniądze wykładają ich dzieci.

Jeżeli masz ideę, jak trafić do tej grupy odbiorców, to może być Twój pomysł na biznes na 2019 rok. Tutaj najważniejszym punktem nie jest samo nauczanie, a raczej dotarcie do grupy docelowej. Są to ludzie, którzy często jeszcze nie korzystają z mediów społecznościowych, boją się ośmieszenia i niekoniecznie wierzą w swoje siły. Jeżeli umiesz rozprawić się z tymi hamulcami sprzedaży, reszta będzie znacznie łatwiejsza.

Pisanie wniosków projektowych

Masz jakiekolwiek doświadczenie w pisaniu wniosków o dofinansowanie? To może być dowolny obszar:

  • fundusze unijne (PO WER, RPO),
  • fundusze ochrony środowiska,
  • granty badawcze,
  • granty kulturalne,
  • ochrona zabytków i turystyka.

Wiele firm nadal nie ma pojęcia, że na różne rzeczy, które robią, mogą dostać dofinansowanie. Małe firmy często są prowadzone przez jednego właściciela, który nie ma czasu, żeby ogarnąć wszystkie konkursy, terminy i formalności.

Jeżeli umiesz to robić, to może być doskonały pomysł na założenie firmy. Jednak kluczem do sukcesu będzie pozyskanie pierwszych klientów. I jest na to sposób. Możesz pierwsze kilka projektów napisać za darmo, z wynagrodzeniem na zasadzie płatności za sukces. Wtedy klient nic nie ryzykuje i będzie bardziej skłonny do podjęcia współpracy z nieznaną firmą.

Jednak w takim przypadku pamiętaj, żeby zabezpieczyć się odpowiednią umową. Bo wielu klientów, kiedy już otrzyma dofinansowaie, będzie chciało „zapomnieć” o zapłaceniu Ci wynagrodzenia.

Profile w social mediach

Wiele firm już wie, że klienci biorą się z mediów społecznościowych. Ale jednocześnie wielu właścicieli firm nie ma ani czasu, ani talentu do prowadzenia profili na Facebooku czy Instagramie. A to jest praca, która nie może być wykonywana raz na jakiś czas, akurat jak się przypomni. Wymaga regularności, pomysłów i – czasu.

Jeżeli czujesz, że jesteś rasowym „zwierzęciem” social mediów, możesz te swoje umiejętności sprzedawać. Jak zacząć? Na pewno wizytówką będą Twoje własne profile. Pamiętaj tylko, że nadmiar „selfiaczków” może zniechęcić potencjalnych klientów. Od momentu w którym zdecydujesz, że Twoje profile mają być wizytówką Twoich umiejętności, powinny zacząć wyglądać nieco bardziej profesjonalnie niż dotąd.

Moda na Instagramie

Jeśli chodzi o łatwy pomysł na biznes, mam tu najbardziej mieszane uczucia. Swojego czasu popularny był w internecie post, w którym pracownik podłódzkiego Ptaka dokładnie opisywał, jak wiele takich „bizneswoman” przez lata unika płacenia podatków. Do takich działań oczywiście nie namawiam. Szkoda nerwów i to nie jest żaden sposób na budowanie trwałego biznesu.

Na czym polega ten pomysł na biznes? W skrócie – na połączeniu dobrego wyczucia mody i umiejętnej budowy swojej marki osobistej i sieci kontaktów na Instagramie.

Typowa ścieżka to kupienie jak najtaniej w hurtowni kilkudziesięciu sztuk jakiejś części garderoby w kilku najpopularniejszych rozmiarach. Kluczowe jest wyczucie do tego, co się sprzeda w Twojej sieci followersów. Potem trzeba wrzucić kilka postów pokazujących siebie w tym ubraniu – i czekać na zapytania „a gdzie można to kupić?”. Sprzedaż często nie wymaga nawet działającego sklepu internetowego. Odbywa się na zasadzie przelewów i komunikacji przez wiadomości na Instagramie.

Może wygląda to na proste, ale wcale takie nie jest. Wymaga dobrego wyczucia mody, trendów, potrzeb followersów i umiejętności fotografowania. No i – uroda jest kluczowym aktywem. Warunkiem sukcesu są olśniewające zdjęcia, a te po prostu wymagają ładnej buzi. Nie zmienia to jednak faktu, że w oparciu o dobrą sieć znajomych (czasem całkiem nieznajomych) z Instagrama można rozkręcić sprzedaż idącą w wysokie tysiące złotych miesięcznie.

Opieka nad starszymi osobami

Opieka nad starszymi osobami to potrzeba, z której istnienia często nie zdajemy sobie sprawy. Do czasu. Często okazuje się, że dzieci wynoszą się do innego miasta albo emigrują za granicę i nie ma kto

  • zrobić zakupów
  • pomóc z komputerem i prostymi sprawami technicznymi
  • towarzyszyć w drodze do lekarza.

Świadomie piszę o rzeczach prostych, które nie wymagają fachowej wiedzy medycznej. Wiele z nich może robić każdy, o ile tylko jest cierpliwy i ma miłe usposobienie. Kluczem do zdobycia pierwszych klientów jest przełamanie bariery zaufania. Można to zrobić np. wykorzystując znajomości sąsiedzkie.

Czy w tym są pieniądze? Przecież emerytury są niskie. Jednak finansującym nie musi być wcale podopieczny. Może to być jego córka lub syn, który wyjechał i robi karierę. I wcale mało nie zarabia. Ważne jest, żeby z jednej strony zjednać zaufanie osoby, którą masz się opiekować, a z drugiej dotrzeć do tej, która będzie za Twoje usługi płaciła.

Co ważne, nie sprzedajesz samych swoich godzin. Sprzedajesz towar, jakim jest – powiedzmy wprost – czyste sumienie dziecka. Poczucie, że zaopiekowało się rodzicem najlepiej jak mogło. I tu marże mogą być już zupełnie dobre, pod warunkiem, że przekonująco rozegrasz to marketingowo. I to może okazać się doskonały pomysł na biznes – prosty, a przy tym naprawdę potrzebny.

Wyprowadzanie psów i opieka nad zwierzętami

Pies jest członkiem rodziny. Niestety, tylko do czasu, kiedy rodzina chce wyjechać na dwa tygodnie na wczasy. A tam często nie ma warunków do wzięcia zwierzaka. Poza tym nie każdy czas i siłę na codzienne wyprowadzanie psa.

Powiedzenie mówi, że ludzie zawsze wydadzą pieniądze na dzieci i zwierzęta. Możesz to wykorzystać, oferując różny zakres usług – od spacerów z psem do całodobowej opieki na czas wyjazdu, o ile tylko masz u siebie warunki. Średnia cena rynkowa to od 20 do 40 złotych za godzinny spacer, i około 60-80 za całodobowe „przechowanie”. Chociaż w Warszawie i Krakowie stawki mogą być wyższe.

Ale kto mówi, że na raz możesz iść tylko z jednym psem? Jeżeli uda Ci się pogodzić jednocześnie wyprowadzenie kilku psów, okaże się że zarabiasz na godzinę sporo więcej, niż Pan Dyrektor, który Ci to wyprowadzanie zlecił.

Sprzątanie

Hasło „sprzątaczka” raczej nie kojarzy się z biznesem. Jednak każda firma potrzebuje kogoś do sprzątania biura. W skali każdego miasta do posprzątania są codziennie dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. I to może być doskonały pomysł na biznes.

Wbrew pozorom, znalezienie odpowiedniej osoby lub firmy do sprzątania wcale nie jest łatwe. Oczywiście na pierwsze zapytanie spływa dużo ofert, ale szybko okazuje się, że wielu oferentów sprząta niedokładnie, z biura giną rzeczy, a osoby sprzątające co chwila się zmieniają.

W INSE wydawaliśmy sporo pieniędzy na sprzątanie. Żeby na takiej usłudze uzyskać dobrą marżę, warto, żebyś zrozumiał podstawową rzecz. Zleceniodawca wcale nie płaci za czas osób sprzątających, czyli za Twój podstawowy koszt. Prawdziwe pieniądze płaci za to, żeby:

  • usługa była zrobiona dokładnie,
  • osoby sprzątające były w miarę „niewidzialne” dla innych pracowników,
  • żeby nic nie ginęło, bo to kosztuje nie tylko cenę tych rzeczy, ale też nerwy i czas na wyjaśnianie sytuacji,
  • żeby nie trzeba było co miesiąc poświęcać dwóch godzin pracy na wytłumaczenie specyfiki, którą ma każde biuro.

Inaczej mówiąc, każde kierownictwo firmy ceni sobie święty spokój. Jeżeli jesteś w stanie mu to zapewnić, możesz sobie pozwolić na wyższe ceny niż konkurencja, a co za tym idzie – wyższe zyski.

Pranie dywanów

Usługa prania dywanów jest, wbrew pozorom, czymś innymi niż sprzątanie biur. Może być skierowana również do prywatnych osób. Profesjonalny odkurzacz piorący jest dość drogi i dlatego prawie nikt czegoś takiego nie ma w domu. A przynajmniej raz na rok każdy dywan wymaga wyprania. Dlatego właśnie to jest obszar na prowadzenie własnej działalności.

Na moim osiedlu, na którym mieszka około 60 tysięcy mieszkańców, z powodzeniem funkcjonują trzy takie firmy. Są to firmy jednoosobowe, ale o ile wiem, w każdym przypadku jest to podstawowa praca, która zapewnia zupełnie dobre pieniądze.

Gotowanie dla starszych ludzi

Wiele starszych osób nie radzi już sobie z gotowaniem. Możesz im świadczyć taką sąsiedzką usługę polegającą na przygotowaniu i przyniesieniu im domowego jedzenia.

To oczywiście nie będzie duża skala i raczej nie będziesz w stanie jej oficjalnie reklamować (zgadnij, dlaczego). Marketing polega tu na wykorzystaniu słowa szeptanego i sąsiedzkiego zaufania. Jednak pomyśl – czy na twoim osiedlu nie znajdziesz osób, które już same sobie z tym do końca nie radzą? Zwłaszcza jest to problem starszych, samotnych mężczyzn. Jest to usługa, za którą mogą chętnie zapłacić nie tylko sami zainteresowani, ale również ich dzieci.

Kanał / blog kulinarny

To wydaje się zgrany temat, ale wcale niekoniecznie tak musi być w twoim przypadku.

Blogów i kanałów o gotowaniu jest mnóstwo, ale kluczem do sukcesu jest tu twoja osobowość. Wcale nie oryginalne przepisy i wcale nie wyjątkowo piękne zdjęcia. Jak to w kulinariach – liczy się sposób podania. Jeżeli dobrze się czujesz w pisaniu albo przed kamerą – spróbuj swoich sił. Może się okazać, ża akurat ty przyciągniesz wyjątkowo dużą rzeszę fanów. A zapotrzebowanie na takie treści jest nieograniczone.

Torty na zamówienie

Znam przykłady dwóch osób, które w ciągu jednego-dwóch lat rozwinęły biznes z całkowicie domowego cukiernictwa do poziomu zarejestrowanego biznesu. Tu oczywiście wiele zależy od twoich zainteresowań i zdolności manualnych.

Tak wyglądał mój tort na 40-te urodziny w kształcie Ajfona. Był zamówiony właśnie w takiej domowe wytwórni tortów. Podobno żadna sieciówka nie chciała się tego podjąć

Jednak jeżeli cieszy cię robienie artystycznych słodkości, umiesz je fotografować i potrafisz zachwycić innych swoimi produktami w mediach społecznościowych, masz spore szanse na szybki rozwój takiego biznesu.

Pamiętaj, że sporo ludzi obchodzi ważne okazje: okrągłe urodziny, rocznice ślubu czy wieczory panieńskie. Nie każdy chce mieć na takie okazje powtarzalne torty z sieciówek. Jeżeli będziesz mieć pomysł na wyjątkowe dzieła, to naprawdę możesz się przebić na rynku.

Domowy catering na małych imprezach

To jest nisza rynkowa, która jest mało znana. Wyobraź sobie, że organizujesz trochę większą imprezę w domu. Nie interesuje cię firmowy katering, który przywiezie wszystko „w styropianach” i dla wszystkich będzie jasne, że poszedłeś po linii najmniejszego oporu.

Zamiast tego wynajmujesz 1-2 osoby, które trochę półproduktów przywożą ze sobą, a w czasie imprezy przygotowują wszystko w kuchni. To jest właśnie „domowy catering”. Mieliśmy takie coś podczas naszego przyjęcia ślubnego i doskonale się sprawdziło. Dziewczyna, która to robiła, działa do tej pory i rozbudowała swój biznes (i zespół) do sporych rozmiarów.

Food truck

Chociaż moda na food trucki już trochę przemija, w wielu miejscach jest to nadal sposób na skuteczne zarabianie. Na Olx oferty gotowych, używanych pojazdów z pełnym wyposażeniem zaczynają się już od 25.000 zł. Plusem w stosunku do tradycyjnej gastronomii jest znacznie niższa kwota inwestycji niż w przypadku stacjonarnego baru.

Bar z jedzeniem domowym

Okazuje się, że Polacy po latach eksperymentowania z zagranicznymi kuchniami wracają do sprawdzonej, polskiej kuchni. Zwłaszcza dotyczy to budżetowych jadłodajni „na osiedlu”, a także blisko pracy.

Na moim osiedlu dynamicznie rozwijają się takie właśnie bary. I są to zarówno pojedyncze biznesy, jak oddziały lokalnych sieciówek, takiego na przykład Rajskiego Jadła. Oczywiście tutaj już nie można mówić o „niskich inwestycjach”, bo wchodzimy w temat wyposażenia profesjonalnej kuchni. I to jest oczywiście temat dla osób, które już mają jakieś doświadczenie w gastronomii.

Kto powinien wchodzić w biznes gastronomiczny?

To zależy od tego, o jak dużym biznesie mówimy. W przypadku trzech pierwszych pomysłów potrzebne są przede wszystkim umiejętności i zamiłowanie do gotowania i pieczenia. Specyfiką tych pomysłów na biznes jest to, że możesz zacząć od skali naprawdę hobbystycznej, a wszystkie umiejętności biznesowe nabywać „w biegu”.

Jednak im większa inwestycja, tym ważniejsze, żebyś miał doświadczenie w branży. Jeżeli byłeś kelnerem lub barmanką przez pół roku, prawdopodobnie masz jakieś wyczucie, jak to wszystko się kręci. Jeżeli masz doświadczenie jako kucharz – tym bardziej. Idealnie, jeżeli byłeś menedżerem sali lub zmiany – wtedy masz spore szanse na sukces.

Jeżeli jednak bary i restauracje znasz tylko z pozycji klienta – to prawdopodobnie wiesz za mało o branży, żeby wystartować z własnym biznesem.

Więc co zrobić, jeżeli nie masz takiego doświadczenia ? Jest kilka rzeczy, które ja sam bym zrobił, gdybym chciał otworzyć własny lokal.

  • Zatrudnij się gdzieś na kilka miesięcy. Obserwuj, pytaj, notuj. Zobacz, jacy klienci płacą najwięcej, którzy wracają, gdzie się zaopatruje miejsce, w którym pracujesz. Ta wiedza będzie na wagę złota, kiedy już otworzysz swój lokal.
  • Zacznij od czegoś z minimalną inwestycją, jako projekt dodatkowy do twojej głównej pracy. Będziesz mieć czas na popełnianie błędów i na naukę. Pomysły na takie biznesy podam poniżej.
  • Pomyśl, czy franczyza nie byłaby dobrą opcją. Wtedy cały know-how dostaniesz na tacy, oczywiście za opłatą. Jednak nawet taka opłata może cię wynieść taniej, niż koszty ewentualnych błędów.

Franczyza

Jeżeli całkiem nie jesteś pewien, jak prowadzić taki biznes, to rozwiązaniem jest franczyza. Wtedy za określoną opłatę ktoś powie ci po prostu, jak taki biznes prowadzić. Nie zawsze taka inwestycja ma sens, ale akurat gastronomia jest taką specyficzną branżą, że bez wiedzy fachowej ani rusz. I za tę wiedzę czasem warto zapłacić, o ile nie masz własnej.

Tutaj i tutaj możesz znaleźć ofery franczyzowdawców dotyczące gastronomii. W każdym przypadku podane są orientacyjne kwoty inwestycji. Są to sumy od 5-6 do kilkuset tysięcy złotych. Oczywiście są źli i dobrzy franczyzodawcy. Ale o tym, jak odróżnić jednych od drugich, opowiem kiedy indziej.

Social media dla małych firm

Ten pomysł już był w zeszłym roku, ale ssanie rynku jest tak wielkie, że warto do niego wrócić. Każda mała firma musi być w social media. Nawet jeżeli nie pozyskuje stamtąd klientów obecnie, to najprawdopodobniej tak się stanie w przyszłości.

Jednocześnie właściciele jednoosobowej firmy najczęściej nie mają czasu na wrzucanie nowych postów na Facebooka czy Instagram. Bardzo często nie mają też pomysłów.

Dlatego jeżeli twoje własne profile hulają, zacznij ogłaszać swoje usługi jako osoby prowadzącej social media dla firm. Możesz zacząć od małych stawek, żeby przekonać do siebie klientów. Może to być na początek abonament nawet 50-100 zł miesięcznie od jednego klienta. Wydaje się mało, ale serio, ile zajmie ci przygotowanie dwóch-trzech postów tygodniowo.

A jak tylko pokażesz swoją wartość, możesz szybko podnieść ceny.

Zarządzanie reklamami na Facebooku i Google AdWords

Jeżeli masz jakieś doświadczenie w ogarnianiu reklam online, możesz tę umiejętność sprzedawać. Z reklamami na Facebooku i w AdWords jest trochę tak, jak z prowadzeniem social mediów. Wiele małych firm mogłoby pozyskiwać w ten sposób klientów. Jednocześnie właściciele tych firm nie mają na to czasu i najczęściej nie wiedzą, jak to zrobić.

Możesz ich w tym zastąpić. Najważniejsze, żeby zacząć od osobistego dotarcia do firm, które mają mało klientów (a umówmy się, prawie każda firma ma ich za mało). Jeżeli uda ci się umówić z szefem na rozmowę, jest spora szansa, że namówisz go do zainwestowania kilkuset złotych w takie reklamy. Jeżeli to zadziała, będzie do ciebie wracał.

Reklamowanie się w internecie jest szczególnie obiecujące dla firm, których klientami są inne firmy (czyli działających jako B2B). W ich przypadku pojedyncze zlecenia są zazwyczaj większe, więc będą skłonne wydać nawet kilkaset złotych za pozyskanie jednego klienta.

Leady sprzedażowe dla małych firm – pomysł na biznes z ogromnym potencjałem

Dla wyjaśnienia – leadem nazywa się wartościowy kontakt biznesowy, który może przerodzić się w realnego, płacącego klienta. Wiele małych firm działa w oparciu o bazę istniejących kontaktów. Ich właściciele nie mają ani czasu, ani umiejętności pozyskiwania nowych kontaktów.

Jeżeli masz w sobie żyłkę handlowca, możesz ich w tym wyręczyć. Taka praca polega przede wszystkim na lokalizowaniu potencjalnych klientów przez internet i na żywo, w terenie. Potem trzeba jeszcze znaleźć dane kontaktowe do osoby, która jest decyzyjna w odniesieniu do konkretnego zakupu.

W zależności od zakresu twojej usługi, możesz oferować

  • zimne leady, czyli jedynie zweryfikowane kontakty do konkretnych osób,
  • ciepłe leady, które oznaczają, że potencjalny klient wie już o ofercie i wie, że ktoś będzie się z nim w jej sprawie kontaktował.

Wartościowy lead jest dla każdej firmy na wagę złota, więc za jego dostarczenie firmy płacą spore pieniądze. Dlatego, jeżeli umiesz takie leady sprawnie wyszukiwać, może to być dla ciebie niezły sposób na biznes po godzinach.

Copywriting

Copywriting to pisanie tekstów na zamówienie. Jeżeli zawodowo zajmiesz się copywritingiem, najczęściej będziesz przygotowywać:

  • opisy produktów w sklepach internetowych
  • artykuły na blogi firmowe
  • artykuły ze słowami kluczowymi dla wyszukiwarek (czyli dla SEO)
  • strony sprzedażowe (czyli landing pages).

Póki co, internet stoi tekstem. Kto ma lepsze opisy produktów, porady na stronie czy artykuły, ten przyciąga ruch internetowy i zdobywa klientów. Dlatego pisanie tekstów internetowych to ogromny biznes.

Ponieważ Google nie lubi stron, które kopiują cudze teksty, każdy sklep woli mieć swoje opisy. A to oznacza dosłownie tony pracy dla ludzi, którzy zawodowo zajmują się pisaniem.

Trzeba mieć świadomość, że to jest bardzo konkurencyjna branża, więc stawki na początku nie będą wysokie. W tej branży podaje się najczęściej stawkę za 1000 znaków ze spacjami (zzs). Za przygotowanie typowego opisu produktu zgarniesz na początek nie więcej niż 12 zł za 1000 zzs. Jednak jeżeli zaczniesz mieć stałych klientów i ułożone współprace, twoje stawki zaczną rosnąć.

Jest to też praca, którą możesz robić po godzinach. A jeżeli twój etat jest wyjątkowo nudny i przez pół dnia nie masz co robić, to możesz być copywriterem i w godzinach normalnej pracy 🙂

Korekta i edycja tekstów – pomysł na biznes dla tych, którzy „umieją w polski”

Korekta i edycja tekstów to inny obszar pracy internetowej dla humanistów. Jeżeli znasz się na tej branży, możesz oferować swoje usługi wydawnictwom książek, portalom internetowym czy wydawcom ebooków.

Jeżeli myślisz, że tu jest już ogromna konkurencja, to chciałbym cię uspokoić. Faktycznie osób, które to robią jest sporo. Jednocześnie mogę powiedzieć z doświadczenia, że zdecydowana większość z nich jest naprawdę kiepska w swojej robocie. Dlatego jeżeli faktycznie „umiesz w polski”, stosunkowo szybko zdobędziesz wiernych klientów.

I podobnie jak w przypadku copywrtitingu, jest to praca, którą możesz wykonywać prawie w każdych warunkach. Robienie korekty tekstów podczas innej pracy może się wydawać nieetyczne. Jednak znam wiele osób, które mają dziennych obowiązków na faktycznie 3-4 godziny pracy. Nie widzę więc żadnego problemu w tym, że przez pozostały czas będą robić coś, co innym nie przeszkadza, a przynosi dodatkowe dochody.

Wirtualna asystentka

To jest nowy rodzaj pracy, który już robi furorę. Wiele osób jest tak zapracowanych, że brakuje im „trzeciej ręki”. Właśnie taką trzecią ręką jest wirtualna asystentka:

  • Zorganizuje podróż, zarezerwuje hotele i kupi bilety
  • Będzie aktualizować stronę internetową
  • Zrobi prezentację z przygotowanego tekstu
  • Poprowadzi social media
  • Napisze prosty tekst na stronę
  • Poprawi i sformatuje dokument
  • Wyedytuje wideo
  • Zrobi transkrypcję nagrania i na tej podstawie stworzy tekst na stronę.

Jak widzisz, wirtualna asystentka zajmuje się wieloma rzeczami. Oczywiście nie zastąpi „pełnoetatowego” copywritera czy specjalisty od social media. Jednak wiele firm, zwłaszcza małych, nie potrzebuje obsługi najwyższej klasy. Wystarczy ktoś, kto właściciela odciąży od często powtarzanych czynności.

Wirtualna recepcja dla lekarzy i dentystów

Tego zawodu jeszcze w Polsce nie ma, chociaż za granicą cieszy się dużą popularnością.

Może byłeś ostatnio w jednoosobowym gabinecie dentystycznym. I może, podobnie jak ja, zauważyłeś, że dentysta jednocześnie leczy, odbiera telefony od pacjentów i umawia wizyty. Często podobnie jest z lekarzami, którzy przyjmują prywatnie pacjentów.

Oczywiście taki układ nie ma sensu, bo czas dentysty czy lekarza jest cenny. Jednak jednoosobowy gabinet zwykle nie może pozwolić sobie na zatrudnienie asystentki.

Dlatego biznesem przyszłości jest zawód wirtualnej asystentki dla dentystów i lekarzy.Taka osoba pracuje przez internet i musi być cały czas pod telefonem. Zajmuje się układaniem kalendarza, potwierdza wizyty, a także zajmuje się administracją gabinetu i zamówieniami. Taka usługa jest ciągle bardzo mało popularna, ale, patrząc na bardziej rozwinięte kraje, jest to biznes przyszłości.

Jak zacząć biznes online?

Każdy z tych biznesów jest oparty na usługach i nie wymaga wielkich pieniędzy na start. W każdym przypadku potrzebne będzie

  • stworzenie profesjonalnej strony internetowej
  • profil firmy na Facebooku
  • pozyskanie pierwszych klientów.

Pierwszy element, czyli stronę, możesz stworzyć przy pomocy takich narzędzi jak Wix czy home.pl. Kosztem będzie zakup domeny i hosting, czyli utrzymanie strony. Jeżeli skorzystasz z częstych promocji, to za pierwszy rok zamkniesz się w kwocie 50 zł.

Profil na Facebooku jest darmowy. Coraz więcej firm rezygnuje w ogóle ze strony internetowej i ogranicza się do profilu. Tego akurat rozwiązania nie polecam, bo profil firmowy nie jest widoczny w Google. Dlatego, jeżeli poważnie traktujesz biznes, lepiej mimo wszystko zainwestować w swoją domenę i stronę www.

Od strony formalnej nie musisz zaraz rejestrować działalności. Możesz prowadzić ją na początku w formie tzw. działalności nierejestrowanej. W tym artykule napisałem więcej o tym, jak rozpocząć działalność w tej formie.

Rękodzieło i Etsy

Jeżeli robisz biżuterię, ręcznie wytwarzane noże albo hobbystycznie zajmujesz się renowacją mebli, każdą z tych rzeczy możesz sprzedawać za pośrednictwem dużej, międzynarodowej platformy Etsy. Etsy jest podobne do Allegro, ale jest nastawione właśnie na rzemieślnicze produkty, robione pojedynczo, albo w krótkich seriach. Sprzedaż przez tę platformę ma kilka zalet:

  • Do założenia konta nie musisz zakładać firmy.
  • Masz od razu dostęp do milionów kupujących z całego świata
  • Etsy ma skonfigurowane wszystkie popularne kanały płatności, w tym kartami kredytowymi i PayPalem.

Jedyny minus jest taki, że do handlu na Etsy wymagana jest dość dobra znajomość języka angielskiego, bo komunikacja z kupującymi jest najczęściej po angielsku.

Wystawianie przedmiotów jest proste. Nie różni się specjalnie od wystawienia aukcji na Allegro czy ogłoszenia na Olx. Co ważne, oprócz jakości samych produktów, warto zadbać o naprawdę dobre zdjęcia. Bo kupujący na Etsy kupują głównie oczami.

Pomysł na biznes kreatywny: własny produkt inspirowany Kickstarterem

Jeżeli jeszcze nie masz pomysłu na własny produkt, to istnieje miejsce, gdzie możesz znaleźć dosłownie tony inspiracji. To amerykańska platforma Kickstarter i jego brat-bliźniak Indiegogo. Wynalazcy, rzemieślnicy i projektanci wystawiają tam swoje pomysły na biznes, mając nadzieję, że zainteresują potencjalnych klientów i inwestorów.

Obejrzyj, co ostatnio było wystawiane na Kickstarterze w takich sekcjach jak Design i Technika albo Rzemiosło – i na pewno znajdziesz mnóstwo inspiracji.

Nie namawiam oczywiście do kopiowania i łamania czyichś praw autorskich. Jednak bardzo często jest tak, że produkt kogoś innego może podsunąć ci myśl, że możesz zrobić coś podobnego, ale z innego materiału, w innym kształcie albo o innym zastosowaniu.

Myślisz, że to niemożliwe? Że przeciętny człowiek nie jest w stanie zrobić seryjnego produktu. Właśnie, że może. Sam jestem tego przykładem. Wcale nie musisz tego robić sam. W Polsce są setki dobrych, małych zakładów produkcyjnych, które nie pogardzą zleceniem na uszycie, wycięcie czy pomalowanie twojego produktu.

Właśnie w oparciu o takich zleceniobiorców całkowicie sam zaprojektowałem i stworzyłem uchwyty do telefonów Berrolia. A nie jestem inżynierem ani nie znam się na produkcji.

Żeby mieć lepszy obraz, z czym to się je, tutaj możesz przeczytać serię artykułów o tym, jak powstawała Berrolia. A w tym artykule jest o tym, gdzie szukać inspiracji do swojego produktu i jak przejść od pomysłu do produkcji.

Malarstwo i grafika

A może masz talent malarski albo dar do grafiki, albo po prostu jesteś wykształconym artystą? Na pewno słyszałeś, że artyści przymierają głodem.

Jest to częściowo prawda, ale nie do końca. Faktycznie głodem przymiera 99% malarzy, którzy tworzą wyłącznie „pod siebie” i pod swoją wenę. Ale są też tacy, którzy potrafili połączyć swój talent z faktycznymi potrzebami klientów.

W okolicach Piły pracuje malarka, która dzieli swój czas na dwie działalności. Jedna z nich to „czysta sztuka” – czyli maluje to, co przyniesie natchnienie. Druga – to bardzo poważne źródło utrzymania. Co robi? Maluje wierne, pozłacane kopie obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej.

Maluje przez cały rok kilkadziesiąt egzemplarzy, które potem hurtowo sprzedają się w okolicach pierwszej komunii. Banalny pomysł na biznes? Mało artystyczne? To nie jest istotne. Istotne jest natomiast to, że ma własną działalność, pracuje kiedy chce i gdzie chce i może się z tego całkiem nieźle utrzymać.

Więc jeżeli chcesz malować „co dusza przyniesie” to faktycznie na klientów bym nie liczył. Ale jeżeli zaprzęgniesz swoje umiejętności plastyczne do tworzenia rzeczy, które ludzie i tak kupują (jak prezenty na komunię albo sprawdzone elementy wystroju mieszkania) – to może być doskonały pomysł na biznes.

Uczenie innych DIY

(Dla wyjaśnienia, jeżeli jesteś tak stary jak ja i nie wiesz co to jest DIY. To jest skrót od Do It Yourself i oznacza wszystko to, co możesz zrobić własnymi rękami.)

Stare powiedzenie mówi, że jak nie umiesz czegoś robić, to zacznij tego uczyć innych. Ja bym to ujął w lepszej wersji: jeżeli nie umiesz zarabiać na swoim hobby, to zawsze możesz zarobić pieniądze, ucząc innych.

Na wielu hobby trudno bezpośrednio zarabiać, ale jednocześnie różnego rodzaju kursy i warsztaty cieszą się sporą popularnością. Możesz wtedy jednocześnie robić to, co lubisz, dzielić się z innymi i – zarabiać pieniądze. Dotyczy to takich hobby jak:

  • pieczenie chleba
  • cukiernictwo
  • szycie
  • projektowanie graficzne
  • decoupage
  • ceramika
  • ogrody w szkle
  • śpiew i granie na instrumentach.

Tego wszystkiego możesz uczyć u siebie w domu albo w wynajętej sali. Ale są też tacy, którzy połączyli swoje hobby z pomysłem na wyprowadzkę z miasta. Połączyli na przykład agroturystykę z warsztatami pieczenia chleba – jak w gospodarstwie Bieszczadzkie Smaki w Smolniku nad Sanem. Z samego pieczenia chleba trudno się utrzymać, ale okazało się, że już prowadzenie warsztatów dla innych sprawdza się całkiem nieźle, jako uzupełniające źródło dochodu.

(Tak przy okazji, sam się chyba na takie warsztaty zapiszę. Lubię swój domowy chleb, tylko że udaje mi się góra raz na cztery próby. A hodowanie zakwasu to już mi całkiem nie wychodzi, chociaż to podobno najłatwiejsza rzecz na świecie. Chyba pora poszukać profesjonalisty.)

Pomysł na biznes już mam. Ale jak zacząć?

Przede wszystkim, to wszystko nie jest takie trudne jak myślisz. Wiele osób nosi w głowie straszny obraz, że robienie swojego biznesu jest bardzo skomplikowane, wymaga rejestracji, VAT-ów, PIT-ów, kas fiskalnych i ofiar całopalnych składanych bogowi Ekonomikusowi.

Otóż nie. Własny mały biznes nie musi być skomplikowany. Z pewnością jest w twoim zasięgu organizacyjnym i finansowym.

  • Wystarczy, że zrobisz kilka rzeczy rękodzielniczych, a potem je sprzedasz. Możesz bezpośrednio, chociaż lepiej sprzedać przez internet. Jeżeli świadczysz usługi, to wystarczy – no cóż – zacząć je świadczyć. Tak po prostu. I brać pieniądze.
  • Nie musisz mieć od razu założonej działalności gospodarczej. Na początku możesz skorzystać z działalności nierejestrowanej, która prawie nie wymaga formalności.
  • Nie musisz mieć strony internetowej. Naprawdę. To jest drogie, trudne i na początek zupełnie nie jest ci potrzebne. Zamiast niej wystarczy Facebook lub Instagram (a najlepiej obydwa).

A jeżeli jeszcze nie wiesz, jak się do tego zabrać, przeczytaj o 10 zasadach skutecznego zarabiania na swoim hobby.

Jak to się ma do dużego biznesu?

Może właśnie pomyślałeś: ale to są jakieś drobiazgi, to nie jest prawdziwy pomysł na biznes. Nieprawda. Każdą z tych działalności możesz rozwinąć do sporych rozmiarów, jeżeli od początku przystąpisz do pracy z takim zamiarem. Jeżeli zapewnisz:

  • dobrą obsługę klienta,
  • stałą, wysoką jakość tego, co oferujesz,
  • kanały marketingowe zdobywania nowych klientów,

to z czasem okaże się, że się nie wyrabiasz. I że trzeba będzie zatrudnić pracowników. A to jest już klucz do skalowania biznesu.

Pytanie za 100 punktów: dlaczego w ogóle ktoś ma mi zapłacić?

Nie wierzysz, że ktoś może być zainteresowany Twoimi usługami? Że będzie skłonny wyłożyć na nie konkretne pieniądze? Popełniasz błąd, który nazywa się „klątwa wiedzy”.

W skrócie, klątwa wiedzy polega na tym, że nie widzisz, jak trudne dla innych są rzeczy, które Tobie przychodzą łatwo. Dobrać dywan do koloru ścian? Myślisz: nic prostszego. Otóż nie – na przykład dla mnie to jest kosmicznie trudne. I potem kupuję nie do końca dobry dywan za 1000 zeta. I następne dwa lata zastanawiam się, dlaczego on nie wygląda dobrze. Wolałbym komuś zapłacić dodatkowe 200 zł i mieć ten dywan dobrany tip-top.

Poza tym wiele osób zwyczajnie nie ma czasu na to, żeby zajmować się rzeczami, które tu opisałem: urządzeniem wnętrza, tchnięciem nowego ducha w mebel, czy przygotowaniem mieszkania do sprzedaży. Wolą to zlecić i mieć czas na swoją własną pracę.

I tu właśnie otwiera się przestrzeń dla Twojego biznesu. Nie masz pewności jak zacząć? Zacznij od czegoś małego, ale konkretnego. Od pierwszej realizacji. Nawet nie musisz do tego zakładać działalności gospodarczej. Więcej na ten temat piszę tu.

Pomysł na biznes – w sam raz dla ciebie

Categories: Berrolia, czyli o mojej firmie|

[membership level=”-1″]„Czy to jest dobry pomysł na biznes?” „Jak ci się podoba biznes X?” „Słyszałem o biznesie Y. Wchodzić w to?” Takich pytań dostaję mnóstwo. Jak na nie odpowiedzieć? Jak wybrać właściwy pomysł na biznes?

Pomysły na biznes nas otaczają. Jeżeli czytasz mojego bloga, to pewnie już myślisz o tym, czym by się tu zająć. Może handel na Allegro? A może na Amazonie? A może domowy catering albo kolekcja ubrań dla dzieci?

Robi się tego cała długa lista. Albo odwrotnie: nie lista, tylko jeden pomysł na biznes wchodzi ci w głowę i nie chce wyjść. I drąży, i męczy. I męczy też pytanie: czy to jest TEN pomysł? Czy zarobi na siebie – i jeszcze na ciebie? Czy dasz radę?

Jak wybrać DOBRY pomysł na biznes?

Znam dwóch przedsiębiorców, którzy weszli w biznes gastronomiczny. Jednemu idzie dość średnio – prowadzi ekskluzywną w założeniu kawiarnię, w której nie ma za wielu klientów. Taki klon Starbucksa. Po trzech latach prowadzenia biznesu wychodzi na lekki plus, ale tak naprawdę niewiele go dzieli od zera.  O ile wiem, nie przetrwa koronawirusa.

Drugi zaczął od domowych obiadów z dowozem. Był konkurencyjny cenowo i miał dobrą ofertę. Teraz robi catering dietetyczny, obiady domowe i ma punkty z hamburgerami jako franczyzę. Zatrudnia kilkadziesiąt osób, a po tempie zmieniania samochodów widzę, że biznes naprawdę żre.

Czym oni się różnią?

Wcale nie pomysłem na biznes. Ich biznesy trochę się różnią, ale obaj tak naprawdę robią coś podobnego. Obaj weszli w gastronomię.

Ale różnią się punktem wyjścia. Ten pierwszy rzucił pracę w korpo, żeby zrealizować swoje marzenie – otworzyć kawiarnię.

Ten drugi pracował długo w pubach w Anglii. Potem był menedżerem kolejno w McDonalds’ie i dwóch restauracjach. Inaczej mówiąc – zaczynał z osobistym kapitałem wiedzy. Kiedy zaczynał swoje obiady domowe, wiedział wszystko o branży gastronomicznej. Wiedział, jakie są grupy klientów, gdzie ich szukać i jakie mają potrzeby.

Dobry pomysł to nie sam pomysł

Dobry biznes składa się z dwóch elementów:

  • dobrego pomysłu
  • twojego kapitału osobistego, który pozwoli ci ten pomysł zrealizować.

Co się dzieje, kiedy pracownik działu finansów w korporacji postanawia „rzucić wszystko” i prowadzić agroturystykę w Bieszczadach? Jeżeli nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu takiej działalności, to 90% przypadków kończy się źle. Popełnia szkolne błędy:

  • robi drogo to, co można zrobić tanio,
  • wybiera złą lokalizację – taką, jaka mu się podoba, zamiast takiej, którą lubi większość turystów
  • robi salę jadalną na 25 osób, która nie może przyjąć większości wycieczek (bo autokary mają 40 miejsc).

Mam swoje podobne doświadczenia przy robieniu Berrolii. Ostatecznie wyszła z tego fajna firma i produkt, który kupują klienci na całym świecie. Jednak zeszło mi na to masa czasu, inwestycja przekroczyła w pewnym momencie 120 tysięcy i zupełnie nie wiedziałem, czy to się w ogóle zwróci.

A wszystko dlatego, że wszedłem w robienie produktu fizycznego. W działkę, o której nie miałem pojęcia. Nie miałem ani doświadczenia w produkcji, ani wykształcenia inżynierskiego.

Twój kapitał osobisty jest najważniejszy

Twój kapitał osobisty to cała twoja wiedza, umiejętności i doświadczenie, z którymi wchodzisz w nowy biznes. Dobry pomysł na biznes nie wystarczy.

Jeżeli zaczniesz biznes całkowicie poza obszarem twojego kapitału osobistego, czeka cię walka. Będziesz jak ten mój znajomy, który rzucił korpo i założył kawiarnię. I popełnił błędy chyba w każdym możliwym obszarze działalności gospodarczej, jaki tylko mógł wymyślić.

Skąd się bierze kapitał osobisty? Z różnych rzeczy

  • z doświadczenia w różnych pracach, nawet tych drobnych, które podejmowałeś jako nastolatek
  • z wykształcenia
  • od ludzi których znasz – bo znasz ich potrzeby, a to oni mogą być twoimi przyszłymi klientami
  • z twojego hobby
  • z różnych umiejętności, czasem zaskakujących (jak umiejętność szycia albo przewidywania pogody)

Jak go zdiagnozować? Przygotowałem do tego Biznesowy Rachunek Sumienia. Przy jego pomocy zdiagnozujesz wszystkie swoje obszary doświadczenia i umiejętności. Również takie, z których pewnie nie zdajesz sobie sprawy. Bo każdy z nas ma duży potencjał, którego nie jest świadomy.

Ten Biznesowy Rachunek sumienia jest częścią kursu Pomysł na biznes. Ale o kursie za chwilę.

Kiedy już dokładnie poznasz swoje plusy – czyli właśnie kapitał osobisty – będzie ci znacznie łatwiej wybrać biznes, w którym osiągniesz sukces. To nie znaczy, że sukces masz gwarantowany. To jest biznes i tu żadnych gwarancji nie ma.

Ale kiedy wejdziesz w biznes, który już częściowo znasz (jako klient, jako podwykonawca albo ktoś, kto dobrze zna  klientów), masz dużo większe szanse sukcesu.

Jak poznać swój kapitał osobisty? I jak go połączyć z pomysłem na biznes?

Często aż mnie boli, jak mądrzy ludzie marnują swój potencjał. Bo próbują lecieć w kosmos, podczas gdy naprawdę dobrze znają się np na nieruchomościach – i na nich mogliby zrobić ogromne pieniądze. Jak próbują zakładać lanserskie kawiarnie, zamiast dobrze działające i zarabiające ogromne pieniądze biura księgowe.

Być może ty też jesteś o krok od zmarnowania swojego potencjału. Bo usłyszałeś, że „na Allegro się dobrze zarabia” albo że „handel na Amazon to, normalnie, pieniążki same wpadają”.

Dlatego usiadłem i nagrałem kurs Pomysł na biznes.

Kurs, który przeprowadzi cię

  • od stanu fascynacji jednym, przypadkowym pomysłem, który najprawdopodobniej skończy się dla ciebie źle
  • do momentu, w którym wygenerujesz listę solidnych pomysłów i z nich wybierzesz jeden – ten mocno oparty na twoim kapitale osobistym. Taki, który da ci największe szanse powodzenia.

[/membership][membership level=”1″]Tu masz dostęp do wszystkich części kursu[/membership]
[sc name=”pp_program_kursu”]

[membership level=”-1″] 

Uwaga: niektóre z tych treści są dostępne za darmo. Żeby mieć dostęp do wszystkich, proszę cię o wpłatę 197 zł. Dużo? Nie. 13 lat temu, kiedy zaczynałem, bez wahania zapłaciłbym taką kwotę za możliwość sprawdzenia, czy wchodzę w dobry biznes.

A 20 zł z każdej takiej wpłaty przeznaczam zawsze na Akademię Przyszłości, dzięki której dzieciaki z kiepskich rodzin mają trochę lepszy start w życie.

Tu możesz uzyskać dostęp do kursu:

[fusion_woo_shortcodes][product sku=”pp01″][/fusion_woo_shortcodes]
[/membership]
Jeżeli coś nie jest jasne albo masz do mnie jakieś pytania dotyczące kursu, śmiało pisz do mnie na maila michal@zarabianienasniadanie.pl 

Część 0. Wprowadzenie

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes, PERFEKCYJNY pomysł na biznes|

Zaczynamy

Tu się witamy. W tym krótkim odcinku mówię, o czym jest kurs i ile będzie trwał. Możesz bezpiecznie pominąć ten film, jeżeli chcesz przejść od razu do rzeczy.

Jak jest zbudowany kurs i jak z niego korzystać

W tym kursie są ważne trzy zasady:

  • celem nie jest ukończenie kursu – celem jest twój działający biznes
  • oglądaj odcinki w dowolnej kolejności, wszystko zależy od twoich potrzeb
  • nigdy nie wyrzucaj notatek z kursu i kolejnych pomysłów – to, co dzisiaj wydaje ci się słabe, za miesiąc może okazać się właśnie TYM pomysłem.

Skąd brałem pomysły do moich własnych biznesów?

Film o tym, skąd brałem pomysły do własnych biznesów. Trochę było kopiowania, ale w większości okazało się nieskuteczne. Sporo było bazowania na własnej potrzebie, ale najlepiej zadziałało repozycjonowanie w przestrzeni Dobrze/Tanio/Szybko.

W części 3 nauczysz się stosować wszystkie te metody – i inne, równie skuteczne.

 

Przejdź do następnego modułu

Część 2. Strategie kreatywne

Categories: PERFEKCYJNY pomysł na biznes|

Wprowadzenie

Pasja. Prawdopodobnie najgorsza strategia

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Hobby, czyli zarabiaj na rzeczach, w których jesteś dobry

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Twoje własne potrzeby mogą być źródłem pomysłu

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Outsourcing ma potencjał

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Jak skutecznie inspirować się innymi?

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Franczyza – wszystko, co warto wiedzieć o kupowaniu modeli biznesowych

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Część 3. Strategie kreatywne. Poziom zaawansowany

Categories: PERFEKCYJNY pomysł na biznes|

Wprowadzenie

Przestrzeń Dobrze-Tanio-Szybko

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Wymyśl nazwę i opakuj

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Ludzie, którzy nie mają czasu

Ekologicznie

Żyj w przyszłości

Podstawowe potrzeby klienta

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Pomysły drugiego poziomu, czyli jakie lekcje płyną ze sprzątania

Część 4. Który pomysł jest dla mnie?

Categories: PERFEKCYJNY pomysł na biznes|

Strategie dwóch oceanów

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Jak się dowiedzieć, czy znajdę klientów?

Który pomysł jest dla mnie najlepszy?

 

A teraz weź swój Diagram Zysku i Biznesowy Rachunek Sumienia z poprzednich lekcji. Jeżeli coś ci w międzyczasie przyszło do głowy, teraz jest dobry moment, żeby coś do nich dopisać i zaktualizować je.

Wydrukuj Bilans Osobisty, który jest do pobrania tutaj.

Jeżeli wolisz pracować na komputerze, tutaj przygotowałem również jego wersje:

Zanim napiszę szczegółową instrukcję, jak pracować z Bilansem Osobistym, pokażę ci na moim przykładzie, jak przygotowywałem się do stworzenia bloga Zarabianie na śniadanie. Bo pomimo tego, że ten blog na razie nie zarabia, to jednak od początku pomyślany był jako projekt biznesowy.

Przykład – blog Zarabianie na śniadanie

Tak wygląda Diagram Zysku, który stworzyłem już dawno temu. Pracowałem wtedy na znacznie starszej jego wersji, ale elementy składowe były takie same.

Teraz wziąłem z Diagramu Zysku Klientów, Marketing i Sprzedaż, i umieściłem je w Bilansie Osobistym. Opisałem też w polu „Mój biznes”, z jakich kółek i śrubek będzie się składał blog.

Potem w okrągłym polu na środku Moje aktywa przeniosłem z Biznesowego Rachunku Sumienia wszystko to, co wydawało mi się powiązane z takim blogiem i jego klientami. Efekt wyszedł taki:

Teraz pozostało połączyć elementy nowego biznesu (czyli zawartość 4 pól po bokach) z moim doświadczeniem i wiedzą (czyli pole Moja aktywa na środku). Zrobiłem to strzałkami, ale każdy inny sposób też jest dobry. Możesz np. kupić zestaw kolorowych kredek i oznaczać pary przy pomocy kolorów.

Efekt wyszedł taki:

Co z tego wyniknęło? Całkiem sporo.

  • Zwróć uwagę, że większość elementów bloga (czyli wszystko to, co jest w polach Klienci, Marketing, Sprzedaż i Mój biznes) łączy się z czymś, co robiłem wcześniej lub na czym się znam.
  • Na kilku rzeczach się kompletnie nie znałem, kiedy zaczynałem bloga. Zwłaszcza regularne publikowanie na Facebooku jest ciągle czymś, z czym mam ogromne problemy.
  • Bardzo dużo czasu zajęło mi nauczenie się robienia filmów na YouTube. Jednocześnie to doświadczenie zaprocentowało teraz – kiedy musiałem nagrać filmy do tego kursu 🙂
  • Szczególnie dużo dało mi prowadzenie Berrolii. Była ona pierwszym biznesem, który tak długo prowadziłem sam (no, prawie sam). Nauczyłem się stawiać strony na WordPressie, prowadzić sklep internetowy i zdobyłem mnóstwo doświadczeń, którymi mogę się dzielić na blogu.

Jak widzisz, blog Zarabianie na śniadanie był bardzo przemyślanym projektem, w którym połączyłem wiele wiedzy i doświadczeń, które miałem już wcześniej. Bez tego byłoby znacznie trudniej. Ale jednocześnie wielu rzeczy musiałem się nauczyć – i to też się udało.

Jeżeli ci się to do czegoś przyda (bo czasem łatwiej modyfikować, niż tworzyć od nowa), tutaj możesz pobrać moją wersję Bilansu Osobistego w wersjach PowerPoint i Keynote.

Teraz twoja kolej

Ok, dosyć o mnie. Mam nadzieję, że dało ci to wyobrażenie zadania, które teraz stoi przed tobą.

  1. Z Diagramu Zysku przenieś Klientów, Marketing i Sprzedaż.
  2. Pojawiło się nowe pole: Twój biznes. Wymień w nim elementy, które są niezbędne, żeby twój biznes miał pierwsze przychody. Inaczej: Z czego ma się składać twoja firma?
  3. Z Biznesowego Rachunku Sumienia weź te doświadczenia i umiejętności, które się przydadzą w tworzeniu nowego biznesu.
    Wpisz je w pole Twoje aktywa.
  4. Teraz połącz strzałkami elementy pola Twoje aktywa z wszystkim, z czym da się je połączyć. Ewentualnie pozaznaczaj kolorami.

Zobaczysz teraz, ile elementów twojego nowego biznesu łączy się z tym, co umiesz i na czym się znasz.

  • Nie wszystkie? Nie martw się. Niektóre da się zlecić albo ich nauczyć. ?
  • Prawie nic? To może znaczyć, że bierzesz się za biznes, o którym nie masz pojęcia. Zastanów się, czy nie lepiej poszukać czegoś bliżej twoich umiejętności i zainteresowań.
  • Wszystkie? Doskonale! Nie ma na co czekać. Bierz się do roboty! ?

Część 1. Zacznij

Categories: PERFEKCYJNY pomysł na biznes|

Wprowadzenie

Po co ci biznes? Twoje cele i cechy firmy, którą chcesz założyć

W tej lekcji odpowiesz sobie, z moją niewielką pomocą, jaki jest twój cel. Wspólnie uzyskamy odpowiedź na pytanie „po co ci biznes” i jaką rolę ma spełnić w twoim życiu. Dzięki temu będziemy mogli się w następnych lekcjach skupić na tych pomysłach, które doskonale pasują do twojego życia – i pominąć wszystkie inne.

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Zrób pierwszy krok. Stwórz sobie warunki do pracy nad własną firmą

[sc name=”pobierz”]

Pomysł skrojony na miarę, czyli Biznesowy Rachunek Sumienia

[sc name=”pobierz”]

[sc name=”wydrukuj”]

Diagram zysku, czyli jak zapisywać kompletne pomysły na biznes

[sc name=”pobierz”]

Analiza finansowa w Diagramie Zysku

Na filmie wspomniałem, że przy pomocy Diagramu Zysku możesz też zrobić analizę finansową. Nie ma koniecznie sensu robić jej do każdego twojego pomysłu. Dopóki masz tych pomysłów kilka albo kilkanaście, to raczej skup się na podstawach:

  • co wiesz o klientach i ich potrzebach
  • które z tych pomysłów jesteś faktycznie w stanie zrealizować.

Jednak kiedy przejdziesz już do ostatecznej decyzji, warto tę analizę finansową zrobić. Po co? Analizę finansową robisz wyłącznie po to, żeby przekonać się, czy twój biznes przyniesie zysk.

Analiza finansowa – co to w ogóle jest?

Analiza finansowa to nie to samo, co budżet firmowy. Nie służy do zapisywania dochodów i wydatków z przeszłości. Analiza finansowa to narzędzie nakierowane na przyszłość. Umożliwia planowanie finansów i podejmowanie strategicznych decyzji.

  • Pozwala obliczyć, czy twoja firma będzie zyskowna.
  • Pozwala ci zobaczyć, przy jakim poziomie sprzedaży i kosztów osiągniesz zysk. Dzięki niej możesz sprawdzić, czy takie wielkości w ogóle jesteś w stanie osiągnąć.
  • W skrajnej sytuacji może ci pomóc podjąć decyzję, kiedy warto zamknąć firmę. Bo to też jest cenna wiedza, która czasem pozwala się uchronić przed komornikiem.

Jak widzisz, analiza finansowa służy do planowania najważniejszych decyzji: czy warto wchodzić w biznes, co trzeba zrobić, żeby w nim zarabiać, a także – kiedy zrezygnować. W skrócie – bardzo ułatwia życie. Warto poświęcić 30 minut, żeby się tego wszystkiego dowiedzieć.

Najłatwiej jak się da

Oczywiście możesz analizę finansową nawet małej firmy ubrać w duuuuuży arkusz Excela. Będzie bardzo mądrze wyglądać, klikać i błyszczeć. Tylko że nie dowiesz się z niego ani trochę, od czego naprawdę zależy twój zysk.

Ja proponuję ci zupełnie inne podejście. Znacznie prostsze.

Są ludzie, którzy mówią, że analiza finansowa to bardzo skomplikowana sprawa. Prawie zawsze są to ci, którzy nie wiedzą o czym mówią. Pokażę ci, że analizę finansową można bardzo szybko zrobić i zrozumieć, jeżeli skupisz się na 3 liczbach. Jakich?

Żeby było jasne: będę tutaj mówił o analizie finansowej małej firmy. Takiej, która zatrudnia do 50 pracowników i która ma jedno główne źródło przychodów. Może to być produkcja, mogą być usługi albo handel albo jeszcze coś innego. Do takiej firmy nie trzeba robić skomplikowanych arkuszy z tysiącem pól, w których zaraz sam się pogubisz.

Koszty stałe

Koszty stałe to wszystkie koszty, których wysokość nie jest powiązana ze sprzedażą. Nie muszą być zawsze takie same z miesiąca na miesiąc. Jednak ich ważną cechą jest to, że nie zmieniają się wraz ze sprzedażą.

Podam ci kilka przykładów, żebyś był w stanie lepiej wyobrazić sobie, co jest, a co nie jest kosztem stałym w firmie.

  • Księgowość, ZUS i lokal będą kosztami stałymi w prawie każdym rodzaju działalności.
  • Koszt zatrudnienia pracownika we wspomnianym przeze mnie sklepie z akcesoriami do telefonów komórkowych jest kosztem stałym. No bo dopóki punkt jest otwarty, musi tam być pracownik. Z drugiej strony wystarczy tam jedna osoba niezależnie od tego, czy dziennie obsługuje 20 czy 100 zamówień.
  • W startupie informatycznym koszty zatrudnienia programistów są kosztem stałym. Potem oczywiście może się to zmienić, jeżeli wraz ze wzrostem ruchu i sprzedaży trzeba będzie zatrudnić kolejnych.

Sprzedaż

Wielkość sprzedaży jest drugim pojęciem, którego będziemy potrzebować. Najważniejsze jest to, że sprzedaż zapisujemy w sztukach, a nie w złotówkach.

Podam kilka przykładów, bo wielkość sprzedaży różnie się liczy w zależności od tego, co sprzedajesz.

  • Na przykład u mnie w Berrolii wielkość sprzedaży to liczba sztuk uchwytów, które wysyłamy co miesiąc.
  • W restauracjach wielkość sprzedaży to liczba obsłużonych stolików miesięcznie.
  • W gastronomii typu foodtruck wielkość sprzedaży to liczba obsłużonych klientów.
  • W firmie budowlanej będzie to liczba budów na sezon.
  • W punkcie sprzedaży akcesoriów do komórek wielkość sprzedaży to, najprościej, liczba paragonów wystawianych miesięcznie. To się może na pierwszy rzut oka wydawać nieintuicyjne, bo przecież w asortymencie są rzeczy i za 5 złotych, i za 200. Jednak szybko okazuje się, że tu działa prawo wielkich liczb. Czasem ktoś kupi tanią rzecz, czasem drogą, ale średnio rzecz biorąc rachunek od przeciętnego klienta będzie wynosił około 40 złotych.
  • W prywatnym żłobku wielkość sprzedaży to będzie średnia liczba płacących dzieci na miesiąc (chociaż czasem wygodniej się posługiwać liczbą grup).

Marża

Marżę wyrażamy w złotych. Marża to jest różnica między ceną zamówienia, a kosztem zmiennym związanym z jego realizacją:

Informuje o tym, ile złotych zarabiasz na pojedynczym zamówieniu. Jeżeli każde twoje zamowienie ma inną cenę, możesz przyjąć średnią cenę zamówienia.

  • Jeżeli prowadzisz firmę budowlaną, marża jest kwotą, która zostaje, kiedy od wartości, na którą wystawisz fakturę, odejmiesz wszystkie koszty zmienne związane z tą konkretną budową. Będą to koszty pracowników, materiałów i zużytych narzędzi.
  • W restauracji marżę obliczysz jako średni rachunek minus koszty składników i obsługi kelnerskiej.
  • W handlu marża to średnia cena zamówienia minus koszty zakupu towarów. Jeżeli zatrudniasz handlowców i ich wynagrodzenie jest prowizyjne, to dodatkowo przy obliczaniu marży warto odjąć również ich prowizję.
  • Jeżeli zajmujesz się rękodziełem, to marżę obliczysz odejmując od ceny sprzedaży koszt wszystkich materiałów i tych usług, które ewentualnie zlecasz na zewnątrz.
  • Przy handlu internetowym marżą będzie wartość przeciętnego zamówienia minus koszty zakupu towarów (razem z przesyłką). Jednak tutaj trzeba jeszcze uwzględnić koszty pozyskania ruchu na stronie.

Inaczej mówiąc, marża to ilość złotówek, która dodatkowo zostanie ci w kieszeni po obsłużeniu dodatkowego zamówienia.

Zysk, czyli kiedy biznes się opłaca

Mamy więc trzy liczby, o których pisałem na początku:

  • Koszty stałe
  • Marżę
  • Sprzedaż.

Jak się domyślasz, firma ma zysk wtedy, kiedy marża pomnożona przez sprzedaż jest większa od kosztów stałych.

To jest trochę inne ujęcie niż znajdziesz w dokumentach od księgowej. Jest też inne niż w standardowych sprawozdaniach finansowych. Ale jest dużo bardziej użyteczne.

Jeżeli firma nie zarabia (albo przynosi straty), to zawsze ma to jedną z trzech przyczyn:

  • Koszty stałe są za wysokie jak na sprzedaż i marżę, którą możesz uzyskać ze swoimi produktami.
  • Sprzedaż jest za niska.
  • Marża jest za niska. Dzieje się tak albo dlatego, że masz za niskie ceny, albo dlatego, że masz za wysokie koszty zmienne. Tak czy tak – przy niskiej marży nawet mocne zwiększenie sprzedaży da ci nic, albo niewiele. To jest niestety częsta sytuacja, w której przedsiębiorca urabia się po łokcie, ma coraz więcej zamówień, a w portfelu zostaje mu cały czas tyle samo pieniędzy.

Diagram zysku

Teraz, kiedy znasz już trzy wartości – koszty stałe, marżę i sprzedaż – mamy już wszystko, co jest potrzebne do uzupełnienia Diagramu. Ponownie wrócimy do przykładu ze sklepem z akcesoriami do telefonów.

Analiza finansowa wygląda tak:

Jak widzisz, analiza finansowa w diagramie Zysku zawiera wszystkie trzy elementy: koszty stałe, marżę i sprzedaż.

I tu jest jeden ważny element. O ile nie prowadzisz firmy już jakiś czas, nie wiesz tak naprawdę, ile będzie wynosiła sprzedaż. Oczywiście możesz to próbować oszacować, na przykład obserwując godzinę dziennie przez jakiś czas inne biznesy, podobne do twojego. Ale każda firma jest inna, a poza tym sprzedaż może się wahać z miesiąca na miesiąc.

Dlatego analiza finansowa zawsze powinna być wariantowa. Powinna zawierać kilka wariantów, od rozsądnie-pesymistycznego aż do super optymistycznego. Takie podejście pozwoli ci „zaprzyjaźnić się” z różnymi scenariuszami i mieć świadomość, co cię może czekać w zależności od tego, jak się sprawy ułożą.

Kiedy nie jesteś sam. Jak efektywnie pracować nad pomysłami, kiedy masz wspólników

Cnota ruszenia d… czyli jak przestać marzyć i wreszcie założyć firmę

Categories: Badanie rynku i testowanie pomysłu na biznes, Jak znaleźć pomysł na biznes, Mam pomysł na biznes, ale nie wiem jak zacząć i jak założyć firmę, Życie przedsiębiorcy. Jak zacząć i dać radę?|

Prokrastynacja to choroba nas wszystkich. Prokrastynacja – czyli inaczej odkładanie na później spraw, które są ważne i które popchnęłyby nas do przodu. Ale nie popchną, bo odkładamy na później.

Szczerze – ile czasu spędziłeś na oglądaniu stron internetowych swoich przyszłych konkurentów? Różnych firm, które robią dokładnie to, co ty chciałbyś robić, jak tylko już założysz firmę?

Pewnie sporo. Ale uspokoję cię: witaj w klubie!

W pewnym momencie to było moje ulubione zajęcie. Nie byłem co prawda tak całkiem zielony, bo wtedy już miałem swoją jedną firmę. Ale czytałem sporo o sukcesach takich firm jak GoPro czy Evernote, które powstały praktycznie w garażu – i marzyłem. Marzyłem, że też mógłbym coś takiego zrobić.

Dlaczego nie działałem?

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

Prokrastynacja

Prokrastynacja to inaczej odkładanie spraw. Najczęściej spraw ważnych, które zapewniłyby ci rozwój, a być może i pieniądze albo inne korzyści. Ona nie dotyczy tylko biznesu, ale wielu innych spraw.

Chcesz schudnąć, ale zamiast jeść mniej już dzisiaj – odkładasz to na jutro. Chcesz poprawić swój angielski – oczywiście od przyszłego tygodnia. Przestać angażować się w mało rokujące związki – 1 stycznia w przyszłym roku jest doskonałym terminem.

Tak samo jest z założeniem własnej firmy. Zamiast to zrobić, choćby w postaci działalności nierejestrowanej – podziwiasz firmę kogoś, kto nie czekał, tylko działał. I odkładasz. I odkładasz.

Jak z tym walczyć?

Na odchudzaniu się nie znam, więc nie pomogę.

Ale jeśli chodzi o firmę, to najczęściej odkładałem dlatego, że nie mogłem się zdecydować, co robić. Który pomysł na biznes wybrać. Bo bałem się błędu.

Strach przed błędem

Tak myślę, że ty też boisz się popełnienia błędu przy zakładaniu swojej firmy.

Jeżeli spodziewasz się teraz opowieści o tym, jakim sprytnym sposobem unikałem różnych błędów, to niestety – nie mam nic dla ciebie. Ale za to mam lepszą opowieść.

O tym, jak swoją pierwszą firmę założyliśmy z dwoma wspólnikami bez jakiegokolwiek pomysłu na to, czym się ma ona zajmować. Serio. Najpierw założyliśmy firmę, a potem zaczęliśmy powoli testować dwa pomysły na usługi. Szaleństwo? Tak. Ale po tym, jak nie wyszły pomysły na agencję pracy i biuro tłumaczeń, wpadliśmy na trzeci – fundusze unijne. I okazało się, że ten pomysł był napraaaaawdę dobry.

Albo inną opowieść o tym, jak z moją żoną zakładaliśmy prywatny żłobek – bez jakiegokolwiek pomysłu na marketing. Serio. Jakoś założyliśmy, że jak już będzie fajny żłobek, to klienci jakoś przyjdą. I wiesz co? Zaskoczę cię. Nie przyszli. Ale jak już wyglądało to słabo, to zaczęliśmy podejmować różne działania, z których ze dwa okazały się skuteczne. I żłobek działa do dzisiaj.

Jak zaczynałem Berrolię, brałem się za coś, na czym się kompletnie nie znałem. To też był błąd, który omal nie położył całego przedsięwzięcia. Dopiero teraz wiem, że biznes trzeba zacząć zupełnie inaczej:

  • wygenerować trochę dobrych pomysłów
  • sprawdzić je pod różnymi kątami
  • i z tych, które zostały, wybrać pomysł, który jest najbliższy twojemu doświadczeniu.

Ale dopiero dzisiaj wiem, jak do tego podejść. Wtedy miałem tylko fantastyczny pomysł na produkt i niezachwianą wiarę, że dam radę.

Popełniaj błędy! To fantastyczne uczucie

To wszystko brzmi jak festiwal katastrof. Ale wiesz co? Każda z tych firm mi się w końcu udała. I każda wygenerowała naprawdę porządne dochody.

I to pomimo tego, że w każdej z nich popełniłem mnóstwo błędów, nie tylko tych, które właśnie opisałem.

Bo błędy popełniałem, ale z czasem albo je naprawiałem, albo nie okazywały się takie straszne. I ty też będziesz je popełniać, niezależnie od tego, ile teraz będziesz czekać i się zastanawiać. Więc jeżeli boisz się błędu – wyluzuj.

Przy każdej rzeczy, którą zrobisz źle, będzie jeszcze kilka okazji, żeby to naprawić. Albo następnym razem zrobić inaczej. Albo przynajmniej zminimalizować skutki błędu.

Błędy i tak popełnisz, ale one nie zabiją twojego biznesu. Natomiast na pewno zabije twój biznes jedna rzecz – jeżeli nigdy nie zaczniesz działać. Prokrastynacja to prosty sposób na to, żeby żadna twoja firma się nie udała – bo nie może się udać coś, co nigdy nie zacznie działać.

Więc zacznij cokolwiek – handel na Amazon, na Allegro, proste usługi albo rękodzieło. Zobaczysz, że w trakcie twój pomysł na biznes będzie się zmieniał i dojrzewał, nawet jeżeli teraz nie jest 100% super!

PERFEKCYJNY pomysł na biznes. Kurs online z myślą o praktyce

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes, landing|

Witaj na moim kursie online

PERFEKCYJNY pomysł na biznes

Przejmij kontrolę nad swoim życiem i wystartuj z własnym biznesem
Witaj na moim kursie online

PERFEKCYJNY pomysł na biznes

Przejmij kontrolę nad swoim życiem i wystartuj z własnym biznesem.
„Jeżeli na początku oprzesz drabinę o złą ścianę, każdy Twój krok tylko przybliża Cię do nieodpowiedniego miejsca”

Steven Covey

Dlatego razem zadbamy o to, żebyś od początku oparł drabinę o właściwą ścianę.
Pracując z kursem PERFEKCYJNY pomysł na biznes stworzysz pomysł, który
  • będzie pasował do Twojego życia i Twojego charakteru
  • pozwoli Ci wystartować w 30 dni
  • przyniesie realne źródło dochodu.
Dlatego razem zadbamy o to, żebyś od początku oparł drabinę o właściwą ścianę.
Pracując z kursem PERFEKCYJNY pomysł na biznes stworzysz pomysł, który
  • będzie pasował do Twojego życia i Twojego charakteru
  • pozwoli Ci wystartować w 30 dni
  • przyniesie realne źródło dochodu.

Cześć. Nazywam się Michał Mackiewicz. Jestem seryjnym przedsiębiorcą, blogerem i profesorem ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim.

Stworzyłem ten kurs, żeby razem z Tobą wypracować dla Ciebie perfekcyjny pomysł na biznes. Zaczniemy od tego, gdzie jesteś i czego dokładnie potrzebujesz. Na kursie poznasz różne metody pracy kreatywnej. Zastosujesz je do stworzenia listy pomysłów, a potem wybierzemy z tej listy najlepszy. Taki, który będzie pasował do Twoich celów i Twojego życia.

I który da Ci realne pieniądze.

Z czego składa się kurs?

Tu się poznamy. Powiem Ci o samym kursie, o sobie i o tym, jakie strategie stosowałem w swoim życiu do wymyślania kolejnych pomysłów na biznes. W tym module są dwie lekcje:

  1. Jak jest zbudowany kurs i jak z niego korzystać
  2. Skąd brałem pomysły do moich własnych biznesów?

Zanim zajmiemy się konkretnymi strategiami, potrzebne jest zbudowanie w Tobie odpowiedniego nastawienia. Inaczej – podstaw, bez których byłoby trudno. Ale nie obawiaj się. Wiem dokładnie, co jest potrzebne:

  1. Po co ci biznes? Twoje cele i najważniejsze cechy firmy, którą chcesz założyć
  2. Zrób pierwszy krok. Stwórz sobie warunki do pracy nad własną firmą
  3. Pomysł skrojony na miarę, czyli Biznesowy Rachunek Sumienia
  4. Diagram zysku, czyli jak zapisywać kompletne pomysły na biznes
  5. Kiedy nie jesteś sam. Jak twórczo pracować nad pomysłami, kiedy masz wspólników

W tym module stosujemy strategie podstawowe. Są podstawowe, ale są też bardzo mocne. Strategie które nauczysz się stosować w tym module pozwolą na wypracowanie najważniejszych pomysłów na biznes – tych, które są głęboko osadzone w Twoim życiu i oparte na Twoich możliwościach.

  1. Pasja. Prawdopodobnie najgorsza strategia
  2. Hobby, czyli zarabiaj na rzeczach, w których jesteś dobry
  3. Własna potrzeba to często dobra inspiracja – ale nie zawsze
  4. Outsourcing ma potencjał
  5. Jak mądrze kopiować cudze modele biznesowe. I które warto.
  6. Franczyza – wszystko, co warto wiedzieć o kupowaniu modeli biznesowych

Te strategie to poziom zaawansowany. Tu już nie skupiasz się na bliskim otoczeniu, tylko myślisz szeroko. Stosujesz metody myślenia szerokiego, które pozwolą również na wypracowanie pomysłów na biznes w dużej skali.

  1. Przestrzeń dobrze/tanio/szybko
  2. Wymyśl nazwę i opakuj
  3. Ludzie, którzy nie mają czasu
  4. Ekologicznie
  5. Żyj w przyszłości
  6. Podstawowe potrzeby każdego człowieka
  7. Pomysły drugiego poziomu

Na tym etapie masz już listę pomysłów z różnych dziedzin. Teraz pora na wybór. W tym module zobaczysz, czym kierować się przy wybieraniu TEGO pomysłu. I dokonasz wyboru.

  1. Dwa oceany
  2. Skąd mam wiedzieć, czy znajdę klientów?
  3. Który pomysł jest dla mnie?

Każdy z moich biznesów powstał w oparciu o metody, których nauczę Cię w tym kursie. Jednym z nich była Berrolia – biznes, który prowadzę całkowicie po godzinach i który ostatnio przekroczył barierę 1,000,000 zł sprzedaży. Wiesz, jak powstał pomysł na Berrolię?

Jestem gadżeciarzem. Lubię samochody i lubię telefony. Szukałem dla siebie ładnego uchwytu na telefon, który pasowałby też do samochodu. Nie mogłem nic znaleźć – to, co było na rynku, to był plastikowy badziew. Jednocześnie mocno interesowałem się amerykańskim Kickstarterem. Zobaczyłem tam sporo „amatorskich” projektów. Zapaleniec lub kilku zapaleńców postanawia stworzyć produkt, którego nie są w stanie stworzyć wielkie korporacje.

Chciałem spróbować – i spróbowałem. Ale nie na pałę. Działałem z odpowiednią, sprawdzoną metodologią, która teraz jest częścią tego kursu. I poszło. Nasze uchwyty Berrolia wysyłamy od 5 lat w cały świat, a biznes „po godzinach” przekroczył już 1 mln złotych sprzedaży.

„Własna potrzeba” to jest jeden ze sposobów tworzenia dobrego pomysłu na biznes. Jest też wiele innych. Wszystkie poznasz i nauczysz się stosować na tym kursie.

Żebyś zobaczył, jak wygląda kurs, tu masz jedną z pierwszych lekcji. Nosi ona tytuł
Po co Ci biznes?

W odcinku mówię o materiałach do pobrania. Żeby je otrzymać, wpisz swój adres mailowy tutaj:

[mailerlite_form form_id=17]

Gdzie można kupić dostęp do kursu?

[fusion_woo_shortcodes][product sku=”pp01″][/fusion_woo_shortcodes]
Jeżeli coś nie jest jasne albo masz do mnie jakieś pytania, śmiało pisz do mnie na maila michal@zarabianienasniadanie.pl 

Do kiedy koronawirus? Najlepsza strategia dla przedsiębiorczych

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Chcę tak po prostu mieć więcej pieniędzy i czasu, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki|

Do kiedy będzie trwał kryzys? Do kiedy utrzyma się koronawirus i jego wpływ na gospodarkę? Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla przyjęcia właściwej strategii biznesowej. Pytanie – czy próbować przetrwać krótką burzę, czy lepiej przygotować się na długotrwały sztorm?

Jesteśmy w zupełnie innej rzeczywistości niż jeszcze dwa miesiące temu. Biznesy, które wydawały się nie do ruszenia, teraz stoją nad przepaścią. To jest właśnie szansa dla ciebie, o ile umiesz ją dostrzec i wykorzystać.

Kryzys jest głęboki i nie ma co do tego wątpliwości. Ale czy okaże się trwały? Bo od odpowiedzi na to pytanie zależy przyjęcie strategii.

  • Jeżeli koronawirus jest krótkotrwałym zjawiskiem, powiedzmy na 2-3 miesiące, to lepiej nic nie robić i przeczekać. Po co psuć biznesy, które działają.
  • Ale jeżeli epidemia ma potrwać rok lub dłużej, to nie da się tego tak po prostu przeczekać. Przynajmniej większość firm na to sobie nie może pozwolić. I taka strategia w ogóle nie ma sensu, bo strat, jakich firma narobi przez rok, nie odrobi się nigdy.

Jak widzisz, kluczowe jest pytanie: ile potrwa koronawirus? Wróżbitą nie jestem, ale umiem liczyć. (Wspominałem kiedyś, że z wykształcenia jestem statystykiem?)

Ile potrwa ten kryzys? Do wakacji?

Jest sporo opinii, że epidemia koronawirusa potrwa do wakacji, a potem zacznie się uspokajać. Dlaczego akurat „do wakacji”? Bo do tego czasu pochorują się ci, co mają chorować i potem infekcji będzie mniej.

Inaczej mówiąc, chodzi o „odporność populacyjną”. Polega ona na tym, że osoba chorująca nie ma już kogo zarażać, bo większość osób dookoła już jest odporna na koronawirusa. Bo już chorowali. Lekarze mówią, że taka odporność powstaje, kiedy chorobę przeszło już od 70 do 90% społeczeństwa. Czyli u nas – jakieś 30 milionów Polaków.

Żeby przy tym nie przeciążyć służby zdrowia, rząd stara się prowadzić politykę „spłaszczania krzywej zachorowań”. Wygląda mniej więcej tak:

Chodzi o to, żeby opóźniać zachorowania tak, żeby nie zatkał się system ochrony zdrowia. Żeby w danym momencie liczba chorych, którzy potrzebują intensywnej opieki medycznej, nie przekroczyła pojemności szpitali.

Ilu tych chorych będzie? Z różnych krajów płyną informacje, że 5% chorych (co 20 osoba) potrzebuje właśnie intensywnej terapii. Ile to będzie u nas?

30 milionów x 5% = 1,5 miliona ludzi

Sporo, prawda? Już widać, czego się boją rządy. Żaden system nie wytrzyma półtora miliona ludzi potrzebujących intensywnej terapii. Nie ma takiej możliwości.

Więc ile wytrzyma?

  • Przed epidemią było 4.500 łóżek na OIOM-ach.
  • Każdy chory leży w szpitalu około 2 tygodni. To znaczy, że rocznie da się na jednym łóżku na OIOM-ie hospitalizować 26 osób (bo rok ma 52 tygodnie).
  • Załóżmy optymistycznie, że uda się liczbę łóżek zwiększyć do 10 tysięcy.
  • Przy tej liczbie łóżek rocznie OIOMy „obsłużą” więc maksymalnie 260.000 osób, bo

26 x 10.000 = 260.000 osób

I to przy założeniu, że ludzie nagle przestaną mieć zawały, udary i inne wskazania do intensywnej terapii.

Ile więc musiałaby trwać epidemia, żebyśmy osiągnęli odporność populacyjną? Wystarczy proste dzielenie. Trzeba podzielić 1,5 mln chorych przez 260.000.

Wynik? Niecałe 6 lat. Tyle z pewnością nie przeczekamy.

To w końcu – do kiedy koronawirus będzie z nami?

Więc widzisz. O żadnym „do wakacji” nie może być mowy. Niestety. A w żaden inny sposób wirus nie wyginie. Ani nigdzie sobie nie pójdzie.

Do kiedy więc będzie z nami koronawirus? Jak skończy epidemia epidemia? Na jeden z dwóch sposobów.

  • Wynaleziona zostanie szczepionka.
  • Powstaną jakieś inne leki, które zmniejszą zagrożenie życia w przypadku infekcji.

Tak czy inaczej, mówimy o roku. Nie o dwóch czy trzech miesiącach.

Przeczekanie epidemii. Możliwe?

Strategia zwykłego przeczekania koronawirusa jest dobra, jeżeli kryzys trwa 2-3 miesiące. Wtedy lepiej nic nie ruszaj. Po co zmieniać biznes, który działa.

Ale zupełnie inna sprawa, kiedy kryzys utrzymuje się dłużej – pół roku albo rok. Wtedy jest duża szansa, że skończysz jako życiowy bankrut. Bo czynsz, bo pracownicy, bo inne koszty stałe. I po epidemii, kiedy będzie moment, żeby wejść na wygłodniały rynek, ty nie będziesz miał z czym.

Dlatego strategia przeczekania nie jest dobrym wyborem w przypadku kryzysu, który będzie trwał tak długo. Pamiętaj, że on będzie wynikał nie tylko bezpośrednio z epidemii koronawirusa. Jeszcze bardziej zauważalne będzie to, że część społeczeństwa kompletnie nie będzie miała pieniędzy. Praktycznie na nic, poza jedzeniem. To jeszcze pogłębi skutki epidemii.

Co zamiast przeczekania?

Jeżeli już nie masz zamówień, albo zaraz ich nie będzie, lepiej nie czekaj.

Najbardziej oczywistą rzeczą jest pozbycie się kosztów stałych. Czyli czynszów, leasingów i pracowników. Wiem, że przy każdej takiej operacji aż boli serce. Bo każdy z tych elementów został wypracowany, sprawdzony i dobrze wpisuje się w działanie firmy.

Ale co wolisz – utrzymać firmę, czy utrzymać siebie?

Możesz też od razu zamknąć firmę. Boli? Tak, wiem. Wiem, bo przechodziłem proces przyspieszonego zamykania firmy, która zatrudniała kilkadziesiąt osób. Ale tylko dzięki temu udało się uratować finansowe efekty dziesięcioletniej pracy. Gdybyśmy próbowali sztucznie podtrzymywać życie firmy, poszłyby na to oszczędności, a efektem byłaby tylko dłuższa agonia.

Poza tym pomyśl:

Czy tracisz najważniejszy element firmy?

Nie. Bo najważniejszym elementem firmy nie jest budynek, leasing czy kontakty handlowe. Najważniejszy jesteś Ty. To, co wiesz. Twoja znajomość branży i potrzeb klientów.

Jak tylko kryzys się skończy, odbudujesz wszystko. Lepsze. Bez błędów młodości. Bez zaszłości i pracowników, którzy nie do końca się sprawdzali, ale z którymi żal się było rozstawać.

A zaraz po kryzysie gospodarka wybuchnie. Ludzie będą wytęsknieni wszystkiego. Rzeczy. Spotkań. Rozrywki.

W tym stanie wygrają ci, którzy pod koniec epidemii będą mieli dwie rzeczy:

  • wiedzę
  • trochę pieniędzy na start.

Tej pierwszej nie stracisz. Tego drugiego nie daj sobie odebrać przez próby ratowania firmy, która chwilowo nie ma zamówień.

I taka uwaga na koniec. To jest moja opinia, oparta na takim oglądzie sytuacji, jaki ja mam. Mogę się mylić, nie mam monopolu na nieomylność. Dlatego jakiekolwiek decyzje podejmuj po sprawdzeniu wielu, różnych źródeł. 

AdWords. Ile realnie kosztuje i dlaczego TAK DUŻO??

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki, Skąd wziąć klientów? Marketing i sztuka sprzedaży|

Klient z reklam AdWords to dobry klient. Nie marudzi, nie zalega z płatnościami. Dlatego często zakładasz, że „klientów pozyskam z reklam na Google”. Ale czy taki klient jest tani? Ile faktycznie kosztuje jego zdobycie?

Każda początkująca firma ma taki problem. Robisz stronę internetową. Odpalasz. Czekasz. Nikt nie przychodzi. Wrzucasz linka na Facebooka. Weszły 3 osoby. Panikujesz. Biznes plan się sypie.

Co zrobić? Aaa, trzeba kupić ruch, z którym przyjdą przyszli. Najpopularniejszym sposobem jest Google AdWords, czyli reklamy tekstowe w wyszukiwarce Google.

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

Sam zacząłem przygodę z AdWords dawno temu, przy okazji prowadzenia agencji badań rynku. Pozyskiwaliśmy z reklam Google klientów. Kosztowało to sporo i było frustrujące. Pamiętam uczucie, kiedy budżet reklamowy znikał w oczach, a klientów nie było.

Już wtedy przyszło mi do głowy, że może te AdWords nie nadają się do wszystkich biznesów. Że są takie, które na tych reklamach kwitną i takie, gdzie to jest kompletna strata pieniędzy. I okazało się, że miałem rację.

Do której grupy ty się zaliczasz?

Ile kosztują Google AdWords?

Zacznijmy od tego, że nie będę tu szczegółowo opisywał, jak ustawić reklamy na Google AdWords. Jest w sieci mnóstwo poradników na ten temat, np. tu i tu i tu. W sumie całe działanie sprowadza się do:

  1. założenia konta na stronie AdWords
  2. dodania karty płatniczej, którą będziesz płacić za reklamy
  3. określenia słów w wyszukiwarce, przy których będą się wyświetlać twoje reklamy (np. „social media Łódź” albo „tanie ubezpieczenie OC”)
  4. stworzenia treści kilku reklam, które będą się naprzemiennie wyświetlać.

Aha, i trzeba jeszcze pomyśleć, na jaką stronę ma być przekierowany klient, kiedy już kliknie twoją reklamę.

To jest tzw. strona lądowania (landing page) i jej treść tak naprawdę zdecyduje o tym, czy zainteresowany zmieni się w kupującego. O stronach lądowania będzie inny artykuł. Przykład takiej strony lądowania możesz zobaczyć tutaj.

Chwilowo ważne jest jedno: Google’owi płacisz za każdym razem, kiedy ktoś kliknie na twoją reklamę. To jest tzw. model płatności PPC, czyli pay-per-click.

Ile płacisz za takie kliknięcie? To zależy od branży. Są branże, w których kliknięcia są bardzo tanie, typu kilkadziesiąt groszy. Są też takie, w których to jest kilkadziesiąt złotych. Jak się możesz logicznie domyślić, najdroższe kliknięcia są tam, gdzie na jednym kliencie zarabia się najwięcej. Są to ubezpieczenia, kredyty i mieszkania deweloperskie.

Ale w większości typowych branż za kliknięcie zapłacisz między 2 a 5 zł. Jeżeli nie sprzedajesz ubezpieczeń ani kredytów hipotecznych, to możesz przyjąć, że będziesz płacić około 3 zł za każdego klienta, którego Google przekieruje na twoją stronę.

Ile kosztuje KLIENT z AdWords?

Wyobraź sobie, że 1000 osób kliknie na twoją reklamę. Przy stawce 3 zł zapłacisz razem 3000 zł.

Ilu z nich kupi? To zależy od

  • jakości twojej oferty – na ile odpowiada na realne potrzeby?
  • ceny
  • jakości strony lądowania.

W handlu internetowym jest takie pojęcie jak współczynnik konwersji.

Wiem, że brzmi poważnie. Ale sama idea jest dość prosta. On mówi po prostu, ile procent osób, które odwiedzą twoją stronę, faktycznie coś kupi.

Typowa wartość tego współczynnika konwersji to od 0,5% do 2%. Czyli z 1000 osób, które wejdą na twoją stronę, będziesz mieć od 5 do 20 transakcji.

Przyjmijmy, że twój współczynnik konwersji wynosi 1% (chociaż ja się trochę natrudziłem, żeby tę wartość osiągnąć – na początku był bliżej 0,4%).

To znaczy, że z 1000 kliknięć na reklamy AdWords będziesz mieć 10 klientów i zapłacisz średnio 300 zł za 1 klienta.

Dużo? Ano dużo. Bardzo.

Co zrobić, żeby reklamy Google były tańsze?

Czy da się taniej?Da się.

Coś innego niż AdWords

Na przykład możesz całkowicie zrezygnować z AdWords i przejść na inne sposoby pozyskiwania ruchu, takie jak

  • reklamy na Facebooku
  • content marketing
  • pozycjonowanie
  • rozwijanie własnych kanałów social media.

Każdy z tych sposobów ma swoje plusy i minusy. O tym, czy stosować Google AdWords czy reklamy Facebooka mówię na przykład w tym filmiku:

Jeżeli mimo wszystko chcesz zostać przy AdWords, masz do wyboru trzy sposoby:

  • zoptymalizuj stronę lądowania
  • zastosuj lejki sprzedażowe
  • spraw, żeby klienci wracali.

Optymalizacja strony lądowania

Warto przetestować różne wersje strony lądowania. Czasem drobne zmiany mogą powodować bardzo dobre efekty. Możesz testować

  • różne zdjęcia
  • różne opisy
  • kolejność sekcji
  • długość strony. Strona może mieć 3 sekcje (główne zdjęcie, opis w punktach i przycisk „Kupuj”), a może mieć i 15. Zasada jest taka, że im tańszy produkt, tym krótsza powinna być strona lądowania.

Jeżeli dzięki temu podniesiesz konwersję z 0,5% na 1,5% to przy cenie 2 zł za kliknięcie twój koszt pozyskania klienta spadnie z 400 do  130 zł.

Lejki sprzedażowe

Innym sposobem jest użycie tzw. lejków sprzedażowych. Inaczej mówiąc

  1. na twojej stronie lądowania nie ma przycisku kup
  2. zamiast tego jest coś darmowego i atrakcyjnego do pobrania, ewentualnie kupon zniżkowy, ale klient musi w tym celu zostawić swój adres email
  3. na taki adres mailowy wysyłasz maile, miejmy nadzieję że ciekawe – i przywiązujące klienta do ciebie
  4. co jakiś czas wysyłasz na maila jednorazowe oferty handlowe.

Brzmi pracochłonnie? Tak. Ale:

  • jeżeli 10% osób zostawi u ciebie adres mailowy
  • do tych osób wyślesz różne akcje mailowe
  • z tego połowa coś faktycznie u ciebie kupi

to konwersje zwiększą się do 5%. To znaczy, że przy cenie 2 zł za kliknięcie koszt pozyskania jednego klienta spadnie do 40 zł.

Powracający klient

Ostatni, najlepszy sposób to skłonienie klientów, żeby do ciebie wracali.

Na tym opiera się na przykład działalność księgarni internetowych. Jednorazowo ponoszą koszt pozyskania klienta, ale potem próbują mu sprzedać kilka kolejnych książek. W ten sposób koszt sprzedania jednej książki mocno się zmniejsza.

Podsumowanie

Drogo? Tak. Google AdWords są niezwykle skuteczną metodą pozyskiwania płacących klientów – i dlatego są takie drogie.

Jednocześnie jest kilka sposobów na obniżenie ostatecznego kosztu zdobycia jednego płacącego klienta. Jednak nie zdziw się, jeżeli na początku wydasz tysiąc czy kilka tysięcy złotych i będzie stąd zaledwie kilku klientów. Tak się często zdarza.

Jeżeli jednak nauczysz się te reklamy tworzyć i odpowiednio kierować, będą one doskonałym źródłem klientów.

I na koniec przykład z mojego podwórka. Czy próbowałem reklamować Berrolię przy pomocy Google AdWords? Tak. Czy dało to dobre efekty? Nie. Bo większość klientów wpisuje „samochodowy uchwyt do telefonu” i nastawia się na produkt za 40 zł. Bardzo niewielka grupa jest gotowa zapłacić 5 razy tyle za lepszy produkt.

W takiej sytuacji konwersja jest rzędu 0,5% i koszt pozyskania klienta może wynieść i 400 zł. Jak się domyślasz, w moim przypadku to kompletnie nie ma sensu. 🙂

50 faktów o własnej firmie, o których się głośno nie mówi

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Jak znaleźć pomysł na biznes, Mam pomysł na biznes, ale nie wiem jak zacząć i jak założyć firmę, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki, Życie przedsiębiorcy. Jak zacząć i dać radę?|

W internecie ludzie łatwo popadają w skrajności. Piszą, że własna firma to taniec na płatkach róż. Albo że przeciwnie, przekleństwo, zło i porażka. A tak naprawdę w prowadzeniu firmy jest dużo rzeczy dobrych i też sporo trudnych. Ale większości z nich i tak nie widać, dopóki nie spróbujesz.

Dlatego pokazuję listę 50 faktów, które zobaczyłem przez 13 lat prowadzenia firmy. A właściwie wielu firm. I tych jednoosobowych, i tych dużych, zatrudniających kilkadziesiąt osób.

Gotowy? Zaczynamy!

  1. Kontrahenci zawsze spóźniają się z płaceniem faktur. Z wyjątkiem e-commerce.
  2. Naprawdę możesz dopasować godziny pracy do siebie i swoich potrzeb. To nie mit. To fakt.
  3. Najtrudniejsze jest zatrudnienie pierwszego pracownika. To prawie na 100% będzie fakap. I nie ma się co tym przejmować – po prostu wyciągaj wnioski.
  4. Warto się nauczyć delegowania zadań, żeby nie pracować 16 godzin dziennie.
  5. Warto zatrudnić pracownika, jeżeli jest on co najmniej w jednej rzeczy od ciebie lepszy.
  6. W internecie jest mnóstwo bzdurnych porad o prowadzeniu firmy, pisanych przez ludzi którzy nigdy nie prowadzili biznesu.
  7. Większość blogerów którzy doradzają o prowadzeniu firmy prowadziła tylko jeden biznes – blog.
  8. Kiedy już się trochę rozwiniesz, możesz łatwo zapomnieć o tym, jak ważni są klienci. Wiele firm tak właśnie upadło.
  9. Czas wolny magicznie znika sam. Musisz świadomie pracować, żeby nie zniknął zupełnie.
  10. To nie jest tak, że nie masz szefa. Twoim nowym szefem jest twój klient.
  11. Najtrudniejsza jest sprzedaż. Zawsze.
  12. Marketing to nie reklamy. Marketing zaczyna się wtedy, kiedy wybierasz co chcesz robić i dla kogo.
  13. 90% problemów prawnych możesz rozwiązać przy pomocy Google. Jeżeli 3 źródła mówią z grubsza to samo, to prawdopodobnie tak właśnie jest.
  14. Zanim zaczniesz się bać urzędu skarbowego, pójdź tam i porozmawiaj. Często trafiają się tam przyjazne osoby.
  15. Ktoś, kto dał radę prowadzić firmę jednoosobową, potem okazuje się często beznadziejny jako szef.
  16. Firmy upadają dlatego, że ludzie nie potrzebują ich produktów. Wszystkie inne problemy są tylko pochodną tego pierwszego.
  17. Najcenniejszy klient to wracający klient.
  18. Klienci zrozumieją, jak powiesz, że masz wakacje. To tylko tobie się wydaje, że jesteś niezastąpiony.
  19. Przez pierwszy rok nie będzie zysku. Obojętnie, co robisz.
  20. Dużo czytaj. W książkach jest więcej niż w internecie.
  21. Założenie firmy kosztuje 2x tyle, ile początkowo zakładałeś.
  22. Wszystkie oszałamiające sukcesy, które podziwiasz, zaczęły się od wielu lat pracy i masy porażek.
  23. Porażki nie są złe. Jak już wypróbujesz wszystkie złe rozwiązania, to na końcu zostanie jedno – to właściwe.
  24. Klient z internetu będzie cię przez pierwszy rok kosztował co najmniej tyle samo, co twoich konkurentów. A prawdopodobnie więcej.
  25. Klient z internetu jest bardzo drogi. Możesz tylko zdecydować, komu chcesz za niego zapłacić: Facebookowi, Google czy firmie od pozycjonowania.
  26. Jeżeli coś jest bardzo ważne dla działania twojej firmy, musisz się tego nauczyć, przynajmniej na podstawowym poziomie. Chociażby po to, żeby kontrolować ludzi, którzy to robią.
  27. Firmy od pozycjonowania jak ognia unikają rozliczania za efekty. Prawdopodobnie dlatego, że większość z nich nie przynosi żadnych efektów.
  28. Z grafikiem nie da się podpisać takiej umowy, żeby chroniła twoja prawa. Dlatego sprawdzony grafik jest trzy razy lepszy niż tani grafik. To samo dotyczy firm od stron internetowych.
  29. Jak zatrudnisz drugiego pracownika, od razu zdecyduj który z tych dwóch ma być szefem. Bo inaczej, jak tylko wyjdziesz z firmy, zaczną się nakręcać przeciwko tobie.
  30. Stres jest normalnym elementem prowadzenia firmy. Nie ma cię osłabiać. Ma cię wzmacniać. Ma być jak ćwiczenia na siłowni.
  31. Uważaj na pracoholizm. Jest bliżej niż myślisz.
  32. Wystrzegaj się biur księgowych, które zatrudniają trzy osoby. To siedliska zła i niekompetencji.
  33. Musisz znać się na wszystkim. Dlatego koniecznie trzymaj w górnej szufladzie biurka śrubokręt i kombinerki.
  34. Jeżeli pracownik przychodzi do ciebie z problemem, którego nie umie rozwiązać, nie daj sobie wmówić, że to jest teraz twój problem. Nie. Musi wiedzieć, że to jest nadal jego problem.
  35. Sprzedawcy w małej firmie będą ci wmawiać, że ich pracy nie da się rozliczyć, bo nie masz znanej marki. To nieprawda.
  36. Musisz się znać na sprzedaży. Tego jednego zadania nie da się w 100% delegować.
  37. Własna strona wcale nie powoduje napływu klientów. Musisz się jeszcze mocno napracować, żeby ktoś tę stronę odwiedził.
  38. Tylko w ostateczności decyduj się na płatne usługi internetowe. W 90% przypadków wystarczą te darmowe.
  39. Badania rynku są zwodnicze. Nie będziesz wiedział, czy produkt się przyjmie, dopóki prawdziwi ludzie nie zaczną za niego płacić prawdziwych pieniędzy.
  40. Jeżeli nie jesteś w stanie w 3 zdaniach opisać swojego pomysłu na własną firmę, to prawdopodobnie masz zły pomysł.
  41. W małej firmie pracownik jest największym kosztem. I problemem.
  42. Żadna firma nie wyżyje długo z jednego produktu. Zaraz jak twój produkt osiągnie sukces, pracuj nad następnym.
  43. Klienci mogą przestać kupować twoją ofertę nagle i bez wyraźnego powodu.
  44. We własnej firmie nie musisz nikogo prosić o podwyżkę. Podwyżkę sobie wypracowujesz.
  45. W odróżnieniu od etatu, we własnej firmie nie ma żadnego obiektywnego limitu tego, ile zarabiasz.
  46. Jak już wypróbujesz pracowanie w domu, zobaczysz, że to wcale nie takie przyjemne jak myślałeś.
  47. Jak raz zaczniesz prowadzić swoją firmę, zaczniesz dostrzegać biznesowe możliwości wszędzie dookoła.
  48. Prowadzenie biznesu to nie będzie tylko twój zawód. To będzie zupełnie nowy sposób patrzenia na świat.
  49. Po roku prowadzenia firmy po godzinach zaczniesz awansować w swojej głównej pracy.
  50. Po roku prowadzenia firmy zobaczysz, o ile więcej wiesz, umiesz i rozumiesz niż ludzie, którzy cały czas są tylko na etacie. To jest przepaść.

Spytałem znajomą, która produkuje ekologiczne ubrania dla maluszków, co może jeszcze dodać do mojej listy. Powiedziała „To jest fajne, ta własna firma. Ale nie da się opowiedzieć komuś, kto nie spróbował.”

I to jest chyba najlepsze zakończenie wyliczanki 🙂

Działalność nierejestrowana 2020. Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Finanse. Co zrobić, żeby zarabiać?, Zakładanie firmy i formalności|

Kiedy zaczynasz biznes, masz przed sobą jedno wyzwanie – przetestować pomysł na biznes. Działalność nierejestrowana to sposób na przetestowanie pomysłu bez ponoszenia wysokich kosztów.

Działalność nierejestrowana (nierejestrowa) to jest taka forma działalności gospodarczej w której możesz robić wszystko to, co robi przedsiębiorca, a pomimo to nie podlegasz prawie żadnym obowiązkom. Nie musisz mieć wpisu do Ewidencji Działalności Gospodarczej CEIDG czy rejestrować się jako płatnik ZUS.

Inaczej mówiąc, prowadząc ten rodzaj działalności, możesz:

  • sprzedawać produkty bezpośrednio, przez Allegro albo przez własny sklep internetowy
  • świadczyć usługi, zarówno firmom, jak osobom prywatnym
  • wystawiać rachunki
  • posługiwać się nazwą handlową
  • wynająć lokal na działalność (chociaż to się raczej nie opłaci – patrz dalej)
  • mieć wizytówki, pieczątkę i papier firmowy.

O tej formie działalności pisałem już w tym wpisie, który zresztą okazał się najpopularniejszym artykułem 2019 roku.

Kiedy mogę prowadzić działalność nierejestrowaną?

Są dwa główne warunki prowadzenia działalności nierejestrowanej:

  • w żadnym miesiącu kalendarzowym twoje przychody nie mogą przekroczyć połowy minimalnej płacy (czyli w 2020 roku poziomu 1300 zł)
  • w ciągu ostatnich 5 lat (60 miesięcy) nie prowadziłeś działalności gospodarczej (mowa tu o jednoosobowej działalności gospodarczej bądź spółce osobowej).

Czym działalność nierejestrowana różni się od normalnej działalności gospodarczej?

Działalność nierejestrowa ma przede wszystkim kilka zalet w stosunku do jednoosobowej działalności gospodarczej.

  • Nie podlegasz obowiązkowi rejestracji w ewidencji działalności gospodarczej (CEIDG)
  • Możesz pominąć rejestrowanie się w ZUS i urzędzie skarbowym jako przedsiębiorca
  • Nie płacisz regularnych, comiesięcznych składek ZUS
  • Najczęściej nie ma potrzeby wynajmowania księgowej do comiesięcznych obowiązków księgowych, dzięki czemu oszczędzasz od kilkudziesięciu do ponad 200 zł miesięcznie.

Główną wadą w stosunku do normalnej działalności jest jej skala. Prowadząc działalność nierejestrową z definicji nie zarobisz więcej niż 1300 miesięcznie, a w praktyce będzie to raczej sporo mniej.

Dlatego taki rodzaj działalności raczej nie nadaje się na poważne źródło utrzymania (chyba, że mieszkasz w lesie i żywisz się korzonkami). Ja traktuję go raczej jako sposób przetestowania pomysłu na biznes i sprawdzenia, czy mam klientów – jeszcze zanim wejdę w poważne koszty prowadzenia firmy.

Czy działalność nierejestrowaną może prowadzić osoba niepełnoletnia?

Najkrócej – nie. Jako osoba niepełnoletnia jesteś co prawda osobą fizyczną, ale nie masz pełnej zdolności do czynności prawnych. Dlatego niestety nie możesz prowadzić działalności nierejestrowanej.

Jednak dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych. Widzę dwa sposoby, żeby to ominąć:

  • spytać kogoś z rodziny, czy możesz na jego konto prowadzić działalność,
  • sprawdzić ofertę inkubatorów przedsiębiorczości – niektóre dają taką możliwość.

Czy mogę posługiwać się logo i nazwą handlową?

W tym temacie jest wiele nieporozumień.

Odpowiedź brzmi – tak, możesz. Możesz się nazwać „ABC Trading” albo „International Export-Import Polska”, albo użyć jednego z darmowych generatorów doskonale brzmiących nazw, które umieściłem w tym artykule []. Następnie możesz tę nazwę umieścić na szyldzie, papierze firmowym albo na pieczątce – i nikt ci nic nie zrobi.

To samo dotyczy graficznego logo. Jedynym ograniczeniem są zarejestrowane znaki towarowe innych firm. Korzystanie z nazwy lub logo łudząco podobnych do innej, zarejestrowanej marki może się skończyć pozwem cywilnym – a tego byś nie chciał.

Inna sprawa, że stroną umowy jesteś zawsze ty jako osoba. Więc na umowach czy rachunkach musi się koniecznie znaleźć twoje imię i nazwisko.

Jaką mogę zarejestrować domenę, kiedy prowadzę działalność nierejestrowaną?

Dowolną. Nie ma żadnych ograniczeń. O ile domena nie jest zajęta, to nie ma żadnych przeszkód, żebyś zarejestrował dowolną domenę i postawił na niej stronę www swojej firmy.

Podobnie jest zresztą z profilem na Facebooku czy innych platformach. Możesz go zarejestrować pod wybraną nazwą albo pod nazwą z imieniem i nazwiskiem – co lepiej pasuje do twojej działalności.

Czy przy działalności nierejestrowej muszę płacić ZUS?

Są dwie odpowiedzi na to pytanie.

Krótka odpowiedź – zasadniczo nie. Na pewno nie musisz się rejestrować w ZUS i odprowadzać co miesiąc składek.

Ale żyjemy w Polsce i każdą prostą rzecz można skomplikować.

Jeżeli świadczysz usługi, to ZUS może je potraktować jako umowy zlecenia. I wtedy masz obowiązek odprowadzania od nich składek według przepisów ogólnych. Ta sprawa nie jest uregulowana w ustawie i w praktyce podlega za każdym razem interpretacji ZUS.

Ten problem jest tylko z usługami, natomiast nie dotyczy wytwarzania i sprzedawania produktów. Jeżeli robisz produkty typu rękodzieło albo sprzedajesz coś przez Amazon, składki ZUS cię nie obowiązują.

Jednak, jeżeli chcesz świadczyć usługi, lepiej przejdź się do swojego oddziału ZUS i spytaj, jak oni traktują działalność nierejestrowaną. Albo powiedzą od razu, albo poproszą cię o napisanie pisma o wydanie indywidualnej interpretacji. Tak czy tak – dowiesz się, na czym stoisz.

Jak się ma działalność nierejestrowana do ZUS na start?

Działalność nierejestrowa nie ma nic wspólnego z Ulgą na start czy obniżonym ZUS przez pierwsze dwa lata działalności. Po prostu w oczach ZUS nie jesteś przedsiębiorcą – i tyle.

Jeżeli będziesz przez jakiś czas prowadzić działalność nierejestrową, a potem twoja działalność się rozwinie, to będziesz nadal traktowany jak początkujący przedsiębiorca. Kiedy z formy nierejestrowanej przejdziesz na jednoosobową działalność gospodarczą, to nadal będzie ci przysługiwać 6 miesięcy ulgi na start i 24 miesiące obniżonego ZUS.

Przy jakich rodzajach działalności mogę prowadzić działalność nierejestrowaną?

W skrócie – przy większości rodzajów działalności nie ma przeciwwskazań, żeby robić to jako działalność nierejestrową.

Natomiast prawo działa w drugą stronę. Przy pewnych rodzajach taka forma działalności jest wykluczona. Dotyczy to tych biznesów, które podlegają koncesji, zezwoleniu albo wymagają wpisu do rejestru działalności regulowanych.

Tych rodzajów działalności jest całkiem sporo, jednak większość z nich nie ma praktycznego znaczenia dla działalności nierejestrowanej. Nie spodziewam się, że w tej formie będziesz prowadzić np. giełdę towarową albo kopalnię węgla.

Jednak jest kilka rodzajów, przy których mogę sobie wyobrazić działalność nierejestrową, natomiast prawo wprost tego zabrania. Są to na przykład:

  • ochrona osób i mienia, czyli działalność agencji ochrony
  • usługi detektywistyczne
  • prowadzenie działalności w zakresie gier losowych
  • instalacje lub naprawa niektórych rodzajów przyrządów pomiarowych, w tym tachografów
  • przechowywanie dokumentacji osobowej i płacowej pracodawców, czyli archiwum akt osobowych
  • prowadzenie praktyki lekarskiej
  • prowadzenie indywidualnej praktyki pielęgniarek lub położnych
  • sprzedaż napojów alkoholowych
  • wyrób i rozlew wyrobów winiarskich, wyrób lub rozlew napojów spirytusowych
  • organizowanie imprez turystycznych
  • usługi pośrednictwa pracy, doradztwa personalnego, poradnictwa zawodowego, pracy tymczasowej.

Pełną listę znajdziesz na tej stronie. Jeżeli twojej działalności nie ma na tej liście, to nie ma przeszkód, żebyś prowadził działalność nierejestrowaną.

Chyba że…

Jest jeszcze jedno ograniczenie. Nie jest to wprost zapisane w ustawach, ale przy pewnych rodzajach produktów i usług jesteś zobowiązany do bycia płatnikiem VAT. Wtedy w praktyce też nie da się prowadzić działalności nierejestrowanej.

Więcej o tym ograniczeniu przeczytasz pod pytaniem dotyczącym działalności nierejestrowanej i podatku VAT.

Co to są przychody z działalności nierejestrowanej i jak je obliczyć?

Przychody to jest wartość twojej sprzedaży. Nie myl ich z dochodami, bo dochody to inaczej zysk, czyli różnica między przychodami a kosztami.

Czyli licząc przychody z działalności nierejestrowanej musisz zsumować całą sprzedaż z danego miesiąca, ale bez odejmowania kosztów.

Tu jest pewien trik. Prawo, trochę sprzecznie z intuicją, mówi o „przychodach należnych”. Słowo „należny” znaczy, że np. w lutym trzeba uwzględnić nie tylko faktyczne wpłaty od klientów, które wpłynęły na konto w lutym. Trzeba też doliczyć wystawiony w lutym rachunek, którego klient jeszcze nie zapłacił.

Oczywiście ma to też dobrą stronę. Przychodem należnym w lutym nie będzie dla odmiany wpłata od klienta za fakturę, którą wystawiłeś w styczniu. Dzieje się tak, bo ta kwota została już uwzględniona w przychodach należnych w styczniu.

Niestety, jeżeli prowadzisz działalność nierejestrowaną, musisz ciągle kontrolować ten przychód należny. Jego suma nie może przekroczyć w żadnym miesiącu połowy minimalnej pensji. Jeżeli tak się stanie – masz obowiązek zarejestrowania działalności gospodarczej. Chociaż możesz się jeszcze ratować. O sposobach na ratowanie się z takiej sytuacji piszę pod jednym z kolejnych pytań.

Masz więcej pytań?

Przygotowałem darmowy materiał o działalności nierejestrowanej. Odpowiadam w nim na wszystkie te pytania, plus na wiele innych:

  • Kto i kiedy sprawdza, czy nie przekraczam limitu przychodów?
  • Co mam zrobić, kiedy zbliżam się do limitu przychodów w działalności nierejestrowanej?
  • Czy kiedy przekroczę limit, to z automatu staję się przedsiębiorcą? Co wtedy robić i czy mogę się jakoś ratować?
  • Jakie mam obowiązki? Czy muszę prowadzić rejestr klientów?
  • Czy płacę podatek dochodowy (PIT)?
  • Jaka obowiązuje mnie deklaracja PIT i jak obliczyć podatek?
  • A co z podatkiem VAT? Czy go płacę i ile?
  • Słyszałem, że kwoty mogą być netto albo brutto. O co chodzi i jak to się ma do działalności nierejestrowej?
  • Czy muszę mieć kasę fiskalną?
  • Czy wystawiam faktury lub rachunki? Jak taki rachunek powinien wyglądać?
  • Jakie jeszcze mam obowiązki, kiedy prowadzę działalność nierejestrowaną?

[mailerlite_form form_id=16]

(Jeżeli za chwilę nie dostaniesz ode mnie maila, sprawdź w spamie!)

Czego najbardziej potrzebujesz?

Categories: Badanie rynku i testowanie pomysłu na biznes|

W ciągu najbliższego miesiąca chcę stworzyć pierwszy kurs internetowy. I chciałbym, żeby dostarczył Ci dokładnie tego, co potrzebujesz. Dlatego mam do ciebie 2 pytania.

Po wysłaniu odpowiedzi kod zniżkowy o wartości 59 zł. Będziesz mógł go wykorzystać przy zakupie jednego z moich kursów o zakładaniu swojej firmy, które niedługo będą tu dostępne.

Tę ankietę stworzyłem przy pomocy Formularzy Google. Jedyne co dostanę, to wypełnione przez Ciebie pola odpowiedzi. Nie będę znał żadnych Twoich danych – ta ankieta jest całkowicie anonimowa.

Pomysły na biznes 2020. Część 2 – Rękodzieło

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes|

Co powiesz na pomysł na biznes, który możesz robić po godzinach – i to jeszcze taki, który jest związany z twoim hobby? Kiedy gotujesz, fotografujesz albo robisz przedmioty z drewna, możesz nie tylko zrealizować drzemiący talent, ale też pokonać rutynę pracy za biurkiem. I zarobić pieniądze.

Jeżeli o tym jeszcze nie myślałeś, to twoje hobby może być źródłem dochodu i pomysłem na biznes. Zwłaszcza takie hobby oparte na twoich umiejętnościach manualnych, znajomości obróbki drewna, szycia czy gotowania.

Taki biznes po godzinach wcale nie wymaga wielkich działań: dużych inwestycji, rezygnacji z etatu czy zmiany twojego życia o 180 stopni. Jest wręcz przeciwnie: znacznie lepsze wyniki ludzie osiągają, kiedy zaczynają od małych kroków: zrób; wrzuć na Instagram; sprzedaj; powtórz.

W ten sposób stopniowo uczysz się, czego potrzebują klienci. Uczysz się marketingu i reklamy. Sprawdzasz, na ile zyskowne jest twoje przedsięwzięcie. A na końcu możesz rzucić etat – albo i nie. Ja na przykład nigdy, robiąc kolejne firmy, nie odszedłem z etatu. I bardzo sobie to chwalę.

A teraz do rzeczy.

Pomysł 1. Rękodzieło i Etsy

Jeżeli robisz biżuterię, ręcznie wytwarzane noże albo hobbystycznie zajmujesz się renowacją mebli, każdą z tych rzeczy możesz sprzedawać za pośrednictwem dużej, międzynarodowej platformy Etsy. Etsy jest podobne do Allegro, ale jest nastawione właśnie na rzemieślnicze produkty, robione pojedynczo, albo w krótkich seriach. Sprzedaż przez tę platformę ma kilka zalet:

  • Do założenia konta nie musisz zakładać firmy.
  • Masz od razu dostęp do milionów kupujących z całego świata
  • Etsy ma skonfigurowane wszystkie popularne kanały płatności, w tym kartami kredytowymi i PayPalem.

Jedyny minus jest taki, że do handlu na Etsy wymagana jest dość dobra znajomość języka angielskiego, bo komunikacja z kupującymi jest najczęściej po angielsku.

Wystawianie przedmiotów jest proste. Nie różni się specjalnie od wystawienia aukcji na Allegro czy ogłoszenia na Olx. Co ważne, oprócz jakości samych produktów, warto zadbać o naprawdę dobre zdjęcia. Bo kupujący na Etsy kupują głównie oczami.

Pomysł 2. Własny produkt inspirowany Kickstarterem

Jeżeli jeszcze nie masz pomysłu na własny produkt, to istnieje miejsce, gdzie możesz znaleźć dosłownie tony inspiracji. To amerykańska platforma Kickstarter i jego brat-bliźniak Indiegogo. Wynalazcy, rzemieślnicy i projektanci wystawiają tam swoje pomysły, mając nadzieję, że zainteresują potencjalnych klientów i inwestorów.

Obejrzyj, co ostatnio było wystawiane na Kickstarterze w takich sekcjach jak Design i Technika albo Rzemiosło – i na pewno znajdziesz mnóstwo inspiracji.

Nie namawiam oczywiście do kopiowania i łamania czyichś praw autorskich. Jednak bardzo często jest tak, że produkt kogoś innego może podsunąć ci myśl, że możesz zrobić coś podobnego, ale z innego materiału, w innym kształcie albo o innym zastosowaniu.

Myślisz, że to niemożliwe? Że przeciętny człowiek nie jest w stanie zrobić seryjnego produktu. Właśnie, że może. Sam jestem tego przykładem. Wcale nie musisz tego robić sam. W Polsce są setki dobrych, małych zakładów produkcyjnych, które nie pogardzą zleceniem na uszycie, wycięcie czy pomalowanie twojego produktu.

Właśnie w oparciu o takich zleceniobiorców całkowicie sam zaprojektowałem i stworzyłem uchwyty do telefonów Berrolia. A nie jestem inżynierem ani nie znam się na produkcji.

Żeby mieć lepszy obraz, z czym to się je, tutaj możesz przeczytać serię artykułów o tym, jak powstawała Berrolia. A w tym artykule jest o tym, gdzie szukać inspiracji do swojego produktu i jak przejść od pomysłu do produkcji.

Pomysł 3. Malarstwo i grafika

A może masz talent malarski albo dar do grafiki, albo po prostu jesteś wykształconym artystą? Na pewno słyszałeś, że artyści przymierają głodem.

Jest to częściowo prawda, ale nie do końca. Faktycznie głodem przymiera 99% malarzy, którzy tworzą wyłącznie „pod siebie” i pod swoją wenę. Ale są też tacy, którzy potrafili połączyć swój talent z faktycznymi potrzebami klientów.

W okolicach Piły pracuje malarka, która dzieli swój czas na dwie działalności. Jedna z nich to „czysta sztuka” – czyli maluje to, co przyniesie natchnienie. Druga – to bardzo poważne źródło utrzymania. Co robi? Maluje wierne, pozłacane kopie obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej.

Maluje przez cały rok kilkadziesiąt egzemplarzy, które potem hurtowo sprzedają się w okolicach pierwszej komunii. Mało artystyczne? To nie jest istotne. Istotne jest natomiast to, że ma własną działalność, pracuje kiedy chce i gdzie chce i może się z tego całkiem nieźle utrzymać.

Więc jeżeli chcesz malować „co dusza przyniesie” to faktycznie na klientów bym nie liczył. Ale jeżeli zaprzęgniesz swoje umiejętności plastyczne do tworzenia rzeczy, które ludzie i tak kupują (jak prezenty na komunię albo sprawdzone elementy wystroju mieszkania) – to może być doskonały pomysł na biznes.

Pomysł 4. Fotografia

Umiesz fotografować? Wiele osób umie, ale nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że na tym można zarabiać – i to całkiem nieźle.

W fotografii w ogóle jest dziwny układ. Wielu zawodowych fotografów, powiedzmy, niespecjalnie umie robić dobre zdjęcia. A pomimo to zarabiają na fotografii. Z kolei wielu amatorów umie robić doskonałe zdjęcia – a pomimo to siedzą za minimalną krajową w jakiejś kiepskiej pracy.

Zapotrzebowanie na fotografów jest zmienne. Kumuluje się w sezonie pierwszych komunii i ślubów, a w innych okresach jest mniejsze. Poza tym szczególnie wysokie zapotrzebowanie jest w weekendy. To powoduje, że właśnie fotografowanie uroczystości możesz robić zawodowo, jako dodatek do podstawowego etatu.

Tak właśnie powstał i rozwinął się biznes jednego z członków mojej rodziny. Zaczął się od dobrej znajomości fotografii, traktowanej jako hobby. Potem były zlecenia robione po godzinach, przy okazji podstawowego etatu. Skończyło się na pełnej działalności i prowadzeniu kursów fotografii. Do tego doszło zatrudnienie jeszcze kilku fotografów, kiedy zleceń zrobiło się już tak dużo, że nie dało się już ich ogarnąć jednoosobowo. Cały proces zajął kilka lat, ale to, co zaczęło się jako hobby po godzinach, skończyło się na własnej, szybko rozwijającej się firmie.

O fotografii jako pomyśle na biznes pisałem już rok temu. Po tamtym wpisie wylało się na mnie sporo hejtu od zawodowych fotografów. Że jak to, że przecież amatorzy nie powinni, że trzeba mieć sprzęt za minimum 30 tysięcy, żeby robić zdjęcia na ślubach.

Nie daj się zwieść takiemu gadaniu. Zdjęcia robi fotograf, a nie sprzęt. Tak naprawdę liczą się umiejętności i pomysł na to, jak dotrzeć do klientów. Reszta to już kwestia czasu i pracy. Dasz radę.

Pomysł 5. Uczenie innych DIY

(Dla wyjaśnienia, jeżeli jesteś tak stary jak ja i nie wiesz co to jest DIY. To jest skrót od Do It Yourself i oznacza wszystko to, co możesz zrobić własnymi rękami.)

Stare powiedzenie mówi, że jak nie umiesz czegoś robić, to zacznij tego uczyć innych. Ja bym to ujął w lepszej wersji: jeżeli nie umiesz zarabiać na swoim hobby, to zawsze możesz zarobić pieniądze, ucząc innych.

Na wielu hobby trudno bezpośrednio zarabiać, ale jednocześnie różnego rodzaju kursy i warsztaty cieszą się sporą popularnością. Możesz wtedy jednocześnie robić to, co lubisz, dzielić się z innymi i – zarabiać pieniądze. Dotyczy to takich hobby jak:

  • pieczenie chleba
  • cukiernictwo
  • szycie
  • projektowanie graficzne
  • decoupage
  • ceramika
  • ogrody w szkle
  • śpiew i granie na instrumentach.

Tego wszystkiego możesz uczyć u siebie w domu albo w wynajętej sali. Ale są też tacy, którzy połączyli swoje hobby z pomysłem na wyprowadzkę z miasta. Połączyli na przykład agroturystykę z warsztatami pieczenia chleba – jak w gospodarstwie Bieszczadzkie Smaki w Smolniku nad Sanem. Z samego pieczenia chleba trudno się utrzymać, ale okazało się, że już prowadzenie warsztatów dla innych sprawdza się całkiem nieźle, jako uzupełniające źródło dochodu.

(Tak przy okazji, sam się chyba na takie warsztaty zapiszę. Lubię swój domowy chleb, tylko że udaje mi się góra raz na cztery próby. A hodowanie zakwasu to już mi całkiem nie wychodzi, chociaż to podobno najłatwiejsza rzecz na świecie. Chyba pora poszukać profesjonalisty.)

Jak dokładnie może wyglądać pierwszy biznes?

Przede wszystkim, nie tak, jak myślisz. Wiele osób nosi w głowie straszny obraz, że robienie swojego biznesu jest bardzo skomplikowane, wymaga rejestracji, VAT-ów, PIT-ów, kas fiskalnych i ofiar całopalnych składanych bogowi Ekonomikusowi.

Otóż nie. Własny mały biznes nie musi być skomplikowany. Z pewnością jest w twoim zasięgu organizacyjnym i finansowym.

  • Wystarczy, że zrobisz kilka rzeczy rękodzielniczych, a potem je sprzedasz. Możesz bezpośrednio, chociaż lepiej sprzedać przez internet. Jeżeli świadczysz usługi, to wystarczy – no cóż – zacząć je świadczyć. Tak po prostu. I brać pieniądze.
  • Nie musisz mieć od razu założonej działalności gospodarczej. Na początku możesz skorzystać z działalności nierejestrowanej, która prawie nie wymaga formalności. Więcej o tej formie dowiesz się w tym artykule [].
  • Nie musisz mieć strony internetowej. Naprawdę. To jest drogie, trudne i na początek zupełnie nie jest ci potrzebne. Zamiast niej wystarczy Facebook lub Instagram (a najlepiej obydwa).

A jeżeli jeszcze nie wiesz, jak się do tego zabrać, przeczytaj o 10 zasadach skutecznego zarabiania na swoim hobby.

[mailerlite_form form_id=8]

Czy dostaniesz podwyżkę? Praktyczny poradnik dla tych, co za mało zarabiają

Categories: Chcę tak po prostu mieć więcej pieniędzy i czasu, Finanse. Co zrobić, żeby zarabiać?|

No więc stało się. Doszedłeś do wniosku, że za mało zarabiasz. Pewnie inaczej nie czytałbyś tego artykułu. Co zrobić, żeby dostać podwyżkę? Liczenie na to, że ktoś cię zauważy i podniesie pensję, raczej nic ci nie da. Więc co zrobić?

Dla wyjaśnienia: przyznam się, że w każdej pracy, w której byłem, cisnąłem, żeby jak najwięcej zarabiać. Może to jakieś skrzywienie charakteru, nie wiem. W którymś momencie, przy kolejnej podwyżce zrobiłem sobie listę kilku zasad, których się trzymam. I które sprzyjają podwyżkom.

Oto one.

Szukaj pracy w Centrach Zysku

W każdej organizacji są działy (departamenty, wydziały – w zależności od organizacji), które zarabiają pieniądze. Praktycznie zawsze jest to dział sprzedaży – bo od niego bezpośrednio zależy dopływ pieniędzy. Często jest to też dział obsługi kluczowych klientów którzy, zgodnie z zasadą Pareto, zapewniają 80% przychodów. W niektórych organizacjach są też małe zespoły bezpośrednio pracujące z zarządem. Często są to też zespoły, które realizują kluczowe projekty, bezpośrednio doglądane przez zarząd.

A co w budżetówce? Tam też są takie centra. Na przykład w urzędzie miasta kluczowe jest często biuro prasowe. Jest odpowiedzialne za kontakty z prasą, a to bezpośrednio przekłada się na popularność prezydenta miasta i jego szanse na reelekcję. Więc prezydent bardzo dba, żeby jego biuro prasowe dobrze działało.

Każde takie miejsce to Centrum Zysku organizacji. I tam warto się przenieść, jeżeli zależy ci na dużych zarobkach.

Dlaczego?

Takie działy najczęściej mają bezpośredni kontakt z zarządem. O problemach, które tam powstają, kierownictwo organizacji szybko się dowiaduje. Takim problemem będzie na przykład ważny pracownik (czyli ty), który zamierza odejść do innej pracy.

Jak zareaguje zarząd, kiedy dowie się, że na przykład odchodzi jeden z trzech pracowników odpowiedzialnych za kontakt z dużym klientem, zapewniającym 60% sprzedaży?

  • „Oj, żeby coś się tam nie popsuło.”
  • „Może tam są w dziale jakieś problemy? Przyjrzyjmy się.”
  • „2500 podwyżki to może i sporo, ale zbliżamy się do podpisania pięcioletniej umowy na 100 milionów. Lepiej dać, niż ryzykować, że coś się posypie.”

Żaden kierownik nie lubi, jak w takim kluczowym dziale pojawiają się problemy, bo takie problemy zagrażają jego najważniejszym celom. Dlatego kiedy pracujesz w Centrum Zysku masz znacznie większą szansę na podwyżkę, niż w jakimkolwiek innymi miejscu.

Unikaj miejsc, które nikogo nie obchodzą

Z jednej strony skali są więc Centra Zysku. Co jest z drugiej?

Miejsca, które Nikogo Nie Obchodzą (w skrócie NNO).

Czyli na przykład magazyn. Albo centrum zwrotów. Albo BHP. Nie zrozum mnie źle – te działy są potrzebne dla funkcjonowania organizacji. Nie umniejszam w żaden sposób ich roli.

Jednak szczerze – pracując tam, nie oczekuj podwyżek.

Kierownictwo może nawet do końca nie wiedzieć o istnieniu twojego działu (albo wydziału, albo centrum). A już prawie na pewno nie wie o TWOIM istnieniu.

Jak więc zareaguje zarząd, kiedy dowie się, że odchodzi jeden z trzech pracowników Działu Zwrotów? (O ile w ogóle się dowie.)

  • „Hm.. Naprawdę? Trzeba dać ogłoszenie na Jooble albo na Jobsorę

I tyle..

Praca w miejscach NNO może być ciekawa i potrzebna. Jednak jako pracownik nie masz żadnej dźwigni na swoich przełożonych. Nie ma sytuacji, w której od ciebie zależy „być albo nie być” instytucji. A skoro tak, to twoja podwyżka na stercie spraw do załatwienie zawsze będzie leżała na samym dole.

Czy masz inne opcje?

Wiesz, że osoba, która dobrze zna angielski zarabia więcej w dziale, który nie ma żadnych kontaktów z zagranicą? I że programista Javy zarabia więcej, kiedy zna się na innych technologiach, nawet jeśli ich w swojej pracy nie używa?

Może to się wydawać absurdalne, ale ma swoją ważną przyczynę. Pracodawca nie lubi, kiedy mu odchodzi pracownik, bo to powoduje konkretne koszty:

  • przestoju w pracy
  • poszukiwania innej osoby
  • szkolenia tego nowego pracownika
  • ryzyka, że ostatecznie okaże się on do niczego (co jest zaskakująco częste) i trzeba będzie szukać od nowa, podczas gdy robota stoi.

Dlatego kierownictwo woli zapłacić więcej pracownikowi, który już jest, żeby tylko nie odchodził. I właśnie tu pokazują się wyraźne różnice między dwiema grupami ludzi.

  • Jest jedna grupa pracowników, którzy mają umiejętności cenione przez innych pracodawców. To może być dobra znajomość języków obcych (nie tylko angielskiego, ale też nietypowych, jak czeski czy rosyjski), ale też uprawnienia na wózek widłowy czy umiejętność projektowania graficznego. Jak się łatwo domyśliłeś, ludzie z tej grupy łatwiej znajdują pracę gdzieś indziej.
  • Jest też druga grupa, która zna się tylko na tym, co teraz robi. Jeżeli odejdą, nie będzie im łatwo znaleźć inną pracę. Jest tak dlatego, że ich kwalifikacje są niskie, albo bardzo wąskie.

Każdy kierownik wie, kto z jego zespołu należy do której grupy. I oczywiście chętnie da podwyżkę tym z grupy pierwszej, bo woli nie ryzykować utraty pracownika.

A tym z grupy drugiej pokaże figę z makiem. Bo wie, że ktoś z wąskimi kwalifikacjami wcale łatwo pracy nie znajdzie. A skoro nie, to nie ma co się obawiać, że odejdzie.

Więc po co mu dawać podwyżkę?

Co jeszcze?

To, co napisałem powyżej, nie wyczerpuje oczywiście listy. Jednak chciałem ci tym artykułem uświadomić przede wszystkim, że podwyżka zależy nie tylko od standardowego „bądź dobry w tym, co robisz”. Podwyżka jest za każdym razem grą między pracownikiem i jego szefem.

Grą, w której wcale nie jest powiedziane, który z nich ma mocniejszą pozycję. Brzmi dziwnie?

Wielokrotnie byłem w sytuacjach, których pracownik prosił o podwyżkę w momencie, kiedy od jego pracy jeszcze przez miesiąc wiele zależało. I wtedy byłem pod ścianą i na tę podwyżkę musiałem się zgodzić.

Równie wiele razy decydowałem się nie dać podwyżki dobremu pracownikowi. Takiemu, który miał kwalifikacje i obiektywnie na podwyżkę zasługiwał. Dlaczego? Z powodów, o których napisałem powyżej. Zazwyczaj dlatego, że nie pracował w ważnym dziale, albo i tak wiedziałem, że lepszej pracy nie znajdzie.

Wiem, że to wszystko brzmi trochę brutalnie. Ale moim zdaniem każdy pracownik powinien wiedzieć, jak taka gra się toczy. Zarówno po to, żeby wiedział, kiedy może dostać więcej, jak i – kiedy lepiej odpuścić.

Jak stworzyłem milionową firmę. 3 zasady, które utorowały mi drogę do sukcesu

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Jak znaleźć pomysł na biznes, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki, Życie przedsiębiorcy. Jak zacząć i dać radę?|

Największym przedsięwzięciem, jakie dotąd stworzyłem, był Instytut Nauk Społeczno-Ekonomicznych. Wraz ze wspólnikami rozwinęliśmy niewielką firmę do poziomu 10 mln rocznych przychodów i prawie 70 etatowych pracowników. Za tym sukcesem stały 3 proste zasady.

Instytut Nauk Społeczno-Ekonomicznych (INSE) był przez kilka lat największą w Polsce firmą zajmującą się funduszami unijnymi. Razem z dwoma wspólnikami przeszliśmy od etapu małego biura do firmy zatrudniającej kilkadziesiąt osób.

Ten dynamiczny rozwój nie byłby możliwy bez konsekwentnego trzymania się trzech zasad. Uważam, że każda z nich jest kluczowa, jeżeli planujesz dynamiczny rozwój swojej firmy.

Zasada 1. Oszczędzaj swój czas

Od początku założyliśmy, że firmie poświęcamy trzy dni w tygodniu. Potem zrobiły się z tego dwa dni. Może to wydawać się  szaleństwem, ale zadziałało zaskakująco dobrze.

Dlaczego? Bo takie postawienie sprawy od razu ustawia działanie całej firmy. Oszczędzanie najważniejszego zasobu przedsiębiorcy, czyli czasu, powinno być naczelną zasadą każdej firmy.

No bo co się dzieje, kiedy nie szanujesz swojego czasu? Wtedy każdy problem i każdy fakap organizacyjny jesteś w stanie zakleić swoją pracą. Niezadowolony klient? Jedziesz do niego i tracisz 6 godzin. Problem z jakością? Siadasz, poprawiasz produkt i tracisz kolejne 4 godziny.

W ten sposób, zamiast pracować nad organizacją i nad procesami, ciągle zaklejasz problemy i gasisz pożary. Ale ponieważ używasz do tego swojego czasu, to masz go coraz mniej. W efekcie firma nigdy się nie rozwinie, bo do rozwoju potrzebny jest twój czas i świeża głowa. A tych zasobów nie masz, bo ciągle klajstrujesz problemy.

Dlatego od początku lepiej wyjdziesz na tym, jeżeli założysz, że czasu masz bardzo mało. I że poświęcasz go wyłącznie na rozwój firmy, podczas gdy pracą wymagającą czasu zajmują się pracownicy.

To prowadzi do drugiej zasady rozwoju.

Zasada 2. Zatrudniaj

Jeżeli chcesz szybko rozwijać firmę, nie dasz rady zrobić tego sam. Od razu musisz się z tym pogodzić. Dlatego budowę INSE od razu rozpoczęliśmy od zatrudniania pracowników.

To z kolei spowodowało, że mogliśmy zająć się tworzeniem procesów i produktów, czyli najważniejszych elementów firmy. Bez pracowników utknęlibyśmy na bardzo wczesnym etapie, z całym naszym czasem zajętym przez ogarnianie szczegółów.

Tu muszę przyznać, że sam nie jestem bez grzechu i nie zawsze udaje mi się stosować tę zasadę. Ten błąd popełniłem w Berrolii, zakładając, że najpierw produkt powinien się przyjąć, a dopiero potem zajmę się zatrudnianiem. W efekcie Berrolia jest firmą jednego produktu, bo nigdy nie miałem czasu zająć się prawdziwym rozwojem.

Inaczej mówiąc – zatrudnianie przychodzi najpierw, a rozwój jest jego konsekwencją. Jeżeli poczekasz z zatrudnianiem na to, aż firma się najpierw rozwinie – to się najprawdopodobniej nie doczekasz.

Zasada 3. Znajdź wznoszącą falę

Zawsze są rynki, które się dynamicznie rozwijają i takie, które są w stagnacji. Oczywiście trzeba szukać tych pierwszych i jak ognia unikać tych drugich.

INSE było jedną z pierwszych firm, które zajęły się funduszami unijnymi w czasie, gdy ten rynek był w powijakach. W efekcie firma zaczęła dynamicznie rosnąć razem z rynkiem. Jeżeli podłączysz się do takiego trendu, masz znacznie większe szanse na sukces i więcej błędów zostanie ci wybaczone. Jak mówią, „przypływ podnosi wszystkie łodzie”.

Dla porównania, mam też inne doświadczenie, znacznie gorsze. Na pewnym etapie, równolegle do INSE, postanowiliśmy stworzyć agencję badań rynku i opinii. Niestety, tu nie było efektu wznoszącej fali. Badania opinii są dość stabilnym rynkiem, który z roku na rok praktycznie nie rośnie. To znaczy, że każdy nowy gracz musi wyszarpać udział w rynku od starych graczy, którzy wcale się chętnie nie poddają. Nie muszę mówić, że to niezwykle trudne i nie wybacza żadnych błędów.

Co to dla ciebie znaczy w praktyce? Oczywiście nie jest łatwo znaleźć wznoszącą falę. Jak tylko pojawia się obiecujący rynek, zaraz znajdzie się tam konkurencja. Jednak możesz zastosować dwie strategie.

  • Możesz zacząć po prostu prowadzić firmę w obszarze, który ci odpowiada, i poczekać na taką wznoszącą falę. Możesz trochę poczekać, ale będąc już w grze znacznie łatwiej zobaczysz nowe trendy.
  • Możesz też wyczuć, co jest modne i co wzbudza emocje. Jak? Tu nie ma łatwych odpowiedzi. Jednak monitorowanie mediów społecznościowych i rozmawianie z ludźmi na pokrewne tematy może dać ci pierwsze hipotezy o tym, co będzie modne i wzrostowe. Tak było w latach 2005-2007, kiedy wiele rozmów kończyło się stwierdzeniem, że „będę robił projekty unijne, bo tam jest kasa”. To była ważna wskazówka, której jednak większość ludzi wtedy nie wykorzystała. A my akurat tak.

Oczywiście, ta druga metoda wymaga sporo zgadywania. Ale gdybym miał teraz zaczynać nową firmę, poszedłbym w jednym kierunku. Moim zdaniem nowa wznosząca fala to ekologia.

Jest dość oczywiste, że nasza gospodarka nie może dalej działać tak jak dotychczas. Potrzebne są nowe sposoby produkcji, budowy domów, przetwarzania śmieci, produkcji energii czy wreszcie edukacji. Na to wszystko będą ogromne pieniądze, zarówno prywatne, jak i finansowane przez państwo. Już w tej chwili rynek projektów ekologicznych rośnie niemal wybuchowo.

Dlatego jeżeli teraz myślisz o nowej niszy, pomyśl o ekologii. I zatrudniaj ludzi. I szanuj swój czas, żeby go w całości przeznaczyć na rozwój firmy.

Nie obiecam na 100%, że ci się uda. Ale zastosowanie tych zasad mocno zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu.

Powodzenia!

Pomysły na biznes na 2020. Część 1 – Biznes online

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes|

Każda firma zaczyna się od pomysłu. W tym artykule przedstawiam listę 8 pomysłów, które są albo ściśle w internecie, albo mają ważny składnik internetowy. Wybierz jeden z tych pomysłów i zacznij działać w 2020 roku.

Zeszłoroczna seria pomysłów na biznes okazała się ogromnym sukcesem. Nadal są to najczęściej czytane artykuły na moim blogu. Dla przypomnienia, były to pomysły:

Patrząc na sukces tamtych pomysłów postanowiłem kontynuować serię inspiracji i pomysłów na biznes, który możesz zacząć już w 2020. Podobnie jak poprzednio, przyjąłem założenie, że każdy z nich:

  • wymaga małej inwestycji, (w tym odcinku inwestycja na początek nie przekracza 1.000 zł),
  • da się zrobić po godzinach, jako dodatek do normalnej pracy etatowej. Przynajmniej na początku.

Social media dla małych firm

Ten pomysł już był w zeszłym roku, ale ssanie rynku jest tak wielkie, że warto do niego wrócić. Każda mała firma musi być w social media. Nawet jeżeli nie pozyskuje stamtąd klientów obecnie, to najprawdopodobniej tak się stanie w przyszłości.

Jednocześnie właściciele jednoosobowej firmy najczęściej nie mają czasu na wrzucanie nowych postów na Facebooka czy Instagram. Bardzo często nie mają też pomysłów.

Dlatego jeżeli twoje własne profile hulają, zacznij ogłaszać swoje usługi jako osoby prowadzącej social media dla firm. Możesz zacząć od małych stawek, żeby przekonać do siebie klientów. Może to być na początek abonament nawet 50-100 zł miesięcznie od jednego klienta. Wydaje się mało, ale serio, ile zajmie ci przygotowanie dwóch-trzech postów tygodniowo.

A jak tylko pokażesz swoją wartość, możesz szybko podnieść ceny.

Zarządzanie reklamami na Facebooku i Google AdWords

Jeżeli masz jakieś doświadczenie w ogarnianiu reklam online, możesz tę umiejętność sprzedawać. Z reklamami na Facebooku i w AdWords jest trochę tak, jak z prowadzeniem social mediów. Wiele małych firm mogłoby pozyskiwać w ten sposób klientów. Jednocześnie właściciele tych firm nie mają na to czasu i najczęściej nie wiedzą, jak to zrobić.

Możesz ich w tym zastąpić. Najważniejsze, żeby zacząć od osobistego dotarcia do firm, które mają mało klientów (a umówmy się, prawie każda firma ma ich za mało). Jeżeli uda ci się umówić z szefem na rozmowę, jest spora szansa, że namówisz go do zainwestowania kilkuset złotych w takie reklamy. Jeżeli to zadziała, będzie do ciebie wracał.

Reklamowanie się w internecie jest szczególnie obiecujące dla firm, których klientami są inne firmy (czyli działających jako B2B). W ich przypadku pojedyncze zlecenia są zazwyczaj większe, więc będą skłonne wydać nawet kilkaset złotych za pozyskanie jednego klienta.

Leady sprzedażowe dla małych firm

Dla wyjaśnienia – leadem nazywa się wartościowy kontakt biznesowy, który może przerodzić się w realnego, płacącego klienta. Wiele małych firm działa w oparciu o bazę istniejących kontaktów. Ich właściciele nie mają ani czasu, ani umiejętności pozyskiwania nowych kontaktów.

Jeżeli masz w sobie żyłkę handlowca, możesz ich w tym wyręczyć. Taka praca polega przede wszystkim na lokalizowaniu potencjalnych klientów przez internet i na żywo, w terenie. Potem trzeba jeszcze znaleźć dane kontaktowe do osoby, która jest decyzyjna w odniesieniu do konkretnego zakupu.

W zależności od zakresu twojej usługi, możesz oferować

  • zimne leady, czyli jedynie zweryfikowane kontakty do konkretnych osób,
  • ciepłe leady, które oznaczają, że potencjalny klient wie już o ofercie i wie, że ktoś będzie się z nim w jej sprawie kontaktował.

Wartościowy lead jest dla każdej firmy na wagę złota, więc za jego dostarczenie firmy płacą spore pieniądze. Dlatego, jeżeli umiesz takie leady sprawnie wyszukiwać, może to być dla ciebie niezły sposób na biznes po godzinach.

Copywriting

Copywriting to pisanie tekstów na zamówienie. Jeżeli zawodowo zajmiesz się copywritingiem, najczęściej będziesz przygotowywać:

  • opisy produktów w sklepach internetowych
  • artykuły na blogi firmowe
  • artykuły ze słowami kluczowymi dla wyszukiwarek (czyli dla SEO)
  • strony sprzedażowe (czyli landing pages).

Póki co, internet stoi tekstem. Kto ma lepsze opisy produktów, porady na stronie czy artykuły, ten przyciąga ruch internetowy i zdobywa klientów. Dlatego pisanie tekstów internetowych to ogromny biznes.

Ponieważ Google nie lubi stron, które kopiują cudze teksty, każdy sklep woli mieć swoje opisy. A to oznacza dosłownie tony pracy dla ludzi, którzy zawodowo zajmują się pisaniem.

Trzeba mieć świadomość, że to jest bardzo konkurencyjna branża, więc stawki na początku nie będą wysokie. W tej branży podaje się najczęściej stawkę za 1000 znaków ze spacjami (zzs). Za przygotowanie typowego opisu produktu zgarniesz na początek nie więcej niż 12 zł za 1000 zzs. Jednak jeżeli zaczniesz mieć stałych klientów i ułożone współprace, twoje stawki zaczną rosnąć.

Jest to też praca, którą możesz robić po godzinach. A jeżeli twój etat jest wyjątkowo nudny i przez pół dnia nie masz co robić, to możesz być copywriterem i w godzinach normalnej pracy 🙂

Korekta i edycja tekstów

Korekta i edycja tekstów to inny obszar pracy internetowej dla humanistów. Jeżeli znasz się na tej branży, możesz oferować swoje usługi wydawnictwom książek, portalom internetowym czy wydawcom ebooków.

Jeżeli myślisz, że tu jest już ogromna konkurencja, to chciałbym cię uspokoić. Faktycznie osób, które to robią jest sporo. Jednocześnie mogę powiedzieć z doświadczenia, że zdecydowana większość z nich jest naprawdę kiepska w swojej robocie. Dlatego jeżeli faktycznie „umiesz w polski”, stosunkowo szybko zdobędziesz wiernych klientów.

I podobnie jak w przypadku copywrtitingu, jest to praca, którą możesz wykonywać prawie w każdych warunkach. Robienie korekty tekstów podczas innej pracy może się wydawać nieetyczne. Jednak znam wiele osób, które mają dziennych obowiązków na faktycznie 3-4 godziny pracy. Nie widzę więc żadnego problemu w tym, że przez pozostały czas będą robić coś, co innym nie przeszkadza, a przynosi dodatkowe dochody.

Wirtualna asystentka

To jest nowy rodzaj pracy, który już robi furorę. Wiele osób jest tak zapracowanych, że brakuje im „trzeciej ręki”. Właśnie taką trzecią ręką jest wirtualna asystentka:

  • Zorganizuje podróż, zarezerwuje hotele i kupi bilety
  • Będzie aktualizować stronę internetową
  • Zrobi prezentację z przygotowanego tekstu
  • Poprowadzi social media
  • Napisze prosty tekst na stronę
  • Poprawi i sformatuje dokument
  • Wyedytuje wideo
  • Zrobi transkrypcję nagrania i na tej podstawie stworzy tekst na stronę.

Jak widzisz, wirtualna asystentka zajmuje się wieloma rzeczami. Oczywiście nie zastąpi „pełnoetatowego” copywritera czy specjalisty od social media. Jednak wiele firm, zwłaszcza małych, nie potrzebuje obsługi najwyższej klasy. Wystarczy ktoś, kto właściciela odciąży od często powtarzanych czynności.

Wirtualna recepcja dla lekarzy i dentystów

Tego zawodu jeszcze w Polsce nie ma, chociaż za granicą cieszy się dużą popularnością.

Może byłeś ostatnio w jednoosobowym gabinecie dentystycznym. I może, podobnie jak ja, zauważyłeś, że dentysta jednocześnie leczy, odbiera telefony od pacjentów i umawia wizyty. Często podobnie jest z lekarzami, którzy przyjmują prywatnie pacjentów.

Oczywiście taki układ nie ma sensu, bo czas dentysty czy lekarza jest cenny. Jednak jednoosobowy gabinet zwykle nie może pozwolić sobie na zatrudnienie asystentki.

Dlatego biznesem przyszłości jest zawód wirtualnej asystentki dla dentystów i lekarzy.Taka osoba pracuje przez internet i musi być cały czas pod telefonem. Zajmuje się układaniem kalendarza, potwierdza wizyty, a także zajmuje się administracją gabinetu i zamówieniami. Taka usługa jest ciągle bardzo mało popularna, ale, patrząc na bardziej rozwinięte kraje, jest to biznes przyszłości.

Jak zacząć?

Każdy z tych biznesów jest oparty na usługach i nie wymaga wielkich pieniędzy na start. W każdym przypadku potrzebne będzie

  • stworzenie profesjonalnej strony internetowej
  • profil firmy na Facebooku
  • pozyskanie pierwszych klientów.

Pierwszy element, czyli stronę, możesz stworzyć przy pomocy takich narzędzi jak Wix czy home.pl. Kosztem będzie zakup domeny i hosting, czyli utrzymanie strony. Jeżeli skorzystasz z częstych promocji, to za pierwszy rok zamkniesz się w kwocie 50 zł.

Profil na Facebooku jest darmowy. Coraz więcej firm rezygnuje w ogóle ze strony internetowej i ogranicza się do profilu. Tego akurat rozwiązania nie polecam, bo profil firmowy nie jest widoczny w Google. Dlatego, jeżeli poważnie traktujesz biznes, lepiej mimo wszystko zainwestować w swoją domenę i stronę www.

Od strony formalnej nie musisz zaraz rejestrować działalności. Możesz prowadzić ją na początku w formie tzw. działalności nierejestrowanej. W tym artykule napisałem więcej o tym, jak rozpocząć działalność w tej formie.

Więc jeżeli chcesz stworzyć sobie dodatkowe źródło dochodu i masz trochę czasu do dyspozycji, te pomysły są dla ciebie. Nie wymagają dużych pieniędzy, więc nie szukaj wymówek, tylko działaj.

Trzymam kciuki!

[mailerlite_form form_id=8]

10 zasad zarabiania na swoim hobby

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes, Mam pomysł na biznes, ale nie wiem jak zacząć i jak założyć firmę|

Zarabianie na swoim hobby jest najlepszym sposobem na pierwszy biznes, jaki znam. Nie dość, że robisz to, co lubisz, to przy okazji zarabiasz i uczysz się prowadzenia biznesu.

Sam mam takie doświadczenie. Robienie Berrolii było od początku dla mnie dobrą zabawą i pasją. Oczywiście nie tylko zabawą, bo kosztowało mnie to też sporo pracy i zdarzało się, że kończyłem pracę o 3 nad ranem.

Jednak wiele osób ma problem, żeby zarabiać na tym, co lubią. A bo nie wypada. A bo nie jestem gotowy. Albo produkt nie jest jeszcze doskonały.

Jeżeli należysz do tej grupy, to specjalnie dla ciebie mam 10 zasad, które bardzo ułatwią start.

1. Nie bój się brania pieniędzy za to, co lubisz

Często widzę, jak ktoś robi bardzo fajne rzeczy – i przez lata nic z tego nie ma. Padają takie wymówki:

  • „Bo to tylko takie hobby”
  • „Jeszcze nie robię tego perfekcyjnie”
  • „Jakoś tak niezręcznie brać pieniądze od znajomych”

To jest niedobre podejście! Jeżeli ludzie chcą twojego produktu lub usługi, to znaczy, że dostarczasz im wartość. A jeżeli nie chcą płacić, to znaczy, że na tobie pasożytują.

Oczywiście nie ma nic złego w zrobieniu raz na jakiś czas prezentu. Jednak skoro angażujesz swój czas i talent, to masz pełne prawo domagać się za to pieniędzy.

A jeżeli nadal masz z tym problem, to jest pewien sposób na przełamanie się…

2. Jak najszybciej załóż stronę internetową

Może się wydawać, że to banalne. Pachnie trochę magią, wiem. Ale zdziwisz się, jaką moc ma posiadanie własnej strony internetowej. Zobaczysz, że mając stronę zaczniesz sam siebie traktować poważnie.

Jak przedsiębiorcę, a nie jak hobbystę.

Nawet, jeżeli nie masz działalności, to własna strona da ci poczucie, że jesteś firmą. I że branie pieniędzy za to, co robisz, jest jak najbardziej w porządku.

Jak to zrobić? Możesz skorzystać z prostych edytorów stron, takich jak Wix, albo założyć stronę na darmowym WordPressie.

3. Nie musisz jeszcze zakładać działalności gospodarczej

Zgodnie z polskim prawem możesz sprzedawać w małej skali, bez rejestrowania działalności gospodarczej. Nazywa się to działalność nierejestrowana (lub bardziej fachowo nierejestrowa).

Co to znaczy mała skala? Działalność nierejestrowaną możesz prowadzić, jeżeli twoja miesięczna sprzedaż nie przekracza połowy minimalnej pensji. O tym, co dokładnie trzeba zrobić, i jakie spełnić formalności, żeby taką działalność prowadzić, możesz przeczytać w tym artykule.

4. Marketing jest dla ciebie wszystkim

Jest taka mądrość: łatwo zrobić, trudno sprzedać.

Albo dokładniej – żeby zarabiać, musisz umieć obie te rzeczy: zrobić, a potem potrafić sprzedać. Ale skoro mówimy o twoim hobby, to zakładam, że zrobić już umiesz.

Więc tak naprawdę cały wysiłek trzeba teraz skupić na marketingu. Na tym, żeby ktoś o twoim hobby usłyszał. Nie licz na to, że szybko będziesz mieć klientów z polecenia. To działa, ale potrafi trwać nawet kilka lat. Wieść roznosi się powoli, więc na początku trzeba będzie polegać na klientach z internetu. Pozyskiwać ich z Facebooka, z Google, z forów tematycznych i z targów dla hobbystów.

5. Rozmawiaj z klientami

Podstawowy błąd każdego biznesu to robienie rzeczy, których nikt nie chce. Jeżeli skupiasz się na swoim hobby, to możesz mieć pokusę, żeby zignorować potrzeby klientów. A przecież to oni płacą. I bez nich nie da się zarabiać.

Dlatego jak najwcześniej zacznij rozmawiać z klientami. Jeżeli twoje hobby jest niszowe, poszukaj ich na grupach na Facebooku albo na forach. Spytaj o potrzeby i o to, jak je zaspokajają w tej chwili. Najlepiej, żeby twój pomysł wpisał się w potrzeby, które już istnieją.

W tym artykule możesz przeczytać o sposobach na zrobienie dobrego badania rynku.

6. Bądź otwarty i pokazuj proces tworzenia

To jest twoja najpotężniejsza broń marketingowa – i nie wahaj się jej używać. Możesz pokazać na stronie intenetowej albo (lepiej) na profilu na Facebooku, jak powstaje twój produkt. Możesz dzięki temu zdbudować zainteresowanie i więź z produktem jeszcze zanim stanie się finalnie dostępny.

Od razu przyznam, że to jest mój błąd, że tego nie zrobiłem. Tworząc Berrolię bałem się, że coś nie wyjdzie i że będzie wstyd. Gdybym startował w tej chwili, od początku pokazywałbym wszystkie etapy tworzenia, od planów, przez prototyp, do pierwszej produkcji.

To jest okazja do zbudowania autentycznej więzi między tobą a klientami. I twoja sekretna broń, której nie mają duże korporacje!

7. Bądź sobą i nie udawaj wielkiej firmy

Bycie małym twórcą ma swoje zalety. Jest autentyczne, a to doceniają klienci. Dlatego nie pisz „my w siedzibie firmy”, jeżeli to znaczy „ja przy stole w kuchni”. Możesz śmiało przedstawiać się z imienia i nazwiska i nie udawać międzynarodowego startupu.

Jeżeli spróbujesz zrobić z siebie międzynarodową korporację, to trudno będzie o szczery komunikat marketingowy. Co chwilę będziesz pokazywać nieautentyczność – a to klienci wyczuwają. I tego nie lubią.

A jak nie lubią, to i nie kupują.

8. Nie czekaj za długo z zaangażowniem 100%

Zakładam, że zarabianie na hobby będzie się dla ciebie dodatkiem do etatu. Jednak przychodzi taki moment, w którym rośnie sprzedaż i rośnie firma.

Wtedy nie warto czekać. Jeżeli będziesz czekać zbyt długo, może minąć chwila, kiedy można złożyć wymówienie i przejść całkowicie na swoje.

9. Przygotuj kolejne produkty

Każdy produkt ma swój cykl życia. Również ten, który stworzyłeś w ramach swojego hobby. Produkt najpierw jest modny i rozkwita, ale z czasem jego sprzedaż zaczyna spadać.

Dlatego, jeżeli poważnie myślisz o życiu ze swojego hobby, warto od samego początku myśleć o kolejnych produktach. To mogą być całkiem inne rzeczy, a mogą być też warianty albo ulepszenia. Jednak żadna firma nie przetrwa długo bez rozwijania się. Warto to mieć w głowie od samego początku.

10. Warto mieć wspólnika

Kiedy budujesz działalność w oparciu o swoją pasję, łatwo może ci się włączyć tzw. widzenie tunelowe. Widzisz tylko swój produkt, bo nim żyjesz i włożyłeś w niego całe swoje serce. Wtedy łatwo o pominięcie ważnych elementów biznesu, takich jak potrzeby klienta czy finanse.

Dlatego dobrze mieć wspólnika. Albo inwestora. W każdym razie kogoś, kto na całe przedsięwzięcie spojrzy z chłodnym umysłem. Taka osoba zdecydowanie przyda się, jeżeli hobby ma być nie tylko pasją, ale i źródłem dużych pieniędzy.

11 zasada. Just do it!

Wiem, miało być 10 zasad. Ale tak naprawdę najważniejsza jest ta jedna: Działaj!

Najważniejszym wrogiem twojego sukcesu jest twoja głowa. Jeżeli jesteś zaangażowany w swoje hobby, to łatwo wpadniesz w pułapkę doskonałości. Będziesz w kółko udoskonalał, bo „produkt nie jest jeszcze dostatecznie dobry” albo „nie jestem doskonały w tym co robię”.

A w 90% przypadków te braki widzisz tylko ty. Twoim klientom wcale doskonałość nie jest potrzebna do szczęścia. Wystarczy, żeby dostali od ciebie istotną wartość, a nie doskonałość. Cokolwiek robisz, to jeżeli swoje hobby traktujesz poważnie i robisz od kilku lat, to masz wystarczający poziom doskonałości. Wystarczający do tego, żeby zacząć brać za to pieniądze.

Dlatego zacznij już teraz. Załóż stronę www. Zacznij swoje postępy szczerze relacjonować na Facebooku i Instagramie. Rozmawiaj z klientami i dopasowuj produkt do ich potrzeb.

Ale nie czekaj. Bo jeżeli będziesz czekać na doskonałość, to nie doczekasz się nigdy.

Dlaczego tak mało zarabiasz – i jak to zmienić?

Categories: Chcę tak po prostu mieć więcej pieniędzy i czasu, Finanse. Co zrobić, żeby zarabiać?|

Też uważasz, że powinieneś zarabiać więcej? Tylko jak to zrobić? Każdy powie: „Powinieneś więcej umieć”. Tylko że to nie wystarczy…

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

 

Rozejrzyj się w swojej pracy. Pewnie widzisz, że wcale nie ci najmądrzejsi najwięcej zarabiają.

Dlaczego? Bo oprócz umiejętności są jeszcze dwie cechy każdego z nas, które mocno wpływają na poziom zarobków. Razem tworzą taką trójkę:

  1. Faktyczne umiejętności – czyli najbardziej oczywisty element
  2. Autoprezentacja, czyli to, jak potrafisz się sprzedać
  3. Kontakty społeczne – czyli inaczej sieć znajomości

Przyjmijmy na chwilę, że każdy z tych atutów możesz mieć na poziomie od 1 do 5.

Wyobraź sobie Janusza w pracy:

  • ma jakieś tam umiejętności i kilkuletnie doświadczenie (2 punkty),
  • nigdy nie przywiązywał wagi do autoprezentacji: ubrany w sprany sweterek, mówi lekko niechlujnie i jest burkliwy (1 punkt),
  • sieć społeczną ma taką, że zna swoją żonę, szwagra i kilku kolegów z pracy (czyli też 1 punkt na 5 możliwych).

I teraz najważniejsze: potencjał zarobkowy zależy nie od sumy tych ocen, a od iloczynu. Czyli trzeba je przez siebie pomnożyć (a nie dodać).

Policz teraz potencjał zarabiania Janusza:

2 × 1 × 1 = 2

Obok jest Adrian, który wie i umie dokładnie tyle samo co Janusz (2 punkty), ale dobrze się ubiera, jest uśmiechnięty, ludzie go lubią (3 punkty za autoprezentację). Niech nawet nie ma znajomości, ale i tak jego potencjał zarobkowy to:

2 × 3 × 1 = 6

Widzisz? On może zarabiać trzy razy więcej!

Znajomości są baaaaardzo ważne!

To ci się może nie podobać, ale ludzie często dostają pracę po znajomości. A fe, jakie to nieładne, prawda? Ale widzisz, jest już tak, że najlepsze posady to te, których nigdy nie znajdziesz w ogłoszeniach. Takie posady dostaje się tylko po znajomości. Tak działa świat. Dlaczego?

To proste.

Jeżeli ktoś szuka pracownika na kierownicze stanowisko, to oczywiście może dać ogłoszenie. Jednak przede wszystkim będzie się rozglądał wśród ludzi, których zna. Będzie pytał wśród znajomych, bo będzie szukał kogoś sprawdzonego. Zamiast spotkać 100 niepewnych osób na rozmowach kwalifikacyjnych i czytać tony niewiarygodnych CV, będzie wolał wziąć osobę, którą mu polecił znajomy. Albo taką, którą zna z poprzedniej pracy.

Wróćmy do na chwilę do obliczeń.

  • Z jednej strony może być ktoś z ogromną wiedzą i umiejętnościami (5 punktów), ale marną autoprezentacją (1) i słabymi lub nielicznymi znajomościami (1). Jego potencjał to 5 × 1 × 1 = 5.
  • Tymczasem ktoś może mniej wybitny (3), ale z lepszą prezentacją (3) i siatką kontaktów (3) osiągnie:

3 × 3 × 3 = 27

Jak widzisz, to są gigantyczne różnice!

Dlatego ludzie zdolni i doświadczeni często wcale tak dużo nie zarabiają. Często lepiej mieć umiejętności za dwa punkty, ale za to umieć się sprzedać (3 punkty) i – przede wszystkim – pracować nad tym, kogo się zna.

Jak budować wartościowe znajomości?

Znajomości nie robią się z dnia na dzień. Powstają, kiedy nad nimi nieustannie, świadomie pracujesz. Nie musisz się nikomu podlizywać, nie o to chodzi. Podlizywanie się działa tylko na krótką metę. W ten sposób zrobisz dobre wrażenie na obecnym szefie, ale już nie na kolegach z pracy. A to jeden z nich może w przyszłości ściągnąć cię na inne, lepiej płatne stanowisko. Albo nie, bo pamięta cię jako lizusa.

Przy budowaniu sieci znajomości zawodowych jest jedna zasada:

Nie bądź świnią!

Jeżeli ktoś w pracy jest nieuczciwy albo nielojalny, żadnej sieci znajomości nie zbuduje. Jeżeli ludzie zapamiętają, że nie można na ciebie liczyć, to nikt do ciebie nie zadzwoni z propozycją. Bo nikt nie będzie chciał z taką osobą pracować.

Tak samo jest z ludźmi, którzy przypisują sobie zasługi innych. Na krótko możesz tak zrobić dobre wrażenie na szefie, ale na dłuższą metę to nie zadziała. Koledzy cię tak zapamiętają i twoja sieć ważnych znajomości wcale nie będzie się powiększała. Tylko raczej wprost przeciwnie.

Ważne: pokaż się!

Teraz autoprezentacja. Jeżeli codziennie przychodzisz do pracy byle jak ubrany, jak klasyczny nerd, to wysyłasz sygnał, że nie warto się z tobą liczyć. Ani dużo ci płacić. Bo po co, skoro z taką autoprezentacją żadnej dobrej pracy nie znajdziesz.

Profesjonalny wygląd (nawet jeśli nie jest potrzebny na twoim stanowisku pracy) w połączeniu z uśmiechem i umiejętnością prowadzenia rozmowy powoduje, że robisz inne wrażenie. „Takiemu trzeba więcej płacić, bo pójdzie gdzieś indziej”, pomyśli twój kierownik. Będziesz pierwszy w kolejce do podwyżki.

Jak zwiększyć swoją wartość dla pracodawcy?

Oczywiście nie mówię, że umiejętności i doświadczenie nie są ważne. Ale ważny jest też sposób, w jaki je budujesz.

Możesz tyrać po to, żeby mieć dziesięć lat więcej doświadczenia zawodowego i zdane kilka egzaminów.

Ale możesz też postawić na pewny sposób: angielski i jeszcze raz angielski! Dlaczego? Bo angielski to zawsze pewny, dodatkowy punkt do umiejętności.

I to działa nawet w pracy, w której angielski niby nie jest potrzebny. Bo twój szef wie, że jeśli nie znasz angielskiego, to innej dobrej posady nie dostaniesz. Wtedy nie musi płacić ci dużo, żeby cię zatrzymać. Jeśli natomiast dobrze znasz angielski, to czekają na ciebie inne, dobrze płatne propozycje. I uwierz mi, że twój szef o tym dobrze wie. I wie, że żeby cię zatrzymać, musi zapłacić ci więcej.

Chcesz dobrze zarabiać?

Wszystko to wyznacza twój poziom zarabiania. Znajomości, autoprezentacja i umiejętności. I nie chodzi o to, żeby być doskonałym tylko w jednej z nich. Znacznie lepsze efekty osiągniesz, będąc dość dobrym w każdej.

Możesz jednak przeskoczyć ten iloczyn i pójść na swoje, do czego konsekwentnie namawiam. Nawet gdyby miało to być tylko dodatkowe źródło dochodu – spróbuj! Przestaniesz wtedy sprzedawać swój czas za pieniądze. Nikt nie da Ci więcej, niż wynosi Twój potencjał zarabiania. Jeżeli jednak dobrze ustawisz sprzedaż na Amazonie lub wypromujesz dobry produkt, to może się okazać, że będziesz zarabiać nie 6-8, ale 20-30 tysięcy. Możliwości są nieograniczone. A więc: dodaj do etatu dodatkowe źródło dochodu.

Powodzenia!

Zacznij wreszcie swój biznes, czyli sprzedaż na Amazon

Categories: Jak znaleźć pomysł na biznes|

Planujesz swój pierwszy biznes? Warto w pierwszym podejściu spróbować coś, co nie wymaga dużej inwestycji, ale jednocześnie da dostęp do dużej bazy klientów i pozwoli się rozwijać. Taki właśnie jest biznes oparty o platformę Amazon.

Własny biznes to między innymi:

  • większa niezależność
  • perspektywa znacznie większych pieniędzy
  • „druga noga” twoich dochodów, kiedy pracujesz na etacie.

Szczególnie w tym ostatnim przypadku dodatkowe źródło dochodu pozwoli ci mniej przejmować się zawirowaniami w pracy i uniezależnić się od kaprysów pracodawcy. Powinno ono przy tym pozwalać na pracę po godzinach tak, żeby nie trzeba było od razu rezygnować z podstawowego etatu.

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

Handel na Amazon w Polsce

Od jakiegoś czasu jest już możliwość sprzedawania na platformach Amazon, kiedy mieszkasz i pracujesz w Polsce. Jeżeli masz zarejestrowaną polską działalność gospodarczą, masz dostęp do krajowych platform dla pięciu krajów europejskich:

W praktyce to znaczy, że kiedy sprzedajesz na Amazon, masz w swojej bazie klientów ok 500 mln osób z całej Unii Europejskiej.

Warto wiedzieć, że rynek e-commerce wygląda trochę inaczej w Polsce, a inaczej w pozostałej części Europy. U nas klienci szukają produktów przez Google, a w drugiej kolejności przez Allegro. W krajach „zachodniej” UE Amazon niedawno prześcignął Google jeśli chodzi o wyszukiwanie produktów. Inaczej mówiąc, jeżeli przeciętny Niemiec szuka ekspresu do kawy, to w pierwszej kolejności zajrzy na Amazon.de.

Teraz jeżeli założysz konto sprzedawcy na Amazon.pl, od razu masz dostęp do wystawiania ofert na wszystkich 5 europejskich portalach Amazona.

Sprzedawanie przez Amazon – pierwsze kroki

Jeżeli chcesz sprzedawać produkty przez Amazon, niestety musisz mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą.

Zwykle namawiam osoby, które dopiero zaczynają przygodę z biznesem, do skorzystania z zalet działalności nierejestrowanej. Przy niewielkiej skali sprzedaży pozwala ona na przetestowanie pomysłu na biznes i zaczęcie przy prawie zerowych kosztach.

Jednak Amazon nie jest portalem ogłoszeniowym, jak Allegro. Jest sklepem – i jako sklep bardzo poważnie traktuje interesy kupujących. Dlatego zanim założysz konto sprzedawcy, musisz najpierw mieć zarejestrowaną działalność. W Polsce najłatwiej założyć dwa rodzaj firm:

  • działalność jednoosobową
  • spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Zdecydowanie na początek namawiam cię do tej pierwszej – jest znacznie prostsza i tańsza w obsłudze. Napisałem niedawno serię artykułów o tym, jak to szczegółowo zrobić.

Następnie na tej stronie zakładasz konto sprzedawcy.

Co sprzedawać na Amazon?

Na początek najważniejszym źródłem produktów jest Alibaba, Aliexpress i Banggood. Znajdziesz tam setki tysięcy produktów, których cena jest często 5-10 razy niższa niż ceny sklepowe w Europie.

Czy to znaczy, że każdym produktem warto handlować? Oczywiście nie. Na niektóre nie ma popytu, a na innych nie da się dobrze zarobić. W wybraniu tych najlepszych pomogą ci dodatkowe narzędzia, takie jak

W każdym z nich możesz założyć bezpłatne konto, które pozwoli ci sprawdzić i porównać ich możliwości. Przy ich pomocy możesz dla każdego produktu zbadać:

  • wielkość sprzedaży na Amazonie,
  • marże i zyski
  • ofertę konkurencji
  • w niektórych przypadkach również koszt pozyskania.

Oczywiście tam, gdzie pozyskanie produktów jest łatwe, konkurencja również jest duża. Wtedy odpowiednie zyski wypracujesz, wykorzystując efekt skali. O ile nie zarobisz wiele, sprzedając 10 sztuk miesięcznie przy zarobku 2 euro na sztuce, to przy 200 sztukach miesięcznie sprawa zaczyna już wyglądać inaczej.

Polskie produkty na Amazonie

Lepszym źródłem produktów, którymi możesz handlować, są polskie firmy. Zdziwisz się, jak wielu jest w Polsce producentów robiących wyjątkowe, niepowtarzalne produkty. Często są to małe firmy rodzinne o nieco rzemieślniczym charakterze.

Znam przykłady handlowców, którzy w ten sposób oferują

  • meble i elementy wyposażenia wnętrz
  • rzemieślnicze zestawy szachów i innych gier
  • obuwie
  • pościel
  • designerską biżuterię.

Znaczna część polskich producentów ma słabo ogarnięty dział handlowy, albo nie ma go w ogóle. Wtedy możesz na Amazonie zaoferować produkty, których będziesz jedynym sprzedawcą. Ich jakość jest często znacznie lepsza niż ich chińskich odpowiedników, a będąc jedynym sprzedawcą, możesz osiągnąć znacznie lepsze marże.

Oczywiście docelowo warto zacząć robić swój produkt. Jest to znacznie łatwiejsze niż myślisz, jeżeli możesz posiłkować się lokalnymi podwykonawcami.

Sam jestem tego przykładem. Nie miałem żadnego wcześniejszego doświadczenia w projektowaniu i produkcji, a pomimo to udało mi się stworzyć swój własny produkt, który oferuję już od ponad 4 lat. Łączne przychody z jego sprzedaży przekroczyły właśnie 1 milion złotych. O kulisach jego tworzenia i produkcji opowiadam szczegółowo w tej serii wpisów.

Co warto wiedzieć o sprzedawaniu na Amazon?

Amazon, jak każda branża, wymaga pewnej wiedzy. Znajomość kilku trików ułatwi ci start i pozwoli na uniknięcie kosztownych pomyłek.

Logistyka i FBA

Okazuje się, że wcale nie ma potrzeby utrzymywania własnego magazynu, zwłaszcza kiedy dopiero zaczynasz i masz mało miejsca u siebie w mieszkaniu.

Amazon oferuje usługę o nazwie Fulfilment By Amazon, czyli FBA. Polega ona na tym, że

  • gotowe produkty, spakowane i odpowiednio oznaczone, wysyłasz do magazynu Amazona – i tam sobie spokojnie leżą
  • kiedy przychodzi zamówienie, pracownicy giganta wysyłają paczkę bezpośrednio do odbiorcy
  • ty odbierasz wyłącznie płatność i nie martwisz się ewentualnymi zwrotami – te też są załatwiane przez magazyn Amazona.

Rozwiązuje to między innymi kwestię urlopu i wakacji – twoje zamówienia są wysyłane również wtedy, gdy fizycznie nie możesz się nimi zająć.

Co z językami obcymi?

Tu mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że bez praktycznej znajomości angielskiego będzie ciężko. Cała komunikacja z Amazonem odbywa się, póki co, po angielsku.

Jednak jest i dobra wiadomość. Nie musisz koniecznie znać wszystkich pozostałych języków. Usługi tłumaczenia online są szybkie i niedrogie, więc poradzisz sobie nawet wtedy, kiedy nie mówisz po niemiecku czy francusku.

  • Do tłumaczenia opisów produktów polecam skorzystanie z płatnych tłumaczeń robionych przez ludzi. Zapłacisz około 15-20 gr za słowo, ale warto zainwestować tam, gdzie od jakości opisu zależy zdobycie klienta. Przykładowe usługi to Gengo, Berlingo oraz TurboTłumaczenia.
  • Do bieżącej korespondencji z klientami całkowicie wystarczy darmowa usługa DeepL. W Berrolii używamy jej na codzień i jest znacznie lepsza od popularnego Google Translate.

Czas życia towaru

„Czas życia” towaru na Amazonie to okres, w którym produkt jest modny i można na nim dobrze zarobić. Trzeba się niestety przyzwyczaić, że czas życia przeciętnego towaru na Amazonie to zaledwie pół roku.

Od tej reguły są wyjątki, bo czasem może to być zaledwie kilka miesięcy, a czasem nawet ponad rok. Jednak kiedy zaczynasz, musisz liczyć się z tym, że handel na Amazon to nieustanne sprawdzanie nowych produktów i wyłapywanie tych, które mają potencjał wzrostu. Nie ma co nastawiać się, że produkt, który pozwoli ci zarobić w roku 2020 będzie nadal przynosił kokosy w 2021.

Inaczej – handel to nieustanny ruch – twój i konkurencji. Działaj tak, żeby twój był szybszy.

Kroki do handlu na Amazonie

Co więc zrobić, żeby rozpocząć handel na europejskim Amazonie?

Krok 1. Zakładasz działalność, najlepiej w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Tutaj opisuję szczegółowo, jak to zrobić.

Krok 2. Rejestrujesz tutaj konto sprzedawcy

Krok 3. Wyszukujesz produkty, które zapewnią ci największy zysk, obliczany jako marża pomnożona przez miesięczną sprzedaż.

Krok 4. Kupujesz testową partię produktów. W praktyce warto, żeby to były maksymalnie 2-3 sztuki. Dlaczego tak mało? Bo nigdy do ostatniej chwili nie wiesz, co się sprzeda. Lepiej chwilę nie mieć co sprzedawać, niż utopić pieniądze w towarze, z którym nie masz co zrobić.

Krok 5. Przygotowujesz opisy produktów, zdjęcia i wystawiasz oferty.

Od tego momentu wszystko jest już kwestią marketingu. Czasem nawet niewielkie zmiany ceny, tytułu czy opisu mogą dać zadziwiające wyniki.

Najważniejsze – działaj!

Są ludzie, którzy długo planują i w końcu nic nie robią. Odkładanie na później jest jednym największych problemów każdego i każdej z nas.

Handel na Amazon jest doskonały jako pierwszy pomysł na biznes przede wszystkim dlatego, że każdy go może zacząć z dnia na dzień. Czy jest łatwy? Dość łatwo jest coś sprzedać, ale uczynienie z niego stałego źródła dochodów już takie łatwe nie jest – ze względu na konkurencję.

Jednak jeżeli myślisz od dawna o swoim pomyśle na biznes, ale jeszcze nic się nie wydarzyło, to zdecydowanie polecam właśnie handel na Amazon. Przy minimalnych nakładach zaczniesz prowadzenie swojej pierwszej firmy.

A jak już zaczniesz, to zobaczysz, że inne biznesy przyjdą same. Będzie tak, bo będziesz już mieć nastawienie przedsiębiorcy, czyli kogoś, kto sam wyszukuje okazje, a nie biernie czeka, aż pracodawca przeleje co miesiąc pensję.

Jak stworzyć w Polsce gadżet premium? Kulisy produkcji

Categories: Berrolia, czyli o mojej firmie, Życie przedsiębiorcy. Jak zacząć i dać radę?|

W poprzednich odcinkach pisałem już o tym, skąd miałem pomysł na biznes i jak tworzyłem prototyp Berrolii. Dzisiaj o najtrudniejszym chyba etapie – produkcji pierwszej serii.

W poprzednich odcinkach było już o tym jak

Teraz przyszła kolej na wyprodukowanie pierwszej serii. Kiedy tworzysz produkt, który z założenia ma być klasy premium, są dwie drogi do wyboru.

  • Możesz stworzyć pojedyncze sztuki metodami chałupniczymi. Na pewno jest wtedy łatwiej i taniej, ale nie przetestujesz w ten sposób całego procesu produkcji. Jeżeli okaże się, że produkt ma wzięcie, to cały proces produkcji seryjnej trzeba będzie wymyślić od nowa.
  • Możesz też spróbować zrobić małą serię, ale już w sposób, który nazywa się „skalowalnym”. Czyli takim, który w razie czego pozwoli na wytworzenie kolejnych 100 albo 1000 sztuk produktu.

Wybrałem tę drugą ścieżkę. Z założenia chciałem już mieć proces, który pozwoli mi tworzyć większe partie i sprzedawać je z zyskiem.

Z czego składa się Berrolia?

Jeżeli jeszcze nie widziałeś, moje uchwyty na telefon wyglądają tak:

Musiałem, mając do dyspozycji ograniczony czas i środki, wymyślić, jak zrobić

  • metalową płytkę, na której trzyma się cała konstrukcja
  • mocowanie do wtyczki ładowania
  • klips mocujący całość do kratki nawiewu w samochodzie
  • jak obszyć całość skórą
  • i jak to zapakować tak, żeby wszystko razem dało produkt premium.

Zamawianie w Chinach na tym etapie nie wchodziło w grę. Chociaż Chińczycy potrafią robić naprawdę dobre produkty, nie miałem jeszcze dopracowanych wszystkich elementów. Poza tym przy zamawianiu dość małej partii (zakładałem na początek 200 sztuk) raczej nie znalazłbym producenta na odpowiednim poziomie jakościowym, który chciałby ze mną współpracować.

Dlatego zdecydowałem się szukać wykonawców na miejscu w Polsce, a najlepiej w Łodzi i okolicach. I to był dobry wybór.

Na czym ma się to wszystko trzymać?

Podstawową częścią konstrukcji Berrolii jest metalowa płytka. Projektant proponował, żeby to była aluminiowa blacha – przysłał mi nawet rysunek techniczny takiej części.

Zamówiłem kilka sztuk w zakładzie, który takie rzeczy wycinał strumieniem wody. Po kilku wizytach w zakładzie, do którego w jedną stronę jechałem prawie godzinę, dostałem coś takiego:

No cóż… Nie po raz pierwszy okazało się, że mój projektant nie miał bladego pojęcia o mechanice i o produkcji. Aluminiowa płytka łamała się przy każdej próbie wygięcia jej zgodnie z projektem. Trzeba było szukać czegoś innego.

Na tym etapie zaprocentowała moja wcześniejsza znajomość z zakładem Mechanika Jakubowski, którą nawiązałem przy okazji pierwszego prototypu. Po kilku rozmowach zaproponowali, żeby ten element zrobić ze stali nierdzewnej – i to było to. Stal nierdzewna po wypolerowaniu jest materiałem, który nie tylko jest wytrzymały, ale też jednoznacznie kojarzy się z produktem premium.

Na tym etapie wyszło, że blacha cięta laserem ma chropowate, ostre krawędzie. Po jednej niezbyt udanej próbie znalazłem łódzki zakład Mera Poltik, który zgodził się zrobić mi tzw. obróbkę wibro dla tej mojej niewielkiej serii. Polega ona z grubsza na tym, że partię blach wrzuca się do czegoś w rodzaju dużej pralki. Do tego dodaje się specjalne kamyki, a potem wszystko razem mieli przez kilkanaście godzin. W efekcie wychodzi blacha, której krawędzie są przyjemnie obłe.

Ładowanie telefonu

Chciałem, żeby do uchwytu dało się zamontować wtyczkę, tak aby telefon mógł się ładować w trakcie jazdy samochodem. Załączenie kabla w zestawie nie wchodziło w grę – oryginalny kabelek Apple kosztuje prawie 100 zł, co bardzo podniosłoby cenę zestawu. Musiałem wymyślić coś, żeby użytkownik sam był w stanie włożyć własny kabelek.

Pierwotny projekt okazał się pod tym względem do niczego. Nie trzymał wtyczki jak należy i był bardzo trudny do zrobienia. Po raz kolejny boleśnie doświadczyłem, jaki jest efekt pracy z projektantem, który nie jest inżynierem.

Ostatecznie rozwiązanie wyszło takie:

Kabelek dobrze trzyma się w gumowej kostce, ale w razie potrzeby można go też wyjąć. Testowałem też różne inne materiały, z których miała być zrobiona kostka, takie jak miedź i drewno egzotyczne.

Okazały się jednak za drogie i zostałem przy twardej gumie. Jest ona wycinana z dużej powierzchni przy pomocy strumienia wody pod bardzo dużym ciśnieniem. Co ciekawe, dopiero piąty (!) zakład w którym zamówiłem próbkę był w stanie zrobić ten element dokładnie i bez błędów.

Żebyś mógł uświadomić sobie, co to znaczy, dodam, że każda taka nowa współpraca wymaga średnio od dwóch do czterech wizyt w zakładzie. Dlatego w tym przypadku przetestowanie pięciu wykonawców zajęło naprawdę dużo czasu i kosztowało mnie mnóstwo nerwów.

Szycie

Oczywiście najbardziej widocznym elementem Berrolii jest skóra. Na początku wydawało mi się, że powinienem znaleźć dobrego kaletnika, który między innymi zleceniami potrafi mi uszyć 200 sztuk moich uchwytów.

Jak bardzo się myliłem!

Okazało się, że typowy kaletnik potrafi raczej naprawić torebkę, niż uszyć od zera dość złożony produkt. Po pierwszych dwóch próbach miałem poczucie kompletnej porażki. Słabej jakości szwy, wszystko zrobione niedokładnie i bez dbałości o szczegóły. Bałem się zupełnie serio, że cały mój projekt polegnie na tym etapie.

Również kilkuosobowa firma szyjąca paski okazała się złym pomysłem. Robili standardowe rzeczy i ani im w głowie było eksperymentowanie z czymś nowym. Szef po jakimś czasie przestał odbierać ode mnie telefony – i tyle było ze współpracy.

Swoją drogą, nie rozumiem skąd wziął się ten polski zwyczaj nie odbierania telefonów. Przecież to nie takie trudne powiedzieć – sorry, nie jesteśmy zainteresowani pana zleceniem. A pomimo to większość firm woli marnować czas swój i zleceniodawców, przyjmując taktykę unikania kontaktu i nie oddzwaniania. Nie mówiąc już o odpisywaniu na maile. Dziwne.

Ostatecznie strzałem w dziesiątkę okazała się podłódzka firma Tomax. Z jednej strony są przyzwyczajeni do produkcji seryjnej (a to jest ważne i wcale nie częste), a z drugiej jej szef okazał się doskonałym projektantem i miał ochotę na eksperymenty. W efekcie udało się z ich pomocą uszyć pierwsze 200 sztuk uchwytów.

[mailerlite_form form_id=7]

Co jeszcze trzeba było ogarnąć?

Tych elementów było znacznie więcej. Nie wspomniałem tu jeszcze o:

  • konstrukcji, hartowaniu i lakierowaniu klipsu mocującego uchwyt do deski rozdzielczej
  • laserowym grawerowaniu, dzięki któremu produkt ma swój wygląd
  • szukaniu opakowania
  • projekcie i drukowaniu instrukcji obsługi.

Ufff… Z dzisiejszej perspektywy widzę, że sporo tego. Tym więcej, że na każdym etapie było wiele nie trafionych prób. Podwykonawcy często przestawali odbierać telefony, proponowali bardzo wysokie ceny albo dostarczali usługę niskiej jakości.

Ile to wszystko kosztowało? O tym napisałem niedawno – informacje możesz znaleźć w tym wpisie.

Czy dzisiaj zrobiłbym to samo?

Jak patrzę na to wszystko ponad 4 lata później, uważam, że było warto.

Może to całe przedsięwzięcie wyglądać na wielki nakład pracy, ale jak robiłem kolejne kroki, to tego specjalnie nie zauważałem. Do każdego kolejnego kontaktu i kolejnego etapu napędzało mnie wyobrażenie o finalnym produkcie i to, że chcę, żeby był najwyższej klasy.

Jednocześnie jednak teraz działałbym inaczej. Przede wszystkim kiedy zaczynałem, nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak skomplikowana jest Berrolia. Wymaga skoordynowania działań kilkunastu podwykonawców, co samo w sobie wymaga sporo pracy.

Teraz wydłużyłbym etap pomysłu i projektowania i nastawił się na produkt, który nie łączy w sobie aż tylu różnych technologii. Na przykład gdyby Berrolia była produktem całkowicie frezowanym z aluminium, jej produkcja wymagałaby tylko dwóch wykonawców:

  • zakładu mechanicznego
  • dobrej galwanizerni.

Gdyby natomiast był to produkt całkowicie ze skóry, całość mogłaby być robiona w Tomaksie. Do tego trzeba byłoby tylko zadbać o dobre opakowanie – i produkt byłby gotowy. Ale ponieważ początkowo nie znałem się na produkcji, nie wiedziałem, że upraszczanie produkcji jest aż takie istotne.

Teraz to wiem i wykorzystuję tę wiedzę w innych projektach.

Mam nadzieję, że ta historia zainspiruje cię do stworzenia własnego produktu. To naprawdę nie jest takie trudne, a jeżeli się uda, może być dla ciebie początkiem zupełnie innego życia – zarówno pod względem finansowym, jak i pod względem satysfakcji z tego, co robisz.

Nobel z ekonomii 2019 czyli jak nie dać z siebie zrobić idioty

Categories: Badanie rynku i testowanie pomysłu na biznes, Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Chcę tak po prostu mieć więcej pieniędzy i czasu, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki, Życie przedsiębiorcy. Jak zacząć i dać radę?|

Tegoroczni nobliści mają sporo do powiedzenia przedsiębiorcom i tym, którzy dopiero czytają blogi i poradniki, jak założyć swoją firmę i zarabiać więcej.

W 2019 Nobla z ekonomii dostał zespół badaczy z czołowych amerykańskich uczelni – MIT i Harvardu. Z ich badań płyną bardzo ważne wnioski również dla ludzi, którzy myślą o stworzeniu własnej firmy i szukają o tym informacji w internecie.

Ale po kolei.

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

Za co ten Nobel?

Esther Duflo, Michael Kremer i Abhijit Banerjee dostali nagrodę za serię badań dotyczących tego, jakie działania są skuteczne. Oni akurat zajmowali się pomocą humanitarną, ale wnioski dla każdego z nas są znacznie szersze.

Żeby dać lepszy obraz ich dzieła, z grubsza opiszę jedno z ich badań. Dotyczyło jednego z biednych regionów Indii, gdzie bardzo mało dzieci dostaje szczepienia. Jest to dość dziwne.

  • Szczepionki są tam dostępne za darmo, więc to nie jest kwestia pieniędzy.
  • Nie jest tak, że rodzice nie kochają tam swoich dzieci. Kiedy dziecko zachoruje np. na odrę, wydają majątek na leczenie.

Więc dlaczego szczepione jest zaledwie kilka procent dzieci, skoro to nie jest problem, żeby zaszczepić wszystkie? Gdybyśmy to wiedzieli, dałoby się uniknąć wielu tysięcy niepotrzebnych śmierci dzieci. A jednak umierają.

Esther, Mike i Abhijit przypuszczali, że może chodzi o odkładanie, czyli tak modną dzisiaj prokrastynację. Matki w Indiach mają wiele dzieci i są zazwyczaj bardzo zajęte. Nobliści podejrzewali, że mamy nie tyle nie chcą szczepić dzieci, co odkładają to na później – aż jest za późno.

Jak skutecznie sprawdzić, co działa?

Wcześniej większość ekonomistów prowadziła jałowe dyskusje, co jest głównym problemem. I co zrobić, żeby szczepień było więcej. A temat jest duży, bo na pomoc w szczepieniu w biednych krajach idą miliardy dolarów.

Nowością jest to, że badacze nie wchodzili w te dyskusje i gdybanie. Zamiast tego, we współpracy z lokalnymi władzami, przeprowadzili eksperyment na grupie 134 hinduskich wiosek. Podzielili je na 3 podgrupy.

  • W pierwszej nie zmienili nic. To była grupa kontrolna, taka sama jak przy testowaniu nowych leków – w medycynie zawsze pewnej grupie pacjentów podaje się placebo.
  • W drugiej zorganizowali co miesiąc zjazdy, podczas których w jednym konkretnym terminie (i tylko wtedy) można było zaszczepić dziecko. W tej sposób wzbudzili w matkach poczucie przemijającej okazji, tak dobrze znane marketingowcom.
  • W trzeciej obok zjazdów oferowali jeszcze kilogram soczewicy. Nawet w Indiach nie jest to wiele, ale w założeniu miało zrekompensować matkom trud kilkukilometrowej pieszej wycieczki do punktu szczepień.

Wynik? W grupie kontrolnej zaszczepiono tylko 6% dzieci. W drugiej było to 17%, zaś w trzeciej (tej z ofertą soczewicy) – aż 38%.

W tej sposób zamiast dyskutować i mówić „zdaje mi się”, badacze po prostu w kontrolowanych warunkach sprawdzili, która strategia działa. I przy okazji uratowali od śmierci całkiem sporo dzieci.

No dobrze, a co z tego wynika dla mnie?

Jeżeli szukasz w internecie informacji o tym, jak założyć firmę i więcej zarabiać, z pewnością zauważyłeś już sporo historii, które można streścić w jeden sposób:

Jeden rok sukcesu i pięć lat opowiadania.

Czyli ktoś sprzedał na Allegro towaru za pół miliona – i już przekonuje, że wie wszystko o sprzedawaniu na Allegro. Albo osiągnął sukces (nawet niewielki) w blogowaniu i już uważa się za eksperta. I namawia wszystkich dookoła do robienia dokładnie tego, co on (lub ona).

Niby to logiczne. No, bo od kogo się uczyć, jak nie od tego, który osiągnął sukces. A jednak uważam, że lepiej nie mieć wiedzy, niż opierać się na takich byle jakich poradach.

Chodzi o to, że ci ludzie często nie mają bladego pojęcia, które elementy ich strategii działały, a które nie. W przypadku sukcesu na Allegro mogło na przykład zadecydować zwykłe szczęście. Akurat ktoś trafił w dobry moment z odpowiednim towarem. I choćby stawał na rzęsach, już tego sukcesu nie jest w stanie powtórzyć.

A zamiast się do tego przyznać, wszystkich uczy z zapałem (i często za ciężkie pieniądze) jak pisać opisy, jak robić zdjęcia i jaką stosować strategię marketingową.

[mailerlite_form form_id=7]

Też padłem ofiarą takich doradców

Bloga o tworzeniu firmy i zwiększaniu dochodów założyłem półtora roku temu. Jak do wszystkiego, podszedłem do sprawy metodycznie. Czytałem praktycznie wszystko, co się dało na ten temat. Zapłaciłem nawet za 2 kursy online o tym, jak założyć i rozkręcić bloga.

Większość z tych materiałów była podobna. Ktoś ma rozpoznawalnego bloga i pisze, jak obsługiwać WordPressa, jak angażować społeczność i jak tworzyć płatne produkty.

I wiesz co?

I widzę potem setki blogów, które stworzone są na jedno kopyto, dokładnie według wzorców z tych szkoleń. I pies z kulawą nogą się tymi blogami nie interesuje.

Bo wszyscy ci czytelnicy (i ja też jestem w tej grupie) posłuchali rad kilku blogerów, którzy wyciągnęli płytkie wnioski z własnego sukcesu – i teraz je sprzedają. A tymczasem sami nie mają pojęcia (bo niby skąd), które dokładnie elementy strategii zadziałały w ich przypadku.

To jest tak, jakby tegoroczni nobliści zrobili eksperyment na jednej wiosce i doszli do wniosku, że dla szczepień najważniejszej jest dostarczenie motorówki. I nie zauważyli przy tym, że ta wioska, jako jedyna w całym regionie, leży za rzeką.

Włącz krytyczne myślenie

Moja sugestia – nie trać czasu na wyciąganie daleko idących wniosków z pojedynczego przypadku. Choćby jego autor przekonywał, że na swojej strategii zarobił miliony.

Nie warto wierzyć w wygłaszane z pewnością siebie stwierdzenia, że „teraz na Facebooku musisz dawać filmy” albo że „bez design thinking teraz się nie da robić biznesu”. Sukces ich autorów (o ile w ogóle jest autentyczny) mógł wynikać zupełnie z czegoś innego, niż im się wydaje. I to pomimo ich najszczerszych chęci.

Dlatego – włącz krytyczne myślenie. Zła wiedza jest naprawdę gorsza, niż brak wiedzy.

Budowanie firmy przez kopiowanie innych. Czy to możliwe?

Categories: Badanie rynku i testowanie pomysłu na biznes, Jak znaleźć pomysł na biznes, Mam pomysł na biznes, ale nie wiem jak zacząć i jak założyć firmę|

Mam za sobą kilka prób stworzenia firmy przez kopiowanie czyjegoś modelu biznesowego. W tym artykule pokazuję, czy warto i na co trzeba uważać, jeżeli decydujesz się naśladować biznes kogoś innego.

Jeżeli czytasz ten artykuł, pewnie gdzieś ci po głowie pomysł na własną firmę. Może jest to pomysł na produkt, albo jakąś fajną usługę, która pozwoli stworzyć startup i w niedługim czasie zarabiać naprawdę dobre pieniądze. Teraz pytanie: skąd wziął się ten pomysł? Czy podpatrzyłeś jakąś dużą firmę i pomyślałeś: chcę być taki jak oni?

Jeżeli tak, to witaj w klubie. Ja też w ten sposób stworzyłem kilka startupów. Wiele innych osób, które znam, też tak zaczynało.

Cud uczenia się przez naśladowanie

Naśladowanie lepszych to podstawa uczenia się. W wieku dwóch lat naśladujemy rodziców, ucząc się mówić. W wieku kilkunastu – naśladujemy kogoś ze starszej klasy, ucząc się, jak podrywać. Całe nasze życie naśladujemy innych, żeby się rozwijać.

Ten sposób na ogół działa. W końcu umiemy wszyscy mówić. Wiemy też mniej więcej, jak się zachowywać, żeby uwodzić. Na studiach i w pracy uczymy się skutecznie, jakie zachowania zyskują nam szacunek, awans i pieniądze. Ogólnie biorąc, uczenie się od innych jest zaskakująco dobrą strategią…

Dlaczego tej samej metody nie zastosować do tworzenia pomysłu na biznes?

Tamta firma jest taka duża…

Spójrz na kilka przykładów firm i marek, które można naśladować. Będę za chwilę do nich wracał.

Patrzysz na Brand24. Ta firma jest ikoną polskich startupów. Michał Sadowski występuje na konferencjach, pokazuje jak robił swoją firmę i jak osiągnął sukces.

Widzisz na półkach soki Fortuna. Nie ma w nich nic nadzwyczajnego, w końcu soki jak soki. Jednak mają dla siebie znaczną część rynku [] i tak to jakoś robią, że ludzie kupują akurat ich soki. A przecież wiesz, że może mógłbyś robić je lepiej – bardziej ekologicznie, lepiej marketingowo.

Michał Szafrański osiągnął kolosalny sukces jako bloger. Zarobił kilka milionów, pisząc o dość oczywistych rzeczach, w tym bardzo wiele o sobie i swojej drodze do milionów. Od dwóch lat zajmuje się już praktycznie tylko tym ostatnim.

Też tego próbowałem

Podobnie, pięć lat temu tworzyłem Berrolię. Skąd miałem inspirację? Z dwóch głównych źródeł.

  • Widziałem takie firmy jak Belkin, Element Case czy Nomad, które robią fajne gadżety do telefonów. Wystawiają się na każdych targach, a ich produkty możesz znaleźć w iSpotach i Media Markecie.
  • Na Kickstarterze jest sporo startupów, które robią gadżety w niemal domowych warunkach.

Pomyślałem – skoro oni mogą, to dlaczego nie ja?

Okazało się, że to nie całkiem działa.

Co jest nie tak z naśladowaniem?

Pomyśl o dziecku, które próbuje naśladować dorosłych.

Dopóki ogranicza się to do słów i budowania zdań, wszystko jest w porządku. Jednak jeżeli zechce naśladować rozmowy o polityce? Albo wygłaszać opinie o piciu kawy? Wszyscy znamy takich „małych dorosłych”. One też próbują naśladować, ale kopiują zachowania nieodpowiednie dla ich etapu życia.

W Brand24, który od początku śledzę, rozwój produktu szedł w parze z osobistym brandingiem Michała Sadowskiego. Michał występuje i promuje markę, a marka ma dzięki temu pieniądze na rozwój. Jednak jeżeli zaczniesz rozwój swojej firmy od występów na konferencjach, to nie zadziała. Na konferencjach nie stworzysz bazy pierwszych klientów dla brandu, którego nikt nie zna. Do tego są inne metody, odpowiednie dla świeżo powstałej firmy.

Fortuna sponsoruje różne wydarzenia i jest widoczna. Jednak to jest zaledwie element ogromnego mechanizmu handlowców, marketingowców i znanej marki. Jeżeli zasponsorujesz lokalną drużynę sportową, wydasz tylko pieniądze i prawdopodobnie nie zdobędziesz ani jednego klienta.

Michał Szafrański mówi ostatnio głównie o sobie – i to się sprzedaje. Książka o tym, jak tworzył bloga, sprzedała się dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Jednak jeżeli ty, na swoim mało znanym blogu, zaczniesz opowiadać o sobie i swoich przeżyciach z dzieciństwa, uwierz mi – nikogo to nie będzie interesowało. Bo Michał ma rozpoznawalną markę osobistą i ogromną rzeszę wielbicieli. W jego sytuacji opowiadanie o sobie jest logicznym elementem, który doskonale pasuje do całej układanki. Jednak bez tych pozostałych elementów nadmiar pisania o sobie jest tylko żałosny.

Jeszcze jeden przykład

Na pewnym etapie rozwoju mojej poprzedniej firmy doszliśmy do wniosku, że wchodzimy w badania rynku. Założeniem było wypromowanie marki, która byłaby porównywalna do znanych firm badawczych. (Prawdę mówiąc, wielkościowo byliśmy nawet więksi od znacznej części z nich.)

Więc co zaczęliśmy robić?

Zgadłeś! Naśladować. Zainwestowaliśmy w kampanię PR-ową, której celem było zdobycie widoczności w mediach ogólnopolskich. Była całkiem skuteczna. Dobre kilkanaście razy przebiliśmy się do głównych gazet i do głównych kanałów telewizyjnych. I co?

I nic. Nie wyniknął z tego ani jeden kontrakt.

Bo nie mieliśmy dobrych sprzedawców, dobrej oferty i doświadczenia w branży. Mieliśmy jeden doskonały kawałek układanki, który do niczego nie pasował! Próbowaliśmy udawać firmę badawczą, którą w istocie nie byliśmy.

Tak się właśnie kończy, kiedy dziecko próbuje naśladować dorosłych.

Co z tym zrobić?

Przede wszystkim nauczyłem się, żeby nie naśladować firm, które są na zupełnie innym etapie rozwoju. Coś, co pasuje do Fortuny, nie pasuje do PijSoczek. Działania skuteczne w Belkinie, w Berrolii będą tylko marnowaniem pieniędzy.

Co więc zrobić? Może to brzmi dziwnie, ale odpowiedzią jest szczerość. Nie udawaj dużej firm, jeżeli nią nie jesteś. Wielu klientów ceni sobie w małej firmie osobisty kontakt. Jeżeli kontaktujesz się z Berrolią, na pewno odpowiedzi udzielę Ci ja albo Ania. Zaskakująco wielu osobom odpowiada to znacznie bardziej, niż kontakt z bezosobowym call center dużej firmy.

[mailerlite_form form_id=7]

Jako mała firma nie naśladuj zagrywek PR-owych dużych brandów. Nie pisz „my w siedzibie firmy”, jeżeli oznacza to ciebie i twojego kota przy stole w kuchni. (Ten akurat przykład zaczerpnąłem od Joanny Glogazy).

Za to jeżeli prowadzisz małą firmę, możesz robić marketing, o jakim nie śniło się dużym korporacjom. Możesz nawiązać osobisty kontakt niemal z każdym kupującym. Możesz też robić coś, na co nikt w dużej firmie nie ma ochoty i czasu. Chodzi o pokazywanie w mediach społecznościowych całej „maszynowni” twojej firmy. Pokazuj, jak powstaje produkt, co nie wyszło i jakie masz wyzwania. To buduje taki emocjonalny kapitał twojej marki i wiąże z nią ludzi, z których niektórzy zostaną twoimi klientami.

To w końcu nie kopiować?

Czy to znaczy, że duże marki nie mają nam nic co zaoferowania? Mają. Doskonałym sposobem na rozpoczęcie własnej działalności jest ulepszenie istniejącego produktu.

Jeżeli weźmiesz istniejący, osadzony na rynku sok owocowy, masz za sobą 90% badania rynku. Jest on żywym dowodem na to, że soki owocowe są potrzebne, możesz zobaczyć kto je kupuje i w jakich opakowaniach.

Teraz tylko zacznij rozmawiać z ludźmi, żeby się dowiedzieć, czego im jeszcze w tym produkcie brakuje. Ekologii? Zdrowia? Sposobu dostarczenia? Jeżeli dostatecznie dużo osób potwierdzi, że mają jakiś problem z istniejącym produktem, a ty masz pomysł na rozwiązanie – to może być twój pomysł na biznes!

Pułapka spółki z o.o.

Categories: Chcę lepiej prowadzić swoją firmę, Finanse. Co zrobić, żeby zarabiać?, Mam pomysł na biznes, ale nie wiem jak zacząć i jak założyć firmę, Prowadzenie małej firmy. Wszystko z praktyki, Zakładanie firmy i formalności|

Rosnący ZUS przedsiębiorców skłania coraz więcej osób do szukania alternatyw. Najczęściej proponowane przez różnych „mądrali” jest przejście na formę spółki z o.o. Jednak wielu z tych Wujków Dobra Rada nie mówi o poważnych wadach takiej zmiany.

Dla wyjaśnienia: nie twierdzę, że spółka z o.o. jest w ogóle zła. Jest na pewno kilka sytuacji, w których będzie najlepszą formą działalności, np. dla startupu, którego ważnym elementem działalności jest pozyskiwanie zewnętrznych inwestorów.

… a jeżeli nie chce ci się czytać, tu jest wersja wideo:

Jednak jeżeli twoją główną motywacją do założenia spółki jest

  • oszczędzenie na ZUSie
  • „prestiż” takiej spółki

to lepiej się dobrze zastanów. Dzisiejszy wpis pokazuje moje praktyczne wnioski z prowadzenia przez wiele lat kilku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Jakie oszczędności?

Są tacy, którzy myślą, że zmiana działalności jednoosobowej w spółkę z o.o przyniesie wyczekiwaną ulgę. Obecnie ZUS w działalności jednoosobowej wynosi 1317 złotych (stan na 2019 rok). Na tę kwotę składa się:

  • składka zdrowotna, która między innymi umożliwia bezpłatne korzystanie ze szpitali i pogotowia
  • składka emerytalna, stanowiąca oszczędność i zbierana na twoim indywidualnym koncie emerytalnym w ZUS
  • składka rentowa, stanowiąca ubezpieczenie na wypadek trwałej choroby (uprawnia do renty)
  • składki chorobowa i wypadkowa (te akurat to dość mała kwota)

Dokładny rachunek opłacalności

Popatrzmy jednak: które z tych kwot to faktyczny wydatek i od których z nich możesz uciec, zamykając jednoosobową działalność i przechodząc na spółkę z o.o.?

[mailerlite_form form_id=7]

Ubezpieczenie zdrowotne nadal trzeba sobie zapewnić, więc od płacenia 342 złotych nie uciekniesz. Mimo wszystko choroby chodzą po ludziach, w tym te poważne, których albo prywatnie w ogóle się nie leczy, albo to leczenie kosztuje dziesiątki tysięcy. Dlatego z NFZ-tem lepiej żyć w zgodzie i te składki jednak płacić.

Więc na tych 342 złotych raczej nie przyoszczędzisz.

558 złotych to składka emerytalna, która stanowi oszczędność na twoją emeryturę. Co by nie mówić o tym, że ta emerytura będzie niska, to jednak te pieniądze do ciebie kiedyś wrócą. A że emerytura niska? Nic dziwnego. Skoro przez 40 lat odkładasz w sumie dość małą kwotę, a potem chcesz z takich oszczędności żyć przez średnio 15 lat, to raczej nie ma szans na kokosy. Ale jednak lepsze to niż umrzeć z głodu.

Dlatego ta kwota nie jest do końca wydatkiem. Jest to raczej oszczędzanie na przyszłość. A skoro tak to przestając ją płacić, wcale bogatszy się nie staniesz. Różnica jest taka, że masz te 558 w kieszeni dzisiaj, a nie z X lat. Ma to swoje wady, bo takie pieniądze łatwo się rozchodzą.

Jedyna realna oszczędność, jaka nam zostaje w kieszeni po przejściu na spółkę z o.o. to kwota 417 złotych. Tyle bowiem zostaje, kiedy od początkowej spodziewanej oszczędności 1317 zł odejmiesz składkę zdrowotną i emerytalną. Te 417 złotych jest sumą składek rentowych, chorobowych i wypadkowych.

Co jest napisane małym druczkiem?

Osoby, które chcą przejść we własnym biznesie z działalności jednoosobowej w spółkę z o.o często nie wiedzą, że są jeszcze ukryte kruczki. Przede wszystkim, jest ogromna różnica w koszcie prowadzenia księgowości.

Księgowość działalności jednoosobowej to najczęściej koszt 100 zł miesięcznie. W przypadku spółki z o.o. rozmowy zaczynają się natomiast od 500 zł, przy czym przy bardziej skomplikowanej działalności może z tego łatwo zrobić się 1000 zł lub więcej. Wynika to stąd, że każda spółka z o.o. musi prowadzić tzw. pełną księgowość.

Problem robi się szczególnie duży, jeżeli prowadzisz jakąkolwiek działalność produkcyjną. Wtedy miesięczny koszt księgowości może łatwo sięgnąć poziomu 1500-2000 zł.

Podobnie robi się, jeżeli masz dużo klientów detalicznych, zwłaszcza zagranicznych, którym wystawiasz rachunki. Jeżeli do tego płacą np. PayPalem, to uwzględnienie przewalutowania i prowizji dla PayPala powoduje, że do każdej transakcji w spółce z o.o. trzeba wystawić np. 5 dokumentów.

Przy miesięcznej sprzedaży 200 sztuk robi się 1000 dokumentów dla samej tylko obsługi sprzedaży. Obsługa takiej masy papieru musi słono kosztować. Ja płaciłem przy podobnych ilościach 1400 zł.

Zrzucenie odpowiedzialności?

Mówi się, że spółka z o.o. wobec wierzycieli odpowiada tylko majątkiem spółki, czyli jej właściwie nie ponoszą odpowiedzialności. Jednak niewiele osób wie, że istnieje coś takiego jak odpowiedzialność subsydiarna członków zarządu. Jeżeli zasiadasz w zarządzie spółki z o.o., to faktycznie na początku problemów jesteś chroniony przed wierzycielami, bo będą oni prowadzić egzekucję z majątku spółki.

Jeżeli jednak majątek ten okaże się niewystarczający (a tak się dzieje w przypadku bankructwa), to niewiele osób wie, że wierzyciele mogą również egzekwować pieniądze z majątku członków zarządu.

Można próbować uniknąć tej odpowiedzialności, ale trzeba wziąć pod uwagę trudne do spełnienia warunki. W ciągu dwóch tygodni od zaistnienia okoliczności należy złożyć wniosek o upadłość, ale w praktyce trudno jest określić i udowodnić, kiedy dokładnie zaistniały warunki niewypłacalności. Mówiąc prostym językiem – za długi odpowiadasz wtedy tak samo, jak osoba, która prowadzi działalność jednoosobową. Prowadzenie spółki z o.o nie uchroni cię wtedy przed odpowiedzialnością za długi, które stworzyłeś.

Oprócz tego zarząd spółki odpowiada za długi wobec fiskusa. Jeśli nie płacisz VAT-u czy innych podatków, a zamykając spółkę masz niezapłacone zobowiązania, to odpowiadają za nie członkowie zarządu.

Podwójne opodatkowanie

Zaskakująco wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zyski w takiej spółce opodatkowane są dwa razy. Najpierw od zysku płacisz 9% podatku dochodowego (19% przy wyższych zyskach, przekraczających 1,2 mln euro), a potem, kiedy chcesz go sobie wypłacić, jeszcze 19% podatku od dywidendy. Więc sumarycznie w spółce z o.o. płacisz prawie dwa razy większy podatek od zysku niż w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej.

Można tego oczywiście próbować uniknąć, wypłacając sobie wynagrodzenie z tytułu bycia członkiem zarządu. Jednak wtedy trzeba się liczyć z tym, że urząd skarbowy może zakwestionować wysokość takiego wynagrodzenia i twierdzić, że było ono wyższe niż stawki rynkowe.

Inne wady prowadzenia spółki z o.o

Istnieje jeszcze wiele wad przejścia z jednoosobowej działalności na spółkę z o.o. Chociażby trudności w dokonywaniu jakichkolwiek zmian, na przykład w zmianie adresu. Zmiana taka wymaga notariusza i należy to zgłosić w Krajowym Rejestrze Sądowym – za to wszystko również należy zapłacić.

Raz w roku należy zrobić sprawozdanie finansowe, którym zajmuje się księgowa. To sprawozdanie będzie nas kosztować z reguły dodatkową opłatę miesięczną, czyli między 500 a 2000 złotych. To jednak nie jedyny wydatek związany ze sprawozdaniem – należy je zgłosić do Krajowego Rejestru Sądowego, a to kosztuje dodatkowe 350 złotych.

Przelicz samodzielnie, czy Ci się to opłaca.

Sumując wszystkie obciążenia i wydatki mam poczucie, że naprawdę w niewielu sytuacjach spółka z o.o. sprawdzi się dla małej firmy. Dodatkowe opłaty związane z księgowością czy KRS-em szybko zjedzą te 417 złotych miesięcznych oszczędności.

Poza tym dochodzą obciążenia niefinansowe, takie jak zadbanie o sprawozdania, odbieranie pism z KRS kiedy coś się nie zgadza czy pilnowanie comiesięcznych raportów kasowych (muszą być, jeżeli dokonujesz jakichkolwiek transakcji gotówką).

Oczywiście są sytuacje, w których spółka z o.o. ma sens. Jest tak na pewno wtedy, kiedy próbujesz pozyskać zewnętrznego inwestora. Również, jeżeli planujesz zbudować firmę i ją szybko sprzedać, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością będzie dobrym wyborem.

Jednak za każdym razem dobrze przelicz wszystkie koszta i podejmij najlepsza decyzje dla siebie. Nie słuchaj Wujka Dobra Rada który mówi, że „teraz, Panie, ma być wyższy ZUS to każdemu opłaca się przejść na spółkę ZOO”.

Powodzenia!

Cześć! Bardzo się cieszę, że trafiłeś na mojego bloga.

Nazywam się Michał Mackiewicz. Łączę teorię z praktyką - jestem wykładowcą ekonomii i od ponad 10 lat seryjnym przedsiębiorcą.

Od kilku lat prowadzę Berrolię, w której tworzę luksusowe uchwyty do telefonów. Poza tym jestem przewodnikiem górskim.

Piszę bloga, żeby pomóc Ci podjąć decyzję o założeniu firmy. To daje pieniądze i niezależność.(Więcej o mnie..)

Patronat medialny

Zarabianie na śniadanie jest patronem medialnym projektu realizowanego przez Instytut Nauk Społeczno-Ekonomicznych: "Firma 30+ edycja V – wsparcie przedsiębiorczości mieszkańców obszaru rewitalizacji miasta Łodzi". Daje on wsparcie osobm które chcą założyć własną firmę. Możesz o nim przeczytać przeczytać na stronie Instytutu.

Topic Tags

Go to Top